szczęście
Riennahera

Riennahera

Szczęście może być ciche i mało spektakularne

Dużo sobie ostatnio myślę. W ogóle prawdopodobnie od zawsze myślę za dużo i bez sensu, zamiast brać, robić i działać. Taka już moja natura. To mi daje szczęście. I nieszczęście też.

Dużo myślę o propagandzie sukcesu. I kulcie, nie bójmy się tego powiedzieć, zapierdolu. O fetyszyzacji ambicji i ambitnych, merytorycznych, jakościowych treści (które często okazują się po prostu treściami klikalnymi, clickbaitem zapakowanym w sreberko). O tym co mnie motywuje i dlaczego nie pieniądze. A przynajmniej nie tylko one. 

Dzisiaj motywuje mnie, że moje niemowlę było pogodne, choć wymagające. Że chociaż chciało się cały czas przytulać, albo być zabawiane, to śmiało się i interesowało światem. Motywuje mnie, że wyszłyśmy razem z domu i udało mi się potrenować i idzie mi coraz lepiej. Że wszyscy są dość zdrowi. Że kupiłam mężowi świetny prezent na imieniny i nie musiałam zastanawiać się czy powinnam.

Z miejsca, w którym jest się w życiu można czerpać dumę. Nie dumę, że oto ja jestem lepsza niż Ty czy ona. Można czerpać dumę, że po prostu jest się jakim się jest. Że nie trzeba być innym żeby było dobrze. Że stać mnie na to czego potrzeba. Że daję radę z większością rzeczy. Może nie od razu, ale w końcu. 

Kiedy myślę, że rano wstaję i moim zmartwieniem jest, że będę zmęczona albo że nie mam weny. Że muszę posprzątać albo wypełnić dokumenty, a nie chce mi się. Jestem dumna i szczęśliwa z powodu moich problemów pierwszego świata. 

W kontekście minionych tygodni, jestem szczęśliwa, że nie muszę pakować się w siatkę i stać u bram lotniska, w nadziei, że moja rodzina przeżyje. Że nie muszę być dzielna, że nie muszę być bohaterska, że nie muszę mieć wielkiego szczęścia, żeby móc być szczęśliwą. Albo po prostu być.

Szczęście, to że nie muszę udawać kogoś kim nie jestem.

Już nie. Nauczyłam się kim jestem, na co mnie stać, a na co się nie zdobędę. Nauczyłam się co lubię, a czego nie. To był ważny i potrzebny proces, czasem bolesny i nie zawsze byłam szczęśliwa. Często nie. Ale wiem o sobie to czego musiałam się dowiedzieć i nie muszę aspirować do bycia kimś więcej. Nie muszę robić dla pieniędzy rzeczy, które są mi przykre. Jeśli do bycia człowiekiem sukcesu musiałabym wcześniej wstawać i bardziej się wysilać, to wolę zostać człowiekiem, któremu idzie całkiem dobrze choć bez spektakularnych sukcesów. Nie mam problemu być na podium niżej, a nawet być poza podium. Wbrew temu, co powtarza się nam od dziecka (nawet jeśli nikt nie chce powiedzieć tego wprost tylko insynuuje), życie to nie wyścig. A kiedy czytam kolejny wywiad Ważnego Mężczyzny, który mówi jak to w życiu trzeba być Ambitnym i nastawionym na Cel, żeby przypadkiem nie zostać przeciętnym, bo TAK NIE MOŻNA ŻYĆ, to tylko pod nosem mruczę, żeby się pierdolił. 

Mam swoje cele, oczywiście. Mam, jak każdy, marzenia. Nawet je realizuję. Często po cichu, bez blichtru. 

Moim szczęściem nie byłoby podróżowanie po świecie i odwiedzenie rocznie kilkunastu krajów, bo nie mam na to siły. Nie byłby to idealny feed na instagramie, zawsze profesjonalny makijaż i zrobione włosy, bo na samą myśl o tym czuję się zmęczona. Bale, festiwale, spotkania na szczycie…zawsze kiedy się o nie ocierałam, okazywały się wydmuszką. Gdybym musiała pracować ciężej niż do tej pory, żeby zapracować na pierwszą klasę w samolocie, to już wolę zwykły bilet. Sam fakt, że mam na bilet i  nie muszę sobie niczego odmawiać, to jest świetna pozycja w życiu. Dla mnie bomba. 

Moje szczęście to wolność, brak nerwów i ograniczeń. Robienie rzeczy, w których jestem dobra i zaczynanie nowych rzeczy. Bycie wierną sobie i swoim potrzebom, swojej rodzinie, swoim wymaganiom. Nie zawsze się to udaje, ale często się udaje. Nie będę już nigdy na liście “top 30 przed trzydziestką”, ale sprawy, na których mi zależy, ba, nazwijmy je nawet marzeniami, rozwijają się powoli, krok za krokiem, bardziej do przodu niż mniej. 

Może kiedyś w końcu się wyśpię i wstanę rano, żeby krzyknąć “co to za bzdury, trzeba brać dupę w troki i zdobywać świat!”. A może zdobędę go sobie powoli, w swoim tempie, za kulisami. Po swojemu. A jeśli ktoś wolałby inaczej i uważa, że można lepiej…

…To co mnie to obchodzi? 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

6 thoughts on “Szczęście może być ciche i mało spektakularne”

  1. Oj to prawda. Być sobą, być po prostu sobą – to czasem jest najtrudniejsze. Kiedy wokół każdy lepiej wie, co jest dobre, co powinnaś i w jakim tempie. Wyłączyć się z wyścigu. Super, że Ci się udało! <3

  2. Mądry człowiek z Ciebie. Wpadam tu czasem, to jedyny blog, który czytam i który pamiętam z nazwy. Lubię atwoj język, poczucie humoru i przemyślenia. Pozdrawiam ciepło, Ula

  3. Poruszył mnie Twój tekst, jestem chyba w procesie dochodzenia do podobnych wniosków, ale jeszcze nie mam w sobie tego pogodzenia ze sobą…W każdym razie dzięki 😘

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry