Jako wielbicielka filmów kostiumowych na nową adaptację Anny Kareniny czekałam od momentu jej ogłoszenia. Nie będę się rozpisywać o tym, że dzieło Tołstoja jest wybitne, jak to ma zresztą w zwyczaju rosyjska literatura z tego okresu. Oczekiwania były zatem naprawdę wysokie i od razu napiszę, że film ich nie spełnił.

Do zdecydowanych zalet zaliczyć trzeba grę aktorską, która jest na naprawdę wysokim poziomie. Obsada sprawdza się znakomicie i każdy wydaje się być na swoim miejscu. Nawet Keira Knightley, która wygląda raczej jak współczesna top modelka niż arystokratka z carskiej Rosji. Dzięki wspaniałej charakteryzacji ciężko poznać, że między aktorkami grającymi Annę i Kitty są tylko cztery zamiast prawie dziesięciu lat różnicy, a dwudziestotrzyletnia Alicia Vikander wygląda tak świeżo i niewinnie jak powinna wyglądać osiemnastoletnia debiutantka w towarzystwie. Uznanie należy się też Judowi Law, który w nietypowej dla siebie roli introwertycznego Karenina wypadł niespodziewanie dobrze.

Wspomniana już charakteryzacja, a także świetne kostiumy, muzyka i scenografia pozwalają widzowi odczuć klimat carskiej Rosji i nawet idealny brytyjski akcent aktorów nie przeszkadza aż tak bardzo jak mógłby. Sprawdza się też oryginalny pomysł na wykorzystanie sceny teatralnej jako planu filmu, a także umiejscowienie wielu scen w foyer, za kulisami itd. Dobrym kontrastem dla tej metafory życia w towarzystwie jako przedstawienia są sceny w plenerze, podczas których bohaterowie oderwani są od swojej arystokratycznej sfery, ale bajkowy realizm nie odbiega za bardzo od ogólnej stylistyki filmu.

Powód, dla którego nowy film Joe Wrighta rozczarowywuje jest właściwie tylko (i aż) jeden – słaba fabuła. W filmie starczyło miejsca najwyżej na pięćdziesiąt procent oryginalnej treści utworu, a i to raczej szacunek zawyżony. Wiele scen nie ma sensu, postaci i ich motywy wydają się dziwaczne i niedokończone, chwilami ciężko zrozumieć o co właściwie chodzi. Bardzo cierpi na tym postać Anny, chociaż Knightley nie ma się czego wstydzić jeśli chodzi o kreację aktorską. W książce przedstawiony jest powolny upadek głównej bohaterki , ale również cechy jej osobowości, które sprawają, że jest kobietą niezwykłą i ogólnie lubianą. W tej adaptacji od początku wydaje się sfrustrowaną neurotyczką. Przy tak skrótowym potraktowaniu opowieści trudno wyobrazić sobie, co Knightley musiałaby zrobić, żeby nadać postaci więcej głębi. Wątek Levina, który jest w powieści tak samo istotny jak Anna i stanowi kontrast dla jej historii, okrojony został do granic możliwości i właściwie nie wiadomo czemu ma w tej szczątkowej formie służyć. Skróty, które zdały egzamin w ‘Dumie i Uprzedzeniu’ i pozwoliły zmieścić fabułę w 130 minutach filmu w przypadku ‘Anny Kareniny’ zdecydowanie się nie sprawdziły. Brakuje przynajmniej dodatkowej godziny.

Jeśli miałabym wskazać publiczność, dla której powstał ten film to byliby to albo wielbiciele powieści, którzy znają ją na pamięć i dla których wyrwane z kontekstu sceny będą układały się w spójną całość, albo osoby, dla któtych treść będzie sprawą drugorzędną, wielbiciele mody, którzy zachwycać się będą formą, pięknymi kreacjami i biżuterią Chanel, którą w filmie nosi Anna. Wydaje mi się, że obecność modelki Cary Delevingne jako młodziutkiej księżniczki Sorokin jest ukłonem w stronę tej drugiej grupy.

Wright przejawia też nieco niepokojącą tendencję. Scena tańca, w której kochankowie są tak zapatrzeni w siebie, że przestają widzieć wszystkich innych uczestników balu i stają się jedynymi osobami na sali balowej jest żywcem wzięta z ‘Dumy i Uprzedzenia’. Oczywiście można uznać to za przejaw stylu autorskiego reżysera, ale scena jest na tyle charakterystyczna, że można tak samo słusznie obawiać się, że po prostu brak mu innego pomysłu. Chociaż zachwycałam się nią w adaptacji Austen i rozumiem jej użycie w ‘Annie Kareninie’ mam nadzieję więcej tej sceny u Wrighta nie zobaczyć.

Podsumowując, film zbaczyć warto, ale nie warto mieć wobec niego zbyt wysokich oczekiwań.

Anna Karenina (2012) , reż. Joe Wright

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

14 thoughts on “Anna Karenina – recenzja”

  1. Skrócony wątek Lewina? Dislike, Lewin to moja ulubiona postać ;] Należę do tych, co znają na pamięć, więc spróbuję obejrzeć, choć po Portrecie Doriana Graya zarzekałam się, że nigdy więcej nie obejrzę ekranizacji książki, którą lubię. Ufam Twojej opinii, dam Annie szansę 😉

  2. uwielbiam Twoje recenzje! Po tej o Prometeuszu (która była najlepszą jaką kiedykolwiek czytałam i na temat tego filmu, i w ogóle), wielbię Cię nie tylko za stroje, ale też za gust filmowy 🙂

  3. Ciekawa recenzja. Wygląda na to, że jednak adaptacja radziecka pozostaje niedościgniona. Ja lubię też 4-odcinkową wersje brytyjską z 2000 r., wprawdzie nie jest najlepsza i mam do niej wiele zastrzeżeń, ale mam też słabosć do Kevina McKidda, świetny był jako Wroński 😉

  4. Jakoś pierwszy raz zobaczyłam na piśmie odmianę imienia Jude. I tak sobie mysle co to za aktor ten Judow Law;)

  5. Wielka szkoda, bo „Anna Karenina” to jedna z moich ulubionych powieści i właśnie oczekiwania, co do filmu miałam ogromne, biorąc pod uwagę świetną obsadę nie dopuszczałam myśli o jakimkolwiek zawodzie! Swoją drogą, świetnie napisana recenzja.

  6. …Recenzja mnie zachęciła. Nie bardzo tylko wiem jak przekonam się do Keiry w tym wydaniu, ale chętnie zobaczę pana Law:)Nie mogę się też doczekać analizy pięknych szat:)Po Twojej recenzji wynika, że przydałoby się chyba, przed pójściem do kina, odświeżyć sobie samą powieść…żeby się później w wątkach filmowych nie pogubić.

  7. byłam wczoraj. Twoja recenzja przygotowała mnie do oglądnięcia filmu dość dobrze, więc nie było niemiłych niespodzianek. mile zaskoczył mnie Obłoński, bo jakoś wydawało mi się, że Matthew nie podoła. podołał 🙂 i myślę, że dobrze, że dodali sceny miłosne, bo u Tołstoja ciąża Anny pojawia się tak znienacka 😉

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry