Uwaga, chwilę ponarzekam. Ale tylko chwilę. 

Znakomitą większość czasu jestem tak zmęczona, że nie mam siły myśleć. A jeśli nie zmęczona, to zaabsorbowana. Zauważyłam, że kiedy idę sama na targ po ser jestem w stanie wymyślić podczas tego półgodzinnego spaceru o wiele więcej niż w domu z dzieckiem przez cały dzień. Ale jestem o wiele mniej zmęczona i zaabsorbowana niż sześć miesięcy temu, czy nawet dwa miesiące temu. Z każdym tygodniem robi się inaczej. No, ale tego to się chyba spodziewamy, co?

Mam wiele tekstów w notatniku, ale skończenie każdego zajmuje mi długie dni. No cóż, tego też się spodziewałam. Ale jedziemy z tymi myślami, bo pierworodne dziecko taki tekst dostało, a drugie nie może być stratne. Nie może mieć wszystkiego po starszej siostrze, wystarczą już ubrania. Tekst jej się po prostu należy.

❤︎

To nie jest krytyka kogokolwiek, komu jest ciężko z jednym. Mnie też było. Ale RETY, jak dużo łatwiej było mi z jednym dzieckiem…Oprócz tego jak był lockdown, oczywiście. I oprócz tego jak byłam w ciąży. I oprócz tego jak było bardzo strasznie ciężko. Bo było. W każdym razie, teraz jest dużo, dużo ciężej. Dużo, dużo, dużo, dużo ciężej. 

Ale wtedy zupełnie tego nie czułam. Wtedy czułam się zupełnie przytłoczona.

❤︎

Było łatwiej oprócz prysznica. Prysznic jest łatwiejszy. Drugie dziecko jest atrakcją dla pierwszego. Iona tuli wsadzoną w bujaczek Orlę, mówi jak ją kocha i w ogóle wystarczy, że wychylam się zza zasłony, żeby sprawdzić czy z miłości jej nie zgniata. Albo nie ciągnie za nogę. A Orla na widok siostry śmieje się jak głupi do sera. Chyba, że akurat płacze, bo jest zgniatana albo ciągnięta za nogę. 

❤︎

W ogóle jest z niej dziecko śmiejące się jak głupi do sera. Nawet, kiedy wkurza mnie tak, że już nie mogę, to kilka minut po wyciu zaczyna się turlać (jej ulubione zajęcie) i cieszyć na mój widok, a pięć podbródków wałkuje jej się niczym u małego buddy. Nic tylko te podbródki całować i łaskotać. A wtedy uśmiecha się jeszcze bardziej i jeszcze głupiej. 

I śmierdzi z całej siły 😉

❤︎

❤︎

Niesamowite jak różne są malutkie dzieci. Zupełnie, jakby to były prawdziwe osoby z własnymi osobowościami, no nie?! 

Moja starsza córka była potworem usypiania, wciąż bywa i nie chodzi spać przed 21 (czasami nawet przed 22.30) za to młodsza niemal zawsze zasypia między 19-20.30. Iona uwielbiała spać przytulona do mnie brzuchem, Orla tego nienawidzi, za to w ciężkich momentach jak gorączka lub ząbkowanie, lubi spać na mnie na plecach.

Ale schodząc z najważniejszego w życiu tematu spania – dwa lata temu zabrałam Ionę na pewne organizowane w okolicy zajęcia dla bobasów. Płatne, prowadzone przez profesjonalistów, z mnóstwem atrakcji i animacji. Stymulacja na całego. Zdjęcie z tych zajęć do dzisiaj należy do moich ulubionych. Oto bobas jest najnieszczęśliwsza na świecie, niezręcznie spogląda w obiektyw i chociaż nie potrafi mówić, to z pewnością w myślach mówi “WTF”. Plus ma na głowie wielki czepek kąpielowy, który nadaje jej wygląd zafrapowanego muchomora. Więcej nie poszłyśmy. Przez kilka tygodni chciało mi się płakać na wspomnienie tego jak bardzo skrzywdziłam dziecko. 

Zabrałam na te same zajęcia Orlę. Zafascynowana obserwowała prowadzącą, podekscytowana wkładała do otworu gębowego co tylko znalazła na swojej drodze, a kiedy przyszła pora na głupie nakrycie głowy (tym razem zamiast czepka były to królicze uszka) nie była może najbardziej uchachanym bobasem świata, ale zamiast “WTF” jej mina wyrażała “okej, okej, jest dziwnie, ale ciekawie, zobaczmy co będzie dalej”. Także wygląda na to, że wyłożę kasiorę na kolejne zajęcia…

A przecież jedna krew. 

❤︎

Jedna krew, ale jeśli Iona była zdrowym i dużym dzieckiem, to jej młodsza siostra jest dzieckiem kolosalnym. W wieku sześciu miesięcy noszącym niektóre ubranka po siostrze na dziewięć czy dwanaście miesięcy. Wiem, że każdy producent ubranek ma własną wizję ile to jest 68 czy 74 cm albo jakie wymiary mają niemowlęta w danym miesiącu życia, ale jednak dziwnie mi widzieć, że urodzona w maju dziewczynka nosiła w październiku te same ubrania, co nosiła dziewczynka urodzona w grudniu. 

Zakładam, że za kilka lat Iona będzie straszyć dzieci “jak nie przeprosisz to moja młodsza siostra spuści ci lanie”.

❤︎

To cudowne uczucie obserwować rozwój malutkiego człowieka bez spiny i na luzie. Już bez uczucia, że się go upuści, skrzywdzi przy zmianie pieluchy, że każdy katar to śmierć i nie ma się pojęcia co się robi. Bez porównywania się, że jeszcze nie umie tego czy tamtego i to pewnie moja wina. Bez irracjonalnych myśli, że jeśli płacze to mnie nienawidzi. 

Może to dlatego właśnie ona śmieje się jak głupi do sera? Bo nikt jej nie sprzedaje swoich neuroz? 

❤︎

Poznałam odpowiedź na odwieczne pytanie – czy jeśli pierwsze dziecko jest łyse jak kolano i zacznie produkować włosy dopiero w okolicy pierwszego roku życia, to czy drugie też takie będzie? Otóż nie musi tak być. 

Owszem, nie mówimy tutaj o bujnej czuprynie, ale te włosy są. Istnieją. Niezaprzeczalnie je widać. 

WIN.

❤︎

❤︎

Orla z pewnością ma hobby i osobowość. Tym hobby i osobowością jest jedzenie. Jej największe marzenie i sens życia. Na widok jedzenia Orla dostaje ekstazy i szału. Nie umiała jeszcze siedzieć, więc z rozszerzaniem diety musieliśmy wciąż poczekać, jednak na widok talerza oczy robiły się jej jeszcze większe niż zwykle, a i tak są bardzo duże. Kiedy obserwuje siostrę jedzącą płatki z mlekiem, płacze z rozpaczy. Gdy dać jej polizać zupy, mogłaby wciągnąć całą miskę. 

Od wielu lat nie mieliśmy problemów finansowych, ale to się wkrótce może zmienić. Nie wiem jak wykarmimy to pisklę!

❤︎

Jerzy VI powiedział podobno o swoich córkach “Elżbieta jest moją chlubą, a Małgorzata moją radością”. Zanim miałam dwójkę dzieci wydawało mi się to okrutne i niesprawiedliwe, w pewien wysublimowany sposób, wobec obu dziewczynek, a nawet kobiet. Obecnie chyba się z nim zgadzam. Kocham córki tak samo intensywnie, ale w innym odcieniu. Każda relacja ma troszkę inny smak. Nie lepszy, nie gorszy. Inny. Jakby jedna była czekoladą, a druga karmelem. 

❤︎

Aż dziwnie mi na myśl, że na początku odbierałam Orlę jako intruza w zgranej drużynie. 

Napisałam to zdanie, kiedy trwał nam dobry tydzień. Po czym przyszedł Naprawdę. Zły. Dzień i Jeszcze. Gorsza. Noc i już mi nie dziwnie. A potem przyszło mnóstwo lepszych i gorszych dni i znów mi dziwnie.

Ale wiecie jak jest. Wszystko mija. 

Kiedy kończę ten wpis, jesteśmy już totalnie zgraną drużyną. Chociaż czasem może nieco ryczącą i klnącą pod nosem. 

Fajnie mieć drugie dziecko. Chociaż nie wiem co mieliśmy w głowie. Ale fajnie. Ale ciężko. Ale fajnie. Ale NIGDY WIĘCEJ. Ale się cieszę. 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry