Nie jestem fanką Disneya.

Oczywiście wśród moich ulubionych animacji znalazło się kilka filmów ich produkcji, co nie zmienia faktu, że ogólnie fanką nie jestem.

Pamiętacie jak czuliście się kiedy zrozumieliście, że nie ma Świętego Mikołaja? Albo gdy pod poduszką nie znaleźliście pieniążka od Wróżki Zębuszki? Ja nie. Byłam paskudnie racjonalnym dzieckiem. Podczas przesłuchania do ‚Od Przedszkola do Opola’ na pytanie czy wierzę we wróżki odpowiedziałam stanowczo ‚NIE’ z miną bitch, please. Także nie ze mną numery z Mikołajami i Zębuszkami. Ale nie brakło w moim dzieciństwie gorzkich rozczarowań i nie raz i nie dwa ich autorem był właśnie Disney. Jak to? Już tłumaczę.

Dla świętego spokoju przed snem albo podczas jazdy samochodem albo faszerowali mnie bajkami na kasetach magnetofonowych. I nie chodziło o jazdę samochodem po zakupy, a o solidne wielogodzinne podróże z jednego końca Polski na drugi. Pech chciał, że były to baśnie Andersena lub Braci Grimm czyli dużo rozpaczy, śmierci, okaleczeń i gore w najlepszym wydaniu. I oto mała Niunia ( a jak na Was mówią Wasze babcie?) ogląda disneyowskiego Kopciuszka. Po 72 minutach śpiewających myszy Niunię trafia szlag. W prawdziwym Kopciuszku były obcięte pięty i palce, tutaj gryzonie szyją sukienkę. U Andersena odrzucona Mała Syrenka na końcu ma możliwość powrotu do dawnego życia jeśli zabije ukochanego księcia. Nie robi tego, rzuca się do morza i przemienia w dobrego ducha. To jest miłość, to są emocje! Aż się rozpłakałam pisząc te słowa (a piszę je siedząc wciąż w biurze). Co dostałam od Disneya? Kraba dyrygenta i czesanie się widelcem. Bitch, please. Z każdej baśni Disney potrafił wycisnąć wszystko, co było w niej interesujące i dorzucić żenujące mówiące filiżanki czy inne przemądrzałe papugi, przy okazji robiąc karykatury z czarnych charakterów.

Poza tym baśnie, które podobały mi się najbardziej, nie doczekały się adaptacji. Nigdy nie widziałam ‚Jednooczki, Dwuoczki i Trójoczki’ czy tej baśni, w której jedna siostra pluje i płacze diamentami, a druga żabami i wężami. Ani tej o siedmiu braciach zaklętych w łabędzie. Chociaż może i dobrze, bo znając Disneya na łabędziach żyłyby przyjazne śpiewające pchły.

Wszystkie baśnie w wydaniu Disneya są po gombrowiczowsku upupione. Już słyszę głosy twierdzące, że tak lepiej dla dziecka. Ewidentnie nie, bo kilkulenia Niunia czuła się zawiedziona i oszukana. Śmiem twierdzić, że baśniowe okrucieństwo ma swoją funkcję i wartość. Czuję się mniej straumatyzowana śmiercią dziewczynki z zapałkami niż większością nauk płynących z filmów Disneya. Ale o tym innym razem.

Niunia żąda krwi.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

48 thoughts on “Disneyu, oddaj moje baśnie”

  1. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że okrawanie baśni z okrucieństwa niekoniecznie jest dla dzieci korzystne. Baśnie tracą w ten sposób ważną część wartości wychowawczych… koncepcja „ochronki” i izolowania dzieci od zła zaburza umiejętność rozróżniania dobra i zła.
    Tak jak izolowanie dzieci od bakterii zaburza odporność i zwiększa ryzyko wystąpienia alergii (;

  2. bajka o 7 braciach zaklętych w łabędzie, jeśli dobrze pamiętam, doczekała się ekranizacji w wersji Barbie. Choć coś mi się wydaje, że była to wersja jeszcze słodsza niż te disnejowskie.

  3. To teraz Ci powiem, że jakaś paniusia z okolic Parlamentu Europejskiego będzie pracować nad analizą i cenzurą bajek, baśni, książek dla dzieci pod kątem przemocy i dyskryminacji (zaczęło się, bodaj, od tego, że ojciec Pippi Langstrumpf nazywał się „królem czarnych” – był cholernym białym piratem, który rządził cholerną egzotyczną wyspą zamieszkałą przez czarnych tubylców, to jak się miał do cholery nazwać?). A francuskie dzieciary dopiero w ostatniej dekadzie poznały PRAWDZIWE oblicze Pippi Langstrumpf – wcześniejsze tłumaczenia były okrojone, przepisane, ocenzurowane i ucywilizowane, bo przecież Pippi to anarchistka.
    A to o braciach łabędziach – ich siostra musiała utkać koszulki z pokrzyw, żeby ich odczarować, czy mylę z jakimś innym chorym szataństwem od Grimmów?

    1. Cały sens baśni tkwi w okrucieństwie…Potem dzieci wyrastają na to, na co teraz wyrastają karmione Carton Network.

      Co do łabędzi – tak, chodzi o baśń z koszulkami 🙂

  4. „Jednooczka, Dwuoczka i Trójoczka” to jedna z moich ulubionych baśni 🙂 i cieszę się, że nie ma ekranizacji. więcej miejsca dla wyobraźni. ale disneyowskiego „Alladyna” uwielbiałam… bo księżniczka nie miała różowej kiecki ;>

  5. bajka o siedmiu braciach zamienionych w łabędzie istnieje! nazywa się „Swans” jest produkcji amerykańskiej i w dzieciństwie powodowała u mnie moczenie nocne. Wszystko w niej jest – krew, śmierc, palenie na stosie, szycie koszul z pokrzyw gołymi rękami i psychodeliczna muza. Polecam, na youtube tylko wersja rosyjska, ale można zobaczyć, o co cho:

    http://www.youtube.com/watch?v=ZdoeRDpeO3Q

  6. Uwielbiam oryginalne baśnie braci Grimm czy Andersena. Nie wiem, ile miałam lat, gdy je czytałam, ale nigdy nie odrzucała mnie ich brutalność. W tym, co pokazują w ekranizacjach Disneya, może chodzić o to, by nie pokazywać tego na ekranie – gdy dzieciak czyta o tym, że ktoś sobie obcina piętę, to wyobraża to sobie po swojemu, delikatniej, raczej nie widzi krwi, mimo wszystko scena jest mniej brutalna, bo dziecko nie zna (a przynajmniej nie powinno znać!) takiej sytuacji, nie umie sobie jej dość mocno wyobrazić. Jak to pokazać na ekranie? Jak sprawić, by dziecko, które zobaczy coś takiego, nie pomyślało „to nie boli, nic się złego nie dzieje, znajdę nóż i sam sobie tak zrobię”? Często te disnejowskie wersje oglądane są przez bardzo małe dzieci, które potem nagle przypominają sobie o tym, co gdzieś widziały i próbują to powtórzyć.
    Tak przynajmniej ja to widzę. Widzę to chociażby po tym, że gdy nakręcono nowe, filmowe wersje chociażby Królewny Śnieżki, to tam ten świat już nie jest aż taki słodki.

  7. Osobiście to ja Disneya uwielbiam! Tylko nie wszystkiego bajki widziałam za dzieciaka. Arielka mnie ominęła, do dziś jej nie obejrzałam. Jakoś odpychająco na mnie działa. Najbardziej lubiłam „Króla Lwa” (moja siostra ryczała od śmierci Mufasy do samego końca filmu, ale podobało nam się). Przyjemnie wspominam też „101 dalmatyńczyków”, gdzie w zasadzie chodziło o zabijanie i obdzieranie szczeniąt ze skóry. W „Pocahontas” był piękny romansik, czego skutkiem była śmierć jednego z bohaterów. A „Dzwonik…” zawsze był jakiś taki przerażający. Atmosfera tej bajki była strasznie nieprzyjemna, choć pociągająca. Nawet za dzieciaka ta animacja kojarzyła mi się z jakimiś sprawami dla dorosłych i śmiercią.
    Więc na przykładzie bajek, które oglądałam myślę, że Disney nie zawsze był słodziutki. Fakt brutalność była dość ograniczona, chociaż wyrażona wprost.
    Może chodzi też o to, że jestem bardzo mało odporna na krew w bajkach. Też znam wersję o odcinanych fragmentach stóp (disneyowskiego „Kopciuszka” nie widziałam), ale nie pałam do niej sentymentem. W ogóle za bardzo przeżywałam i wciąż przeżywam (nie mogę oglądać na przykład o obozach zagłady, co moja mam wciąż robi, bo już czuję szybsze bicie serca, zbiera mnie na wymioty a w głowie mam przerażające wyobrażenia)rzeczy jakieś takie chore i nieludzkie (kto normalny obcina sobie piętę!?)

  8. co racja to racja. Ja mam bzika na punkcie Alicji w Krainie Czarów, a że nigdy nie oglądałam tej disneyowskiej, to postanowiłam ostatnio nadrobić zaległości, po 10-ciu minutach wyłączyłam ten badziew, zażenowana.

  9. A jak dla mnie bajki Disneya to jedno a ich pierwowzory to coś zupełnie innego. Nie traktowałam nigdy Disneyowskich bajek (mimo podobienstw oczywistych) jako ekranizacje co raczej łagodną wersję tych drugich.
    Ja jestem co prawda wychowana głównie na Andersenie oraz Basniach Tysiaca i Jednej Nocy ale Grimm tez kojarze bo raz czy dwa mama nam coś czytała. W każdym razie Disney nie jest o tym, zeby było mrocznie, krwawo oraz uroczo. Od samego poczatku zniekształcił znaczenia słowa bajka i teraz każdemu sie wydaje, ze bajka ma byc słodka, urocza, wzruszajaca a czarne charaktery sa bardziej groteska niz czyms strasznym. Acz ja sie bałam urszuli z Małej Syrenki oraz mrocznej czarownicy ze spiącej królewny. Zła królowa w Sniezce była mi raczej obojętna 😉 Poza tym umowmy sie Disney to produkt Amerykanski, bo bez urazy dla tej nacji ale im naprawde trzeba cos podawac na czarno i bialo z wycieciem ozdobników bo nie zrozumiją o co poszło a wiec okaze sie to klapą. MA byc wiadomo kto jest zly, kto jest dobry, ma byc dosc strasznie ale nie brutalnie i dzien dobry mamy papkę dla amerykanskiego dziecka z obostrzeniami od ktorego wieku mozna na nia paczec młodym oczom.

    1. Urodziłam się w Ameryce i spędziłam tam dzieciństwo i dlatego emocjonalnie zareagowałam na twoją wypowiedź. Dorastałam wśród ludzi, którym ty przypisujesz głupotę zapewne nigdy nie mając bezpośredniego kontaktu z żadnym z nich. Bazujesz na jakiś modnych, ale krzywdzących stereotypach. Poza tym nie można mówić o narodzie amerykańskim w potocznym tego słowa znaczeniu. Tutaj oznacza on obywateli państwa o różnej przynależności etnicznej i pochodzeniu. W skład ‚tej nacji’ wchodzą potomkowie Europejczyków, Azjatów, Afrykańczyków, więc kogo konkretnie miałaś na myśli? Również Polaków, Hiszpanów czy Anglików od wielu pokoleń mieszkających w Stanach Zjednoczonych? Możesz mi wierzyć, że z procesami myślowymi amerykańskich dzieci jest wszystko w porządku i nie potrzebują ‚podawania czarno i biało’ żeby zrozumieć o co chodzi. Zresztą to śmieszne, że mówisz o czarno-białych światach w kontekście negatywnym. Angielski pisarz Tolkien stworzył uniwersum ewidentnie ‚czarno-białe’ gdzie widać brzydkie złe postacie i dobre, które wyglądają normalnie. Podział jest wyraźny jak w bajkach. I nie trzeba chyba dodawać, że Tolkien uważany jest za najwybitniejszego pisarza fantasy. A może on też serwuje papkę? Chciałam napisać dużo więcej, też o kulturze amerykańskiej, ale to chyba nie miejsce i czas.

    2. Nie mogę odpowiadać za Twoje w tym względzie kompleksy. Nie bazuję na „modnych” stereptypach oraz bardzo błędnie zakładasz, że nie miałam nigdy styczności z żadnym amreykaninem. To, że nie wychowałam się w stanach nie znaczy, że znam ich tylko z szklanego ekranu, ze zadnego nie spotkałam. Kto tu bazuje na krzywdzących i modnych stereoptyach? Zakładasz wedle własnych zachowań, że każdy kto się wypowiada na temat jakiejś nacji robi to zaocznie nie mając nigdy nie czynienia z żadnym reprezentantem? Doskonaler wiem jakim zbiorem narodowości jest USA. Doskonale też wiem podobnie jak kilkoro moich znajomych, całkiem spora część rodziny że znajdują się tam ludzie oczytani, inteligentni oraz mniej bystrzy, przyzwyczajeni, że robi się coś za nich łącznie z mysleniem. Podobnie zresztą jest tez w Polsce. Amerykę traktuję tutaj jako zbiór pewnych cech (nie przypadkiem uzyzłam określenia „bez urazy” w swojej wypowiedzi) o którcyh rozmawiałam z ludzmi którzy tam zyja, którzy stykają sisę z tym na codzień oraz z tymi którzy tą mniej bystrą grupę reprezentują.
      btw. A porpo Tolkiena, skoro tak bardzo czarno białe jest to universum to gdzie w tym konteksie lezy Gollum ja się pytam? 🙂 Spoko, że Mordor to zło i brzydota a reszta świata to dobro i normalność oraz piękna ale wczytaując się dokładnie w ta powieść dostrzegamy, że czarno białe są tylko założenia a nawet dobrzy bohaterowie wykazują często spore spektrum szarości.

    3. Odpowiadając na twoje ‚argumenty’. Nie zakładam wedle własnych zachowań (brzydzę się wszelkimi stereotypami) tylko wyciągam wnioski z obserwacji. A widzę, że popularne jest naśmiewanie się z ‚grubych głupich Amerykanów’. Taki stereotyp po prostu istnieje i jest powtarzany przez masę ludzi. Sama przyznajesz, że w Stanach tak jak i wszędzie mieszkają ludzie mądrzy i mniej bystrzy, a potem uogólniasz, że ‚ta nacja’ nie zrozumie o co chodzi i trzeba im podawać wszystko łopatologicznie. I twierdzisz tak, bo porozmawiałaś z paroma ludźmi. Skąd się wziął ten ‚zbiór pewnych cech’? Z jakiegoś mglistego wyobrażenia przeciętnego Polaka o Stanach. Nie będę pisać o roli Stanów w historii, rozwoju gospodarczym, nauce czy kulturze bo to by zajęło w cholerę dużo czasu. Gdyby Stany zamieszkiwała taka ciemna masa to chyba nie mogłyby się pochwalić takim dorobkiem. I wiesz, trochę niefajnie, że musisz wbić jakąś osobistą szpilę (mam na myśli moje rzekome kompleksy) kiedy dyskutujesz. A co do Golluma to się zgadzam. Dla mnie najciekawsza postać właśnie przez tą szarość, której mi w Tolkienie brakuje. P.S. Jeśli odpowiesz na tę wiadomość to ja już nie odpiszę bo nie chcę spamować Riennaherze.

    4. To nie szpila tylko nazwanie rzeczy po imeniu. Widzisz jak ktoś mówi, że polacy to ochjelusy, lenie i brudasy to ja się nie poczuwam do uświadamiania kogoś że się myli bo ja się kims takaim zwyczajnie nie czuje. Podobnie jak nie czuje potrzeby bronienia moich przyjaciół czy tej części społeczności która się w stereotypie nie zawiera. Tak jest drobna między nami róznica. Jeśli bardzo rani Cie nazywanie tego kompleksem mogę to okreslić przewrazliwieniem. Nie zmienia to jednak faktu, że czujesz się jakimś dziwnym sposobem (ponieważ ani Twój sposób wyrażania mysli, oraz ich merytoryczność tego nie wskazuje) przynależna do grupy którą opisałam mimo, że do niej nie nalezysz.
      Nie nasmiwam się z głupich amerykanów. Na podstawie swoich doświadczeń (jak pisałam wcześniej spotkałam, rozmawiałam z wieloma ludzmi z tamtego kraju) wyrobiłam sobie pewne zdanie na temat dość sporego grona tego narodu. Tak samo jak uważam, że polacy są zaślepieni swoją matrynologią. Tak samo uważam, że amerykanie wolą chodzić na łatwiznę i podaje im się treści uproszczone. Celowo nie napisałam Ci wszyscy amerykanie są głupi, celowo nie napisałam kazdy polask za granicą przynosi wstyd. Jesli tak bardzo ubodło Cię, że napisałam nacja zamiast większość/ cześć tej nacji to przyko mi że Cię uraziłam. Nie to było moim celem.

    5. Aha, więc idąc za twoim tokiem myślenia każdy kto np. broni praw mniejszości seksualnych czuje się i jest jednocześnie gejem? Uważasz że nie można przemawiać za czymś będąc jednocześnie obiektywnym? Nie trzeba się utożsamiać z jakąś stroną żeby się za nią opowiadać. Ja to rozumiem, a ty nie. I to jest ta duża różnica między nami. Nie jestem przewrażliwiona, mam tylko inne zdanie niż twoje. Próbowałam wyjaśnić o co mi chodzi a ty zamiast odnieść się do moich argumentów skupiłaś się na tym, że jestem przewrażliwiona i mam kompleksy. Nie umiesz się jakoś rozsądnie odnieść do mojej odpowiedzi i robisz uniki. Napisałaś ‚bez urazy dla tej nacji ale im naprawde trzeba cos podawac na czarno i bialo z wycieciem ozdobników bo nie zrozumiją o co poszło’. Równie dobrze można by napisać ‚bez urazy dla blondynek ale są dziwkami i idiotkami’ To co napisałaś to był pusty frazes na który ja zareagowałam. A gdzie są argumenty poza tym, że gadałaś z jakimiś tam minimalnym procentem ludi? Ja też gadałam z jakimiś blondynkami, niektóre były głupie więc co? mogę uznać, że większość/część też taka jest?

    6. A co do tych argumentów których nie podałaś..jeśli chcesz potwierdzić swoją opinię to czemu np nie napiszesz nic o jakości kształcenia w Stanach, poziomie analfabetyzmu (chociaż to często nie świadczy o głupocie, ale niech już będzie), jakiś zbiorowych wielkoskalowych działaniach, które wydały ci się idiotyczne a które są charakterystyczne tylko dla Stanów itp? A może dotarłaś do jakiś badań mierzących współczynnik hmm.. głupoty, niezaradności? Nie masz wiedzy na temat na który się wypowiadasz, więc potraktuję twoją tezę jako jakąś zasłyszaną myśl, pustą opinię, bezmyślnie powtarzany stereotyp właśnie.

  10. A wiesz że właśnie ostatnio sięgnęłam po dwa tomy baśni Grimmów z którymi jako dziecko (o zgrozo) prawie się nie rozstawałam? Były też baśnie fińskie, nie mniej przerażające, no i oczywiście „Narzeczony z morza” Roberta Stillera, utrzymany w podobnym klimacie, przepełniony obcinaniem języków i morderczymi topielcami.

  11. Widzę, że podobne lektury nas zajmowały w dzieciństwie. Wymieniłaś wszystkie moje ulubione baśnie („Dzikie łabędzie” do dziś robią na mnie wrażenie swoim wyrafinowanym okrucieństwem) poza tą, w której główna bohaterka – oczywiście ukryta księżniczka – rozmawia z truchłem własnego, ukochanego konia. Istny szok!

    1. Czyżby chodziło o baśń braci Grimm „Gęsiarka” i rozmowy księżniczki z głową konia Fallady, wiszącą w bramie?

  12. moja ulubiona bajka miala w sobie koscieja niesmiertelnego ktory aby go unieszkodliwic trzeba bylo pokroic w kosteczke i wrzucic do kilku barylek (zeby sie nie zroslo). Hell Yeah.

  13. Rien, trafiłaś w moje myśli. Powoli gromadzę pozycje dotyczące braci Grimm. W mojej pamięci nadal są pozbawione paców i pięt przyrodnie siostry Kopciuszka, oraz wycięte serce sarny zamiast serca Śnieżki. Czego nie wiedziałam – Roszpunka zaliczyła nie takie „niepokalane” poczęcie. Disney wygładził i polukrował baśnie, może zemdlić.

  14. Denerwuje mnie to, że bajki są teraz tak strasznie upraszczane, dużo się zmienia i nie jest to już to samo. Bajki przestają mieć w sobie ten urok. Gdy widzę na ekranach coś w rodzaju „Czerwony Kapturek. Historia prawdziwa”, czy „Królewna Śnieżka, historia jeszcze prawdziwsza” No to myślę, że dostanę zawału. Królewna Śnieżka była tylko jedna, Czerwony Kapturek nie jeździł na snowboardzie, tylko szedł przez las z koszyczkiem do chorej babci i spotkał wilka. Ludzie od produkcji bajek niszczą dzieciom w pewien sposób dzieciństwo pokazując takie bzdety! 😉

  15. Krakowianka! Wyglądasz jak moja pierwsza lalka z kolekcji strojów ludowych, pzrez którą miałam straszne kompleksy jako mała dziewczynka. Bo mi włosy nie rosły a lalka miała piękne słomkowe warkocze 🙂

    Co to adaptacji Disneya-racja. Takiego Kubusia Puchatka na przykład spieprzyli malowniczo, głównie kolorami. Wolałam książkowe Black&White. Co do reszty, szkoda słów, napisałaś to samo co ja bym chciała napisać. BTW też nie uwierzyłam w św. Mikołaja i do tej pory ryczę na finale Dziewczynki z zapałkami. Mimo wszystko wolę bajki, które dobrze się kończą, za to z morałem. Np. większość baśni z tysiąca i jednej nocy (tatuś kupił mi na dziewiąte urodziny, do tej pory jestem mu wdzięczna) 🙂

    W dniu codziennym brakuje mi bajek (wieczorynki telewizyjne) z bloku wschodniego. Radzieckich, czeskich itp. Ty jesteś chyba ciut za młoda, to znaczy za czasów Twego dzieciństwa już chyba ich nie puszczali. A szkoda, bo to była cała masa ciekawych historyjek w pięknym wydaniu.

  16. Ja ostatnio wygrzebałam u mamy chłopaka stare wydanie baśni Andersena i ubolewam, że nie dane mi było zaczytywać się w nich w dzieciństwie, chociaż mam wątpliwości czy wtedy rozumiałabym je właściwie. 🙂

  17. Moją ulubioną baśnią była od lat najwcześniejszych „Dziewczynka, która podeptała chleb” Andersena. Szczerze polecam. Tego Disney nie ruszy (taką mam przynajmniej nadzieję, nie chcę, żeby bezskrzydłe muchy, które powłaziły do oczu skamieniałej dziewczynce w piekle śpiewały piosenki).

  18. Ja do tej pory uwielbiam baśnie rosyjskie, zwłaszcza tę a Wasylisie, Babie-Jadze i laleczce: „jedz laleczko do woli, użal się mej złej doli”.

    Jak byłam mała uwielbiałam Disney. Dla mnie szczytem szczytów w dziedzinie cenzury bajek, było drastyczne skrócenie snu Śpiącej Królewny u Disneya.

  19. ale Disney też miał swoje momenty. Lubiłam Bernarda i Biankę – do dzisiaj myślałam, że to autorski scenariusz, ale wikipedia mnie olśniła, że na podstawie książek Margery Sharp. Niestety nie było mi dane ich czytać, zatem nie jstem w stanie powiedzieć, jak bardzo zmieniono fabułę, niemniej jednak były złe krokodyle i dziewczynka sierota, mroczne bagna i ja to kupowałam ;>
    Co do bajki o braciach łąbędziach to ostatnio o niej myślałam i ja nie wiem jak ona mogła się parzyć tymi pokrzywami! Przecież jak się zgniecie im te parzydełka na liściach to nie parzą!
    W ogóle! TY BLĄDYNĄ?! Szokers 😀 jaki kubrak wyszywany! Jako dziecko totalnie gardziłam ludowymi strojami, nigdy by mnie w to nie wcisnęli

  20. baśnie braci Grimm są rewelacyjne, uwielbiam zwłaszcza „Titelitury”, jak już nauczyłam się czytać, to nie rozstawałam się z moim tomem baśni. w czasach przedpodstawówkowych chciałam, żeby mi wciąż czytano „O Jasiu kapeluszniku”, mimo że z jakiegoś powodu cholernie bałam się tej książki (chociaż nie jest wcale krwawa). miała niesamowite ilustracje – http://pstrobazar.blogspot.com/2012/09/o-jasiu-kapeluszniku-antoni-boratynski.html, od tamtego czasu, może właśnie przez te ilostracje, zaczęłam odczuwać niepokój na widok księżyca, ale ta lektura musiała być obowiązkowo co wieczór.
    przez ciebie będę chyba dziś baśnie czytać, już wyciągnęłam moje ulubione tomy.

  21. Jako dziecko uwielbiałam baśnie braci Grimm, szczególnie „Krzak jałowca” – jest krew, jest zemsta, jest zadośćuczynienie. Andersen w dzieciństwie wydawał mi się trochę mdły – jako dziecko lubowałam się w strumieniach juchy i obcinanych kończynach 🙂 Za to jego baśnie doceniłam później – wiele z nich poruszało temat biedy czy zdrady, co ciężko mi, jako dziecku, było przetrawić. Zresztą później też zauważyłam, że w wyborach baśni Andersena dla dzieci pomija się te bardziej dramatyczne(np. moją ulubienicę „O dziewczynie, która podeptała chleb”). Też jestem zdania, że dzieciom nie zaszkodzi okrucieństwo w takich opowieściach, szczególnie, że zawsze jest ono piętnowane i karane. Czytałam kiedyś felieton W. Szymborskiej na temat baśni i również pojawił się temat domniemanego okrucieństwa(zresztą polecam, choć nie pamiętam tytułu).
    Animacje Disneya lubię, nawet bardzo, ale traktuję je raczej jako luźne adaptacje.
    Przypomniałaś mi o jeszcze jednej książce – kiedy miałam jakieś 6 lat, Babcia wypożyczyła dla mnie „Baśnie czarodziejskie pani d’Aulnoy”, po czym zawartość do tego stopnia ją przeraziła, że postanowiła je oddać do biblioteki. Nie przewidziała, że w międzyczasie jej Kocik(babcia nazywała nas Kocikami) zdążył się zapoznać z treścią pełną uszu przybijanych do drzwi 😉 Książkę polecam – baśnie raczej nie umywają się do braci Grimm czy Andersena, ale sprawdza się jako zabijacz czasu, a dodatkowo można się zachwycić wspaniałymi ilustracjami(widziałam późniejszą edycję, zresztą z innymi bajkami, ilustrowaną przez Krystynę Michałowską, ale to nie to).
    Na koniec chciałam dodać, że wcale nie wyglądałaś na taką mroczną Niunię 🙂

  22. Szczere Kocisko

    A ja nie lubię tych klasycznych baśni. W sumie to tak tylko dla zasady. Bo jeśli słyszy się co rusz, że te bajki dziś takie niewychowawcze, że gry to okrucieństwo a filmy to przemoc i ogłupianie, to czemu nie krzywić się, że Andersen to patos i… no właśnie, gore…

  23. Oj, a ja byłam dzieckiem hiperwrażliwym, które trzeba było chronić przed wszelkimi przejawami przemocy i okrucieństwa w kulturze, bo w przeciwnym razie był płacz, koszmary nocne i budzenie się z krzykiem. Kiedy Miś Colargol został porwany i odcinek wieczorynki zakończył się cliffhangerem, płakałam codziennie przez TYDZIEŃ, aż do kolejnej odsłony serii. Do dziś pamiętam, jak mama czytała mi i mojej młodszej siostrze (która nie miała takich jazd) książkę o pszczółce Mai i trafiłyśmy na scenę, w której pająk (?) odgryzł jakiemuś małemu owadowi głowę. Książka wróciła na półkę na zawsze. Więc z pewnością są różne dzieci i różne potrzeby, warto to wyczuć.

    Ale nie mogę przeżyć tego, że alternatywą dla krwi i gore miałyby być wersje Disney’a, które przekazują anachroniczne wartości i ociekają seksizmem. Mam wrażenie, że do spółki z lalkami Barbie zrobiły mi niemałą krzywdę. Na szczęście współczesne dzieciaki mają „Krainę lodu”, „Moanę” i „Zwierzogród” 😉

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry