Riennahera

Riennahera

Riennahera poleca – 10 filmów kostiumowych

Jako, że filmy kostiumowe to obok science fiction/fantasy mój ulubiony gatunek, niezwykle ciężko było mi wybrać dziesięć. Prawda jest taka, że film kostiumowy ma u mnie +10 do fajności już z samego faktu bycia filmem kostiumowym. Dajcie mi cokolwiek z mieczami, pończoszkami, gorsetami, zamkami i tak dalej i zapewne masz mnie z głowy na kilka godzin. Chyba, że to Pan i Władca na Krańcu Świata, to wtedy nie.
Wybrałam dziesięć filmów, które przyszły mi do głowy jako pierwsze. Pominęłam przynajmniej z dwadzieścia innych, które również kocham (uwielbiam Noce i Dnie i nie jest mi wstyd!).

Faraon (1965) – Tratatatatatatatata! Pierwszy na mych listach film polski! Ale jakże mogłby się tu nie znaleźć, skoro główny bohater wygląda TAK. Jak na film kostiumowy zadziwiająco mało tu kostiumów, za to mnóstwo skąpo odzianych (właściwie nagich) kociaków i przystojniaków. Dość ciężkie tematy są w Faraonie okraszone cyckami, hipsterami i dużą ilością bling-bling. Jeśli nie przeraża Cię, że przez długie kwadranse niewiele będzie się działo, ale będzie na co patrzeć, to Faraon jest rozrywką idealną.

The Robe (1953) – Ten film to trochę taka Casablanca pierwszych chrześcijan. Bohaterem jest wysoko postawiony żołnierz Marcellus, który bierze udział w ukrzyżowaniu Chrystusa (wygrywa w kości jego szaty) , a potem, jak można się spodziewać, nawraca się SPOILER i zostaje męczennikiem. Jest jak Casablanca w tym względzie, że mając wszystko – majątek, wysoką pozycję społeczną, piękną ukochaną , nie ugina się pod presją cesarza i nie wyrzeka się Chrystusa. Zakończenie jest naprawdę przejmujące – bohater i jego ukochana uśmiechnięci i szczęśliwi przy dźwiękach pełnej patosu muzyki idą razem w stronę światła, które pada na nich z pozycji widza. Wszystko ładnie, pięknie, hollywoodzki happy end. Tyle, że idą na śmierć.

Braveheart (1995) – Ten film to wielkie przekleństwo Szkotów. Zacznijmy od kategorycznego stwierdzenia, że Braveheart NIE ZAWIERA PRAWDY HISTORYCZNEJ na temat pierwszej szkockiej wojny o niepodległość. SPOILER William Wallace nie wyrywał szkockich chłopek, aby potajemnie je poślubić, ponieważ sam był szlachcicem. Prawo pierwszej nocy owszem istniało, ale nie było egzekwowane, jako symboliczne okazanie łaski wasalowi. Wallace nie sypiał z francuską księżniczką, ponieważ miała ona wtedy 12 lat i mieszkała we Francji. Nie wzniecił powstania sam, a do spółki z kolegą, nie ma też dowodów historycznych, aby inny kolega znany jako Robert the Bruce zdradził naszego bohatera. Nie nosił kiltu, ponieważ kilt to wynalazek o kilkaset lat późniejszy. I jedna z pomniejszych, nic nie znaczących ciekawostek historycznych, bitwa o Stirling Bridge NAPRAWDĘ odbywała się na moście w Stirling. Czego z filmu się nie dowiemy. Ale taki tam szczególik dla pasjonatów, nie?
Dlaczego warto? Bo koniec końców to dobry film, ten z gatunku podnoszących widza z fotela i wywołujących marzenia o udział w wojnie o niepodległość, nawet jeśli chodzi o niepodległość dziwnego kraju nieco przypominającego Szkocję. No i Sophie Marceau jest absolutnie przepiękna, a jej kostiumy świetne.

Monthy Python and the Holy Grail (1975) – Przepiękna opowieść o królu Arturze i jego rycerzach zmagających się z krwiożerczym królikiem, szalonymi Francuzami oraz kwestią udziału jaskółek w transporcie kokosów z Afryki do Mercji. Wzruszający film, w wielu momentach bardziej wiarygodny historycznie niż Braveheart.

La Reine Margot (1994) – Nie wiem jak Wy, ale ja lubię intertekstualność. Mnie łapie za serce bałkańska muzyka Gorana Bregovica w kontekście wojny religijnej w szesnastowiecznej Francji. I wzrusza mnie Ederlezi w tle, gdy Margot z głową swojego kochanka na podołku (dodajmy, że głową uciętą) opuszcza kraj. Królowa Margot to film bardzo zmysłowy i hipnotyzujący. Wszystko jest w nim piękne i dekadenckie, nawet lejąca się strumieniami krew. I tylko w międzyczasie, jakoś pomiędzy scenami seksu i podrzynania gardeł, główna bohaterka z rozwydrzonej, zepsutej królewny przeobraża się w królewnę przyzwoitą.
Atmosferę filmu idealnie oddaje plakat, który w moim małym świecie jest kultowym.

Kingdom of Heaven (2005) – Jako, że studiowałam coś, co szumnie zwało się Medieval and Renaissance Studies, oglądanie tego filmu ze mną gwarantuje 144 minuty komentarzy w stylu ‘ taa, jasne, tak się robiło w średniowieczu’ oraz komentowanie, z którego okresu pochodzą portki Orlando Blooma (na pewno nie z tego, w którym rozgrywać ma się akcja filmu). Tak jak Braveheart, Królestwo Niebieskie ma duże problemy z wiernym odtworzeniem realiów, ale to trochę hollywoodzka Królowa Margot. Nie jest równie pięknym filmem, ale odwołuje się do współczesnych sobie konfliktów militarnych i niesie podobne przesłanie, że nie ważne ile nas dzieli i jak bardzo się nie zgadzamy, zawsze można być przyzwoitym człowiekiem. Film przyjemny w oglądaniu, momentami chwytający za serce, no i nie ukrywajmy, muzyka i ciuszki Sybilli są piękne.

Niebezpieczne Związki (1988)– Uczta intelektualna w pięknych pantalonkach. Najlepsza jest oczywiście wersja z Malkovichem, ale tak genialna fabuła broni się we wszystkich znanych mi adaptacjach (tak, włączając Cruel Intentions). Nie do końca widzę sens w komentowaniu, to zepsucie, intygi i wyrafinowanie trzeba po prostu zobaczyć.

Marie Antoinette (2006)– To nie film o historii Francji, ani nawet o życiu Marii Antoniny, tylko fantazyjna wariacja na temat życia w Wersalu. Fabuła praktycznie nie istnieje, Kirsten Dunst miota się w tę i we wtę po Wersalu przymierzając nowe ciuszki, w międzyczasie rodzi kilkoro dzieci, a na koniec umiera (jeśli to dla kogoś spoiler to nie moja wina, że z kogoś jest historyczny buc). Nuda, nuda, nuda, chwilami jakby oglądało się Big Brothera. I w tym tkwi cała siła tego filmu. Pozwala on uświadomić sobie, że postaci historyczne nie wstają rano myśląc sobie ‘dzisiaj będę tworzyć historię’. Nie rodzą się jako ponadnaturalnej wielkości spiżowe pomniki, ale na przykład jako dziewczynki, które płaczą, bo ktoś zabiera im mopsika. I tak samo jak my obżerają się ciastkami i chodzą z psiapsiółkami na shopping i całonocne melanże. Od razu można poczuć się lepiej.

Ekranizacje dzieł Jane Austen – Emma z Gwyneth Paltrow, Duma i uprzedzenie z Keirą, Rozważna i Romantyczna z Kate Winslet i Emmą Thompson. Jest tego więcej, ale te są moim zdaniem nieco lepsze od innych (Kate Beckinsale jako Emma to pomyłka, niestety). Są to filmy, w których nic się praktycznie nie dzieje, a na koniec jest ślub. Ale jak pięknie nic się nie dzieje! Oraz, powiedzmy to otwarcie, prawie każda kobieta wygląda romantycznie i lirycznie w sukience empire, a mężczyźni w pończoszkach galopujący dramatycznie na swych rumakach mają nieodparty urok. Jako, że piszę o filmach, oszczędzę nam dyskusji nad wyższością serialu z Colinem Firthem nad filmem z Keirą (oba są znakomite i już).

Przeminelo z wiatrem (1939)– Wszystko w tym filmie jest wyborne. Wszystko. Widziałam go chyba z sześć razy i mam nadzieję, że obejrzę jeszcze z dziesięć. Scarlett grana przez Vivian Leigh jest tak piękna i charakterna, jak można sobie tylko wymarzyć (nawet, a może zwłaszcza w sukni z zasłony), Clark Gable tworzy postać dziewiętnastowiecznego Hana Solo, a rola służącej Mammy przyniosła grającej ją Hattie McDaniel pierwszego Oscara dla czarnoskórej osoby. Zapraszam do komentarzy w celu zachwycania się tym filmem i jego bohaterami.

Proszę o sugestie, czego mogłam jeszcze nie widzieć, a jest dobre.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry