Nie mam już w domu niemowlaka.

Bez obaw, stan dzieci się zgadza. Po prostu młodsze skończyło już rok i poszło swoją drogą, do żłobka. Co prawda na ułamek tygodnia, jednak samodzielność i dorosłość zbliża się wielkimi krokami. A wyrodna matka właśnie popija sobie kawkę siedząc przed komputerem i publikuje ten tekst. Chwilo, trwaj!

Po trzech latach z małymi dziećmi ciężko mi sobie wyobrazić, że to już koniec. To znaczy koniec nowych dzieci. Bo to dopiero nasz wspólny początek, przed nami całe życie. Wspaniałe lata szkolne, nastoletnie i być może studia, podczas których będzie trzeba wysyłać dzieciakom pieniądze na jedzenie, które i tak przepiją…Pierwsze miłości, pierwsze prace, sukcesy i porażki i tak dalej.

Ale wróćmy do tematu. Tak jak pisałam w urodzinowym tekście, moje hormony jeszcze niedawno nie do końca przyjmowały, że więcej dzieci nie będzie. Na szczęście permanentne zmęczenie, niewyspanie i frustracja brakiem czasu jakoś je udobruchały i chwilowo mam spokój. Na szczęście nie stać nas w tej chwili na podjęcie innej decyzji. Może nigdy nie będzie nas stać. Całe szczęście. Co nie znaczy, że na widok noworodka w wózku, ubranego w misiowy kubraczek, nie zaczynam się rozczulać…

Poszłam pracować do kawiarni i…przyszedł mały chłopiec, który czekał na mamę waląc w stolik. I zaczęłam się rozczulać i uśmiechać do niego.
Chyba się popsułam.
Przecież ja w ogóle NIE LUBIĘ DZIECI.
Poszłam pracować do kawiarni, bo moje drugie dziecko poszło po raz pierwszy do żłobka. I siedzę i bardzo mi smutno. I już tęsknię i nie mogę się doczekać tego dnia, kiedy znowu będziemy w trójkę w domu. Nawet bardziej niż wizyty u manikiurzystki, którą umówiłam pierwszy raz od kilku lat.
Hormony to zło.

Kiedy Iona podrosła, z wielkim przekonaniem mówiłam jak nie znoszę okresu niemowlęcego, a większe dzieci są o wiele fajniejsze. I właściwie tak jest. Fajnie, kiedy nie trzeba na każdym kroku martwić się czy dziecko spadnie z kanapy/schodów/krzesła/kolan/niepotrzebne skreślić. Fajne, kiedy nie trzeba już prawie nosić, bo przemieszcza się samo na dwóch kończynach. Cudowne jest, kiedy zaczyna mówić, nawet pojedyncze słowa, wskazywać czego chce, jeść w większości normalne jedzenie i ogólnie robi się samodzielną jednostką. Wiadomo, nie tak naprawdę samodzielną, ale odrębną.

Byłam święcie przekonana, że większe dzieci są o wiele fajniejsze, ale i tak zdecydowaliśmy się na zupełnie małe dziecko. Nie ukrywajmy jednak, jest coś słodkiego w kartoflu przesypiającym większość dnia (i w ogóle nieśpiącym w nocy). Przynajmniej kiedy przestanie już ciamkać sutki do krwi…W stworzeniu, które ogranicza życiowe czynności do jedzenia, spania i wydalania. To oczywiście nie prawda, bo wiele z noworodków i małych niemowląt spędza mnóstwo czasu na bezsensownym, demonicznym krzyku, ale zapamiętamy z tego okresu to, co dobre, czyż nie? Natura jest cwana.

Kiedy wysyłałam do żłobka starszą córkę, byłam przekonana, że jest gotowa. Nie mogłam się doczekać chwil samotności. Z młodszą mam same wątpliwości. Chociaż moje ciało krzyczy, że potrzebuje trochę samotności. Ale przecież ona taka malusia (chociaż jest większa niż Iona w jej wieku…). Taka nieporadna (chociaż jest śmielsza niż Iona, nawet obecnie). Jak przeżyje bez mamusi? To akurat zasadne, bo to jest totalna przylepna córeczka mamusi, jej siostra jest córeczką tatusia.

Oczywiście Orczak weszła do żłobka i nawet się do mamusi nie odwróciła. Nawet nie zapłakała. Oczywiście. Wyciąga rączki do opiekunek i wydaje się świetnie bawić.

Czy będę tęsknić? Serce mówi mi, że na pewno. Rozum, że w ogóle. Prawda tkwi pewnie jak zwykle gdzieś pomiędzy.
Tym bardziej, że w okolicy i wśród dalszych i bliższych znajomych znów zaczyna obradzać w maluszki. Teraz mogę być harda i nieugięta, ale czy będę taka sama pod regularnym atakiem słodkich kartofli? Trzymam za siebie kciuki.

Żegnaj niemowlaku. Myślę, że już nigdy nie będziemy razem. Będę tęsknić. Ale bez przesady. Tak trochę.
Śpij słodko. Kiedyś w końcu trzeba…

Witaj…toddlerze.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry