porod
Riennahera

Riennahera

Czy da się przygotować do porodu?

Pytanie to padło na moim instagramie, gdzie co jakiś czas robię sesje Q&A na mniej lub bardziej poważne tematy.  Uważam, że jest na tyle ciekawe i ważne, że warto poświęcić mu cały tekst. A także zachęcić do dyskusji. Ponieważ, nie ukrywam, nie mam jednoznacznej opinii. 

Jak uważasz, da się przygotować do porodu?

Każda rodząca osoba przygotowuje torbę, ubrania dla dziecka, dla siebie, pieluchy, kosmetyczkę i tak dalej, i tak dalej. Każda wybiera szpital. Jeśli warunki są dogodne, to możemy wybrać i pozycje rodzenia i rodzaje znieczulenia. Istnieje plan porodu. Podejmujemy zawczasu mnóstwo decyzji, od karmienia przez rodzaje pieluch po imiona, więc przygotowujemy się. Ale czy dobrze? Czy odpowiednio? Wystarczająco?

Przygotowanie do porodu nie było z pewnością częścią mojej szkolnej edukacji. W szkole dowiedziałam się co prawda jak działa układ rozrodczy, jak działa genetyka, jak zbudowany jest pantofelek i jak rozmnaża się stułbia, ale nie czego mogę się dokładnie spodziewać podczas porodu, godzina za godziną. Wiedziałam, że dziecko odżywia się przez łożysko, ale nie, że łożysko też trzeba urodzić. 

Ale ja skończyłam liceum w roku 2006. Może od tego czasu program się zmienił?

Byłam na jednodniowej szkole rodzenia w szpitalu, ale nie chodziłam na żadne płatne zajęcia. Być może to był wielki błąd. Kiedy zapytałam położnej w szpitalu czy radzi iść i czy dowiem się dużo więcej niż od niej, odpowiedziała, że na pewno spotkam inne oczekujące mamy. Mój wewnętrzny introwertyk uznał, że zdecydowanie nie chce. He he. 

Jak przygotować do porodu,  aby nie przerazić? 

Bo poród jest przerażający. I taki dziwny. A zarazem jest najbardziej naturalny na świecie. Każdy z nas się urodził. Choć u mnie było w miarę w porządku, i tak czułam się straumatyzowana. Przez pierwsze kilka tygodni, a nawet miesięcy, za każdym razem na myśl o nim robiło mi się smutno i straszno i niedobrze i chciałam się schować. Ale jak myślę o nim teraz, to już w ogóle się tak nie czuję. Więc to mija. Poród jest przerażający i był pewnie jednym z najcięższych momentów mojego życia, ale jednocześnie dałam sobie radę i żyję i podeszłam do niego drugi raz. Jest zatem przerażający, ale zupełnie do przetrwania. Jak wyrywanie zęba albo leczenie kanałowe. 

A jednocześnie zupełnie inny. 

Poród jest na tyle niepodobny do niczego, że dopóki się przez niego nie przejdzie, trudno zrozumieć jak to jest. Ba, sama rodziłam dwa razy naturalnie, a moje koleżanki rodziły cesarskim cięciem i ja nie wiem, jak to jest do końca z cesarką, a one muszą sobie wyobrazić niektóre rzeczy przy porodzie naturalnym. 

Zresztą, każdy jeden poród jest zupełnie inny. Nawet u tej samej rodzącej. Może trwać kilka lub kilkadziesiąt godzin. Może mieć komplikacje lub nie mieć. Ba, wyobrażam sobie, że poród w dzień i w nocy jest pewnie inny. Ale nie wiem, bo dwa razy jechałam do szpitala nocą…

Zresztą, czy chciałabyś tak w stu procentach przygotować się do porodu?

Różne osoby mają różną wrażliwość i trafiają do nich różne rzeczy. 

Ja lubię jak najwięcej wiedzieć, na bieżąco. W samolocie denerwuję się turbulencjami i czuję się o wiele lepiej, kiedy pilot nadaje komunikat, że oto mamy je na trasie, bo przelatujemy nad górami czy może mijamy takie, a takie masy powietrza, ale będzie dobrze niż gdy po prostu bez komentarza wszystko się trzęsie. Mnie dodaje otuchy, kiedy wyglądam przez okno i rozpoznaję gdzie jesteśmy, albo gdy na siedzeniu przede mną jest mały ekranik pokazujący gdzie się znajdujemy. Zatem kiedy traciłam zbyt dużo krwi, umierałam (he he) z nerwów, bo nie wiedziałam jak poważna jest sytuacja. Gdyby rzeczowo powiedziano mi “a teraz stanie się X, a potem Y, chyba, że Z, to wtedy A”, byłoby mi o wiele łatwiej. 

Nie zawsze oczywiście jest czas na taką informację. 

Jednak może dla innej osoby te informacje i ewentualności byłyby zbyt stresujące? I niepotrzebnie stresujące, nawet nieprzydatne? Nie każdy musi wiedzieć jak działa samolot, żeby nim lecieć. Woli siąść wygodnie z filmem, książką czy muzyką w słuchawkach i oddać się w ręce profesjonalistów. 

W końcu, nie da się ocenić kto ma jaki próg bólu. 

Mnie bolało jak sam skurwysyn. Ale jest znieczulenie zewnątrzoponowe. Nie miałam go, igła w kręgosłup przerażała mnie bardziej niż skurcze, więc nie wiem jak to jest. Sama dostałam zastrzyk domięśniowy i gaz. Więc znów, zupełnie nie wiem jak to może być u kogoś innego kto nie dostał niczego w ogóle. Zresztą, wychodzi na to, że mam niezłą odporność na opioidy i nie powalają mnie. To już indywidualna reakcja organizmu.

Nie chcę pomijać tematu jakości opieki. Nie mogę narzekać. Rodziłam w publicznych londyńskich szpitalach, ale nie mam nic do zarzucenia położnym. Były wspierające, uprzejme, takie jak powinny. To może wyglądać przecież zupełnie inaczej. 

Ja nie czułam się chyba dostatecznie przygotowana do porodu. Z drugiej strony, nie umiem dokładnie powiedzieć jak powinno to przygotowanie wyglądać. Może poza jednym elementem. Gdybym mogła, zakazałabym nierealistycznych scen porodu w filmach lub nakazała informowanie “te sceny są czystą fikcją i nie mają żadnego związku z rzeczywistymi zdarzeniami” 😉 

 Ale może to tylko ja, a Ty czułaś się przygotowana? To jak, da się przygotować do porodu? 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry