Dzień Nauczyciela
Riennahera

Riennahera

Dzień Nauczyciela – wspominając szkołę pół życia później

Chociaż jestem dobrze po trzydziestce, mam wrażenie, że przynajmniej kilka razy dziennie mentalnie przenoszę się do czasów szkoły. Ona we mnie tkwi i wciąż oddziałuje. Ponad dwadzieścia lat później dalej tworzy część tożsamości. 

Dobrzy nauczyciele są ze mną do dziś.

W Dzień Nauczyciela i w każdy inny. Nawet jeśli nie pamiętam wszystkich nazwisk. Jak ten pan od historii w czwartej klasie, o wyglądzie i charyzmie Bogusława Wołoszańskiego. Jak moja polonistka z gimnazjum o elegancji gwiazdy filmowej. Jak moja polonistka z liceum, do której w dramatycznym momencie pisałam maile w sprawach sercowych. Jak świętej pamięci pan od przysposobienia obronnego, który uczył nas strzelać z wiatrówki na strychu szkoły…Ci i inni. Stworzyli wspomnienia i cząstki tego, kim dzisiaj jestem. I jestem im za to wszystko wdzięczna.

Ale nie o nich dzisiaj chciałam. 

Oczywiście dzieciństwo i młodość, piękny okres, szaleństwa, przyjaźnie, beztroska i w ogóle. Wiem, doceniam, wspominam. Jest jednak aspekt, niemniej ważny, który do dzisiaj frustruje. Do dzisiaj się na niego buntuję. W szkole obserwowałam i doświadczyłam (chociaż w mniejszym stopniu) zachowań gorszych, niż w jakiejkolwiek późniejszej pracy. Nawet gdy pracowałam przez wakacje na studiach w sklepie osoby, która została później aresztowana za sprzedaż nielegalnie długich noży w Glasgow i dostała zakaz prowadzenia działalności. Nawet Martin, chociaż był dziwny, władczy, choleryczny i ekscentryczny, był bardziej zrównoważony niż moja licealna wychowawczyni. Nawet mój kolejny szef, który zaliczał kokainę i zdradzał żonę z dwudziestoletnią asystentką, wciąż był bardziej zrównoważony i łatwiejszy do opanowania niż pani Urszula. 

Ale wiecie, jak szef kokainista mnie wkurzył, to po prostu złożyłam wymówienie. Mina mu zrzedła, dostałam na koniec pracy piękne kwiaty i kartkę podpisaną przez współpracowników. Co mogłam zrobić z panią Urszulą? Absolutnie nic. Miałam osiemnaście lat, wszyscy wiedzieli jaka jest, ale ponosiła absolutne, totalne zero konsekwencji za swoją niekompetencję. 

Wielu nauczycieli, nawet wśród tych, których lubiłam, pozwalało sobie na rzeczy, za które pracownik zostałby w każdej normalnej firmie wyrzucony, a przełożony miałby problemy z HR. Cały wachlarz wyśmiewania. Pani od plastyki, dla mnie przemiła, nazywająca trudniejszego w opanowaniu kolegę nienormalnym, ale wysyłająca go do dyrektora z wielkim oburzeniem, kiedy odpowiedział tym samym. Pan od geografii, który w gimnazjum pociągnął głośnego kolegę za ucho, do krwi. Pan polonista z równoległej klasy, który z cynicznym uśmieszkiem wyzywał od pedałów. Pani od biologii, z krzykiem nazywająca nas obrzyganymi pierdołami. Całokształt pani Urszuli…I inne zachowania, których już nie pamiętam lub wolę nie opisywać. Tak, nauczyciele są tylko ludźmi. Jak Ty czy ja. Z tym, że ja się nie odnoszę do ludzi w taki sposób, nawet jeśli bardzo mnie zdenerwują. 

W tym samym czasie nawet ci dobrzy nauczyciele, nawet sympatyczni dyrektorzy, nie robili z tymi zachowaniami kompletnie nic. Mogli posłuchać naszych narzekań i na tym się kończyło. Ba, czasem obrywało się jeszcze bardziej już i tak poszkodowanym uczniom. 

A dlaczego?

Bo byliśmy dziećmi. Nawet jeśli już pełnoletnimi. 

Jak sądzicie, czego uczy to młodego człowieka? 

Że system jest przegniły, że dobro nawet grupy (klasy przecież) zupełnie nie liczy się wobec układu, że ma do powiedzenia zupełnie nic. Nie ma decyzyjności, nie może o sobie stanowić. Powinien być potulny, czołobitny i pozwalać sobą pomiatać. 

Powiem Wam, że w życiu zawodowym nie pozwalam na traktowanie siebie tak jak traktowano nas w szkole. W zasadzie na każdym etapie, od podstawówki, przez gimnazjum po liceum. A ja i tak byłam większość życia prymuską…Jeśli jeden z nielicznych razy w życiu, kiedy piłam alkohol z powodu smutku, dotyczył potraktowania przez nauczycielkę, to coś jest mocno nie tak. 

Jaka jest pointa? 

Może powinnam być wdzięczna pani Urszuli, bo żaden szef ani przełożony w późniejszym życiu nie był mnie w stanie już niczym zaskoczyć. Ale nie jestem wdzięczna. 

Nauczyciele to tylko ludzie. Uczniowie to aż ludzie. Obie te prawdy są tak samo ważne. 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

3 thoughts on “Dzień Nauczyciela – wspominając szkołę pół życia później”

  1. Ja miałam w szkołach szczęście do nauczycieli. W większości byli sympatyczni, przyjaźnie nastawieni i może tylko o dwóch nauczycielkach z gimnazjum, nawet jak teraz pomyślę to robi mi się zimno.
    Ale moja siostra ma teraz 12 lat. Od kiedy przyszła do szkoły w wieku 7 lat miała nauczycielkę, która jej nie lubiła i wysmiewala ją przed innymi dziećmi. Pod jej wpływem dzieci też oczywiscie jej dokuczały. Potem rodzice ją przepisali, ale trauma została. Z otwartego, pewnego siebie dziecka stała się zamknięta w sobie, wstydliwa, zakompleksiona. Co wiecej, w nowej szkole większość nauczycielek wydaje się nie być zadowolona ze swojego życia, są niemiłe dla dzieci, opryskliwe, malo wyrozumiale, zniechęcające. Strasznie cierpię z tego powodu, że obcy ludzie, których zupełnie to nie obchodzi, krzywdzą małe, niewinne dziecko od 5 lat, a ja nie mogę nic z tym zrobić. Chciałabym, żeby wiedziała, że jest wspaniała. Chciałabym, żeby wierzyła, że może wszystko. I że zła ocena nie świadczy o tym, że jest beznadziejna i niewystarczająca. Żadne doświadczenia w późniejszym życiu nie wzbudzają takich traum jak szkoła.

  2. Dzien matki ochodze bo corce sie podoba, nie lubie tych dni o nazwie dzien pani nauczycielki czy matki ojca. Sztuczne pompy o niczym i wydawaniu pieniedzy. Nauczyciele to jakis sosmy cud swiata z prawnikami i lekarzami. Jakos ich pracy bardzo znikomy przynajmniej nauczycieli.

  3. Do dzisiaj pamiętam pojedyncze zdarzenia z czasów szkolnych, jestem w stanie wyświetlić je sobie w głowie jak filmy – bo były tak bardzo ważne dla mojego rozwoju. Często myślę sobie o tym, że w dorosłym życiu nikt nie traktuje nas z taką bezwzględnością, z jaką robili to niektórzy nauczyciele i rówieśnicy, kiedy byliśmy jeszcze zbyt młodzi, zbyt wrażliwi i mieliśmy za niski status, by się bronić. A nawet jeśli teraz ktoś nas tak potraktuje, możemy wstać i wyjść, przerwać kontakt, zakończyć relację. Przykro mi, kiedy myślę o tej małej dziewczynce, która przez lata nauki usłyszała tak wiele upokarzających, raniących słów i oczywiście wierzyła, że są prawdziwe. A ja byłam dobrą uczennicą, nigdy nie byłam kompletnym wyrzutkiem, przez większość czasu byłam całkiem lubiana. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić, jak na psychikę wpływa całkowite wykluczenie z grupy, prześladowanie (które jest przecież powszechne, a przynajmniej było w szkołach, do których chodziłam), przemoc słowna i nie tylko, a także łatki przyklejane przez nauczycieli, które potrafią ciągnąć się za człowiekiem przez całe życie…

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry