seriale
Riennahera

Riennahera

Nie wyrabiam się z serialami

Ile seriali oglądasz w tej chwili?

Nie umiem do końca określić, ale postaram się. Właśnie skończyłam Killing Eve. Chwilę wcześniej – Working Moms. Na bieżąco oglądamy Obi-Wana Kenobiego. Właśnie zaczęłam nowy sezon The Boys. W kolejce? Essex Serpent. Kolejne sezony Killing Eve. Obejrzałabym drugi sezon Physical. Zaczyna się ostatni sezon Peaky Blinders. Nie skończyłam jeszcze drugiego sezonu Russian Doll, jestem w połowie. Trzeciego sezonu After Life też nie skończyłam. A Netflix zapowiada adaptację Perswazji Jane Austen…

Jestem przekonana, że o kilku zaczętych produkcjach zapomniałam. A w tym roku obejrzałam już kilka, a może kilkanaście seriali.

Zrezygnowałam z The Stranger Things bo nie sprawiało mi przyjemności.
Po kilku odcinkach porzuciłam How I Met Your Father, bo był zbyt okropny nawet na guilty pleasure.

O filmach już nawet nie wspominam. I w przypadku filmów i seriali oglądam już tylko to, co naprawdę zachwyci mnie tematyką i konceptem.

Zastanawiamy się nad tym dlaczego ludzie nie chodzą do kina i jacy są wygodni przez serwisy streamingowe, ale wydaje mi się, że po prostu nie nadążamy. A ja nawet nie pracuję na etacie i włączam sobie serial do śniadania. Czasem do lunchu. W zasadzie w wielu momentach dnia mogę zrobić chwilę przerwy i popatrzeć na serial, przy karmieniu, podczas drzemki dziecka. A zupełnie nie jestem w stanie obejrzeć wszystkiego, co “powinno” się zobaczyć.

Kiedy miałam 10 lat, połknęłam bakcyla “Z Archiwum X”. To była jedna z lepszych rzeczy w telewizji do tej pory i byłam w stanie fanować ją całą sobą. Jednocześnie z Czarodziejką z Księżyca, której odcinek oglądałam codziennie.
Jako siedemnastolatka zakochałam się w “LOST” bo była to jedna z najciekawszych rzeczy na małym ekranie od czasów “Z Archiwum X”. Przynajmniej w tych klimatach. Byłam tak wielką fanką, że robiłam sobie sama ubrania z logo Dharma Initiative, a przeprowadziwszy się do Szkocji szukałam w książce telefonicznej adresu Henry’ego Iana Cusicka.
Na studiach jeszcze się trzymałam. Box sety Rodziny Soprano i Rzymu były moje. Ze współlokatorka na spółkę posiadałyśmy cały Seks w Wielkim Mieście. Zaczęło się wtedy zagęszczać od jakościowych produkcji, ale nie istniały jeszcze serwisy streamingowe, jedyną opcją na oglądanie było piracenie po różnych podejrzanych stronach. Tak obejrzałam True Blood i Dextera, początki Gry o Tron.

Obecnie opłacamy Netflix, Disney+ i Amazon Prime. Jakiś czas temu usunęłam Apple TV, ponieważ skończyła się Fundacja i obejrzałam wszystkie produkcje, które mnie tam interesowały. Za jakiś czas pewnie wykupię subskrypcję, bo teraz interesują mnie tam kolejne tytułu, ale w tej chwili po prostu nie mam kiedy nadrobić wszystkiego, co chcę obejrzeć. Bo już dawno wyleczyłam się z oglądania “wszystkiego co powinnam znać”. Mam dwójkę dzieci, męża, czasem widuję przyjaciół, większość dni piszę. Lubię i potrzebuję aktywności fizycznej i snu. Chociaż oglądam COŚ prawie codziennie, to moje zaległości są ogromne, ale nie jestem w stanie oddać się popkulturze bardziej niż oglądanie CZEGOŚ codziennie. Nie tylko nie jestem w stanie. Nie chcę!

I kiedy Jamie Dornan stwierdza, że serialom powinno się dawać szanse, bo często rozkręcają się później, dopiero po iluś tam odcinkach, to pukam się w czoło. Jasne, każdy uważa lub chciałby uważać, że jego praca jest najważniejsza, ale ja naprawdę mam życie poza serialami. Jasne, nie zawsze tak było, na studiach mogłam leżeć w łóżku i binge’ować jakiś sezon od rana do nocy, ale, na bogów, mam trzydzieści pięć lat i muszę się ruszać z kanapy! Chociażby z powodu wysokiego ciśnienia! Jamie, do diaska, cholesterol!

Kiedyś dobry serial był jak zajadanie kawałka najpyszniejszego tortu na wyjątkowym przyjęciu. Nie mogłam się doczekać nowego odcinka, był świętem. Obecnie czuję się jakbym z obowiązku wchodziła codziennie do McDonalda i obsługa rzucała we mnie hamburgerami, frytkami i szejkami. Część wpada mi do ust, część wypada, a na koniec muszę ten burdel ogarnąć.

Kapitalizm zrobił z popkulturą to samo co z modą. Mam wrażenie, że żyjemy w czasach fast fashion i fast culture. Z czegoś, co było przyjemnością, zrobiło się coś, co przytłacza. Mam w szafie za dużo ubrań, zdecydowanie więcej niż kiedykolwiek mogłabym potrzebować. I za dużo seriali pod ręką, na laptopie, na telefonie, wszędzie. I może nie tęsknię za czasami, kiedy znalezienie ładnej bluzy na którą będzie mnie stać było sztuką, ani za szukaniem odcinków ukochanego serialu na pirackich stronach, ale już za tym, że na przyjemność trzeba czasem odłożyć trochę pieniędzy albo trochę poczekać – jak najbardziej.

Na przełomie lat 2007 i 2008 miał miejsce strajk scenarzystów. Przez ten czas nie powstały nowe odcinki seriali, wiele zostało też wtedy anulowanych. Niektórych, jak “Pushing Daisies”, do dzisiaj szkoda, ale nie ukrywam, marzy mi się obecnie taki strajk. Mógłby potrwać przynajmniej dwa lata. W tym czasie zdążyłabym pewnie obejrzeć wszystkie seriale, które lubię i które mnie interesują. Chociaż to i tak byłoby zbyt krótko, żeby nadrobić to co “powinnam” znać…

A kiedy wieczorem siadam styrana całym dniem z dzieciątkami, zmęczona życiem mikroinfluencerki i upałem i próbuję zdecydować, który serial chcę dzisiaj oglądać…wybieram film “Fortepian” z 1993 roku. Który już zresztą widziałam, chociaż dekady temu. To taki mój kulturalny odpowiednik prokrastynacji. Prokrastynacji od nowych seriali.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

3 thoughts on “Nie wyrabiam się z serialami”

  1. W punkt. Ja już dawno poddałam się w pogoni za nowościami serialowymi i filmowymi. Jest tego po prostu za dużo, a w dodatku czegoś mi brakuje w tych nowych produkcjach. Fast culture mnie przytłacza.

  2. O, bardzo dobrze nakreśliłaś ten problem. Zazwyczaj oglądam nowości z opóźnieniem, jak już opadnie pył zachwytów. W lecie wolę posiedzieć na dworze niż binge’ować – takie akcje zostawiam sobie na nudne zimowe wieczory. Nie zabieram się za seriale, które mają więcej niż cztery sezony. Współdzielę jedynie konta na netflixie i hbo – więcej nie dałabym rady. Czasem i tak kończę i oglądam jakieś stare polskie lub czechosłowackie seriale na yt lub tvp vod 😆 Wszyscy rzucili się teraz na disney+, ale ja odpuściłam, bo wiem że w tym momencie byłaby to dla mnie strata czasu i pieniędzy. Może kiedyś nadrobię, na razie nie chcę gonić króliczka ani się tym przejmować 🙂

  3. Mam podobnie z platformami. Amazon, Netflix, Disney. Jak skończę to co mam na Netflixie, to anuluję suba. Chciałam kilka seriali na HBO Max, ale w UK nie nadaje – owszem, dałoby się obejść, ale nie chce mi się. Poszukam jeszcze czeluściach internetu.
    Na filmy nie mam zupełnie czasu. Zresztą, przy 3 dzieci, autyzmie i ADHD u wszystkich wliczając mnie samą – filmy są zbyt długie.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry