Poprzednio polecałam seriale (część 1 i część 2), dzisiaj mam ochotę je trochę pohejtować. W końcu codziennie tworzę zarabiające miliony produkcje, więc znam się jak mało kto.

1.Gossip Girl – Serial, który zaczął się naprawdę świetnie i był swego czasu czymś w rodzaju ‘Gry o Tron’ na szkolnym korytarzu, obecnie jest raczej ‘Modą na Sukces’ w Nowym Jorku. Dziewczęta i chłopcy są równie piękni jak boski Ridge i mają podobne zdolności poznawcze, czyli żadne. Nie posiadam na koncie milionów dolarów i nie mieszkam na Upper East Side, więc może nie znam życia, ale nie byłam jeszcze nigdy w środowisku, w którym spać można było tylko z dziesięcioma osobami na krzyż. Wiem, że obracając się w tak dystyngowanej grupie społecznej jaką są nowojorscy socialites trzeba się trzymać pewnych standardów i nie można randkować z kimś bez Rolexa na nadgarsku, ale i tak sądzę, że tych Rolexów jest więcej niż wydawać by się mogło na podstawie Gossip Girl. Wydaje mi się też, że większość rodziców raczej zainteresowałaby się, co dzieje się z ich dziećmi, jeśli nie odbierają przez dwa miesiące telefonu. Oraz jeśli godzisz się z przyjaciółką bo po raz piąty wyzwałyście się od zołz, zdzir i szmat i zniszczyłyście sobie nawzajem marzenia, to może warto albo przestać się wyzywać po raz szósty, albo rozważyć przyjaźń? Gossip Girl w kwestii rozwoju charakterów jest niczym męki Tantala, te same postaci bez wyciągnięcia wniosków z przeszłych zdarzeń są jedynie rzucane w wydarzenia coraz bardziej wydumane (małżeństwo z księciem, nielegalny handel ropą i tak dalej). No ale jest jet set i przynajmniej mają fajne buty.

Gossip Girl by Terry Richardson
Źródło: Rolling Stone 2009, autor Terry Richardson

Każdy śpi z każdym…

2.How I Met Your Mother – było kiedyś urocze, zabawne i w ogóle takie przytulne. Po ośmiu sezonach jest nudne, wtórne i przewidywalne ( i to nie na zasadzie Janis, która co jakiś czas pojawiała się w ‘Przyjaciołach’ ze swoim OH MY GOD). Pomysł od samego początku nie był zbyt świeży, ale dzięki kilku fajnym tagline’om (‘Have you met Ted?’, 'Suit Up’ i ‘Legen-wait for it-dary’) i kilku śmiesznym motywom oglądało się to bez bólu. Oczywiście wszystko co robi się jakkolwiek popularne trzeba i przynosi pieniądze trzeba wyeksploatować jak najbardziej się da. Po ośmiu sezonach nie jesteśmy bliżej odpowiedzi na tytułowe pytanie, a postaci stały się karykaturalne. Fajtłapa Marshall i odpychająca Lily (nie wiem czemu, nie jestem w stanie jej znieść), zawsze taka sama Robin, nieudany Ted i w gruncie rzeczy obrzydliwy Barney, który jest oczywiście najlepszą postacią, ale też zaczyna się robić przewidywalny. Ilość osób, z którymi można umówić się na randkę/przespać przypomina nieco Gossip Girl. Może po prostu Nowy Jork jest strasznie mały?!
Przyjaciele biją HIMYM na głowę mimo upływu lat. A nie jestem nawet ich specjalną fanką. Brakuje mi przede wszystkim tej delikatnej niedorzeczności Chandlera czy Phoebe, która mimo wszystko nie czyniła z nich pajaców.
Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie już kto jest matką. To kolejny po GG serial, który oglądam po to, żeby zobaczyć jak umrze, albo do kotleta (chociaż ostatnio wolę Big Bang Theory).

how i met your mother spoiler

3.House M.D.– Od razu dodam, że w Housie mnóstwo rzeczy mi się podobało. Nawet większość. Rozwój postaci, bezczelny doktor, wydumane choroby i w ogóle. Nie podobało mi się tylko jedno – przez pół odcinka nie wiedziałam o czym dyskutują lekarze. Nie jest to po prostu serial dla tak ograniczonego widza jak ja. Umiem diagnozować jedynie gruźlicę (piękna laska kaszle w filmie czy serialu? Wiadomo – gruźlica) Chciałam przeżywać brawurowe spory bohaterów razem z nimi, ale jedynym co byłam w stanie dodać od siebie było ‘a może toczeń?’. Niestety, to nigdy nie jest toczeń. I robiło mi się przykro.House’a hejtuję z zazdrości.

house m.d. hate everybody

4.Lost – Moja relacja z tym serialem była przedziwna. Jako siedemnastolatka wpadłam w absolutny szał i czasami chodziłam do szkoły w ciuchach z logo Dharma. Najpierw szaleńczo kochałam się w Sawyerze, potem w Desmondzie. Jeszcze na pierwszym roku studiów cieszyłam się, że będę chodzić po tych samych ulicach, po których chodził Henry Ian Cusick (mieszkał w Glasgow). Wypatrzyłam nawet kiedyś w książce telefonicznej jego żonę. Tak, wstydzę się.
I nagle czas prysł. Koniec. Zero zainteresowania. Być może problemem było nieustanne napięcie i atmosfera pewnego osaczenia? W którymś momencie po prostu odechciało mi się dalej stresować i ekscytować tym co działo się na ekranie. Zagadka przeciągana w nieskończoność w końcu wiele osób znudzi. Tak, wiem, że ostatnio sezon oglądało 14 mln osób, czyli więcej, niż kiedykolwiek byłabym sobie w stanie wyobrazić. ALE w szczytowym momencie (sezon 2) widownia przekraczała dwadzieścia trzy miliony. Dziewięć milionów siedemnastolatek w koszulce Dharmy poszło oglądać co innego. To jakby cała Szwecja.
Poza tym dla rozwiązania zagadki wystarczyło przeczytać książkę 'Trzeci Policjant’ Briana O’Nolana, która w którymś odcinku pojawiła się na ekranie.

lost spoiler
Żródło: http://lostsux.com/projects/thelostsuxproject

5.Glee – bardzo lubię musicale, naprawdę. Lubię zabawę konwencją, Moulin Rouge było cudowne. Lubię też sporą dawkę obciachu i czynnika WTF, ‘Rocky Horror Picture Show’ oglądałam na którymś etapie codziennie. Glee nie jestem w stanie znieść, a ekspresja bohaterów (prym wiodą Rachel i Kurt z panem nauczycielem, brrrr, ale inni nie są daleko za nimi) sprawia, że przechodzą mnie ciarki. Bynajmniej nie z podniecenia. Sympatię wywołuje we mnie jedynie pani wuefistka i za każdy razem, kiedy zmuszałam się do oglądania Glee mocno jej kibicowałam.

i hate glee battle royale
Źródło: http://fuckyeahbattleroyale.tumblr.com

Jest mnóstwo, mnóstwo seriali, których oglądanie sprawia ból, o większości z nich nie ma nawet co pisać. Jeśli jakieś wywołują u Was podobną odrazę to chętnie poczytam.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry