jedynaczka
Riennahera

Riennahera

10 myśli o byciu jedynaczką

Czy dobrze być jedynaczką? Czy źle być jedynaczką?
Tak.

Czy było mi z tym dobrze w dzieciństwie? Czy chciałam mieć rodzeństwo?
Tak.

Moje poprzednie rozważania na temat jedynactwa rozpisałam całą epokę temu. Minęło osiem lat. W międzyczasie urodziłam dziecko, które było jedynaczką przez całe dwa i pół roku. Potem urodziłam drugie dziecko. Napisała też do mnie Czytelniczka, która obawiała się czy jej jedynak będzie mieć dobre życie. I że chciałaby poczytać myśli na ten temat.

Kimże jestem, by odmówić? Oto moje myśli.

1 Każda konfiguracja rodzinna ma swoje wady i zalety.


Moje jedynactwo odczuwam jako pewien brak, bo nie poznam nigdy uczucia miłości do rodzeństwa. Mogę przyglądać się własnym dzieciom, mogę przyglądać się znajomym rodzeństwom, ale sama nigdy nie poczuję tej intymności. Nie będę wiedziała jak to jest zadzwonić z problemem do siostry. Ani jechać z bratem na wakacje. Mogę próbować budować podobne relacje, ale przyjaźnie będą najwyżej nieco podobne, będą przyjaźniami, nie relacją z rodzeństwem.
Oczywiście dla wielu osób brak relacji z rodzeństwem, z którym mają ciężkie relacje, byłby marzeniem. I nie, nie uważam, że każdemu jedynakowi czegoś brakuje. Natomiast ja chciałabym wiedzieć, jakie to uczucie mieć siostrę. Albo brata.
Mój mąż ma siostrę i obserwując ich czuję się trochę zazdrosna. To nie taki rodzaj zazdrości jakby spędzał czas z inną kobietą, nie o uwagę czy czas, ale zazdrość o relację. Bo jest czyimś bratem i ma z kimś nić porozumienia, której w oczywisty sposób nie będzie miał ze mną. A ja nie mam jej z nikim. Więc wciąż, jest to zazdrość o jakieś życiowe doświadczenie. Na tej samej zasadzie nie wiem jakie to uczucie mieć fajnego dziadka. Albo dwóch dziadków w ogóle. Zupełnie da się z tym żyć, nie znam innego życia i nie jest to dla mnie żadna trauma, a po prostu fakt. Ale chciałabym wiedzieć, jak to jest, kiedy życie wygląda inaczej.

Nie ukrywam, kiedy widzę bawiące się razem córki w tych krótkich momentach, kiedy łapią przyjemny kontakt, bez bicia, zazdrości i wyrywania sobie rzeczy, to zazdroszczę. Bo śmieją się i przytulają w sposób, w który nigdy z nikim się nie śmiałam i nie przytulałam.

2 Jedynacy mają opinię rozpieszczonych.

Że niby nie umieją się dzielić bo nie są przyzwyczajeni i mają wszystko co chcą. Nie miałam bynajmniej wszystkiego co chciałam, a dzielić się mogę, dopóki ktoś, kto walczył z rodzeństwem o wszystko, nie próbuje mi zagarnąć mojej sprawiedliwej części…(tak, do Ciebie mówię, mężu, o czekoladzie). Dziwne natomiast, że nie mają opinii sfrustrowanych, zahukanych, zestresowanych. Bo pamiętam presję, żeby być zawsze grzeczną i porządną, żeby nie przeszkadzać dorosłym i ogólnie siedzieć cicho. Pamiętam wieczne wyalienowanie, kiedy jest się jedynym dzieckiem w niedużej rodzinie. To nie są tylko blaski bycia gwiazdeczką, zgarniania całej uwagi i prezentów. To też mroki bycia gwiazdeczką, taką, jaką chcą widzieć inni.

3 Jedna rzecz, z którą na pewno mam problem jako jedynaczka, to własna przestrzeń.

Kilka miesięcy na pierwszym roku studiów, kiedy dzieliłam pokój ze współlokatorką, należały do najbardziej niekomfortowych w moim życiu. A lubiłam ją i później nawet wynajęłam z nią mieszkanie. Jednak długofalowe dzielenie małej przestrzeni z kimś, z kim nie mam intymnych relacji, jest ponad moje siły. Jeszcze żeby to była praca, bo są oczywiście zawody, które takich warunków wymagają i rozumiem to. Ale długofalowa codzienność i uczenie się, zasypianie, czytanie w takich warunkach, to wszystko było pod napięciem. Na moje szczęście przyjęto petycję, że warunki są stresujące i kiedy pozwalniały się pokoje, przeniesiono mnie do jedynki.
Dla kogoś może to być luksus i problem pierwszego świata, dla mnie to trudność nie do przeskoczenia.
Przebywanie z kimś w małym pomieszczeniu wywołuje we mnie agresję. Jak kiedy mama odwiedzała mnie na studiach i mieszkała w moim pokoju. Albo kolega z liceum, spał na podłodze w moim pokoju w akademiku. Po kilku dniach takiej egzystencji denerwuje mnie każdy, oprócz męża i dzieci. Z mężem mam relacje intymne, dzieci są przedłużeniem mnie, wszystko co wykracza poza te relacje jest dla mnie zbyt klaustrofobiczne.

4 Zaskakuje mnie, że dwie główne kobiecie postaci w mojej książce nie są jedynaczkami, są rodzeństwem, ba mają więcej rodzeństwa.

Natomiast męscy bohaterowie są jedynakami. Zastanawia mnie ten rozkład. Co prawda główną bohaterkę wymyśliłam mając 14 lat jako bohaterkę jaką chciałabym być, ale od tego czasu minęło, cóż, dwadzieścia lat i nie identyfikuję się z nią. Z jej siostrą, babcią, facetem, wrogami – o wiele bardziej.
Może stąd to jedynactwo męskich postaci…

5 Bardzo zazdrościłam rodzeństwa moim koleżankom z klasy, kiedy w spadku po nim dostawały doświadczenia kulturowe.

Płyty zespołów metalowych czy Pidżamy, artystyczne filmy, ba, moja najlepsza koleżanka z klasy pożyczała od starszej siostry łuk i chodziłyśmy strzelać do lasu (prawie dwadzieścia lat temu). Zazdrościłam, bo wszystko musiałam odkrywać sama. Namiastkę tej relacji miałam z wujkiem (zanim zmarł), który miał siedemnaście lat gdy się urodziłam i wprowadził mnie w Gwiezdne Wojny. Odziedziczyłam też kompendium filmów sci-fi i fantasy, po niemiecku. I trochę innych drobiazgów, jak opowieści o Sapkowskim z konwentów i numery Nowej Fantastyki.

6 Myślę, że jako jedynak ma się bardzo romantyczną wizję relacji.

Zwłaszcza relacji ze starszym rodzeństwem. Znam sporo jedynaczek, które marzyły o starszym bracie. Sama bardzo marzyłam.
Nadaje się również ten charakter pewnym przyjaźniom. Miałam długie lata kogoś, na kogo mówiłam “brat”.
Niestety, relacja nam się rozeszła. Nie wiem czy to przez mój wyjazd czy przez fakt, że poznał moją przyjaciółkę i byli w związku, który zakończył się spektakularnie źle (moja przyjaźń z nią też), co nie było znowu tak bardzo odległe w czasie. Szkoda. Żałuję.

7 Wydaje mi się znamiennym, że moją ukochaną bajką z dzieciństwa jest opowiadanie “Najukochańsza Siostra” Astrid Lindgren.

Z wielu względów. Oczywiście, z powodu metafory eskapizmu i wizji ukrytego świata pod klombem róży w ogrodzie, gdzie jest się kimś innym i wyjątkowym, gdzie ma się najpiękniejsze rzeczy i spędza się czas na przygodach. To taki skondensowany motyw Narnii. Ale nie tylko dlatego, bo z pewnością również ze względu na motyw wymyślonej siostry.

8 Znajoma opowiadała mi o rodzinie, w której starsza córka wspominała czasy sprzed urodzenia brata z nostalgią, jak to było fajnie, kiedy byli z rodzicami tylko we trójkę.


Moja córka co prawda na początku chciała wrzucić siostrę do śmietnika, ale teraz częściej mówi, że ją kocha. A ostatnio oznajmiła, że chce mieć dwójkę rodzeństwa. A dlaczego? Bo Zoe Zebra ze “Świnki Peppy” ma dwie siostry. Kazała nam po to dokupić trzeci pokój. Dla Orli, żeby nowa dzidzia mogła spać w naszej sypialni.

9 To jedna z tych rzeczy, które w dużym stopniu nas definiują, a jednocześnie nie mamy na nie wpływu.

Jak w przypadku nadanego nam imienia, religii w której jesteśmy wychowani, a także mnóstwa mniejszych i większych decyzji, które podejmowane są za nas, bo jesteśmy za mali by o sobie decydować. Poza tym nie jest to do końca decyzja o nas. Dla mnie jako matki czy jako kobiety, decyzja o dzieciach i ich ilości jest mocno definiująca życie. Brałam w niej pod uwagę córkę, ale nie była jedynym czynnikiem. Może nawet nie najważniejszym?

10 Zabawki moich dziewczynek w zdecydowanej większości działają.

Jasne, jednej Elzie urwała się noga, a Annie odpada głowa, kilka puzzli i pieczątka z zajączkiem pogubiły się (zakładam, że są pod kanapą), ale wszystkie grające grajki działają. Wszystkie mechanizmy wciąż dają radę.
Może zatem popsute zabawki to nie kwestia rodzeństwa?

To zupełnie nie jest tak, że jedynactwo jest nie do przyjęcia i nikomu nie polecam. Jest po prostu życiową sytuacją, z którą trzeba się zmierzyć. Jedni się w niej nie odnajdą, inni będą w niej bardzo szczęśliwi, większość osób po prostu przyjmie je jako fakt życia. Jak zawsze – TO ZALEŻY.

Jakie są Twoje doświadczenia?

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry