Dzieje ludzkości pokazują nam, że wręcz przeciwnie. Wojna jest częstszym zjawiskiem niż pokój. Powraca cyklicznie.
Istnieje od zarania dziejów naszego gatunku. Podobnie jak choroby, śmierć przy porodzie, gangrena, sepsa, dzieci umierające przed osiągnięciem dorosłości. To wszystko jest naturalne. Już dinozaury miały raka.
Naturalne po prostu nie oznacza automatycznie “dobre”.
Opieka nad słabszymi, miłosierdzie, medycyna, prawo, prawa człowieka…żadna z tych rzeczy nie jest naturalna. To, że śmiertelność noworodków w szpitalach jest niska, nie ma w sobie niczego z natury, a wszystko z naszej walki z jej okrutnymi prawami. To, że nie umieramy już na ospę, że nie spędzamy życia w metalowych płucu przez polio, że niestraszna nam dżuma – to sprzeczne z naturą. A przecież bardzo, bardzo dobre.
Zabijaliśmy się nawzajem od tysięcy lat i nigdy nie przestaliśmy. Jako gatunek, jako cywilizacja, powracamy raz po raz do tego momentu, który będziemy wspominać kiedyś ze łzami w oczach i zaklinać się, że “nigdy więcej”. Ale to się znowu wydarzy. Po raz kolejny i kolejny.
Czy to znaczy, że nic nie można robić? Nie ma po co robić czegokolwiek?
Czasami, z bezsilności, zaczynam myśleć, że tak jest.
Wojna potrzebuje swojej romantyzacja do istnienia. Bez mitów i peanów na cześć bohaterów, nikt nie zgodziłby się wdepnąć w to bagno zgnilizny, chorób, oderwanych kończyn i psującego się ciała. Wojna jest obleśna, dlatego trzeba o niej mówić jak najpiękniej. Musimy mieć “Odyseję” i “Iliadę”, musimy mieć “Gwiezdne Wojny”.
Nawet w tych pięknych mitach pojawia się jednak w końcu głos rozsądku, “wars not make one great” (wojna nie czyni wielkim) i tak dalej.
Pokój, równość i miłość bliźniego to najpiękniejsze marzenie. Dzielą je między sobą religie, społeczeństwa ze skrajnych końców świata. To, że nikomu nie udało się go jeszcze na trwałe osiągnąć, nie znaczy, że powinniśmy porzucać marzenie. To, że nasze marzenie wykorzystywane jest do zabijania w imię religii, nie świadczy o jakości marzenia, tylko o perfidii zabijających.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość. Chociaż nie zgadzam się, że miłość zawsze jest najważniejsza. Bez nadziei i wiary w jej sens, musielibyśmy siąść i płakać, i nigdy się nie podnieść.
A nasza tradycja krzywdzenia się nawzajem…cóż. Jak w “Skrzypku na dachu”, tradycje się zmieniają. Odrzucamy je, gdy przestają nam służyć. Naginamy i przerabiamy.
Może kiedyś i z tą się uda.
Zdjęcie w nagłówku to praca Banksy’ego w Ukrainie
By Rasal Hague – Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=125657551

