lotnisko gdańsk

Zdjęcie Portu Lotniczego Gdańsk autorstwa Toma Andre Skarninga

Co jest bastionem PRLu? Urzędy? Związki sportowe? Dziekanaty? Na pewno tak, wszystkie naraz i każde z osobna. Ale rzadko kiedy czułam się tak blisko rzeczywistości, którą znam ze smutnych polskich filmów jak podczas niedzielnego nawiedzenia Portu Lotniczego Gdańsk imienia Lecha Wałęsy. O ironio!

W telegraficznym skrócie – odwołano mój lot. Co się zdarza. Jest zrozumiałe. Można mieć pretensje, ale po co. Tanie linie lotnicze przyzwyczaiły do pewnego modus operandi, który może się podobać albo nie (ze wskazaniem na nie), ale tak jest i już. Jednak działania lotniska to już własna inwencja twórcza i naprawdę podziwiam kierownictwo oraz obsługę za wyrachowanie, okrucieństwo i/lub bezmyślność.

Mogłabym wykazać się zrozumieniem, że na lotnisku pracowała nocna zmiana. Ale nie wykażę się, bo nocna zmiana musi też pracować w szpitalu, elektrowni czy na komisariacie i nikt się tam nad nią nie użala. Jako pasażer mam prawo oczekiwać, że w okolicy bramki będzie chociaż wyświetlony numer lotu i jego port docelowy. Mam prawo oczekiwać, że informacja o opóźnieniu pojawi się zanim samolot zmierzający do Gdańska wyląduje w Bydgoszczy. Albo chociaż wkrótce potem. Zakładałabym, że w mieście, które było jednym z organizatorów Euro 2012 pani oznajmiająca, że dzieje się coś niefajnego powie o tym też po angielsku, a zdezorientowani obcokrajowcy nie będą musieli prosić współpasażerów o tłumaczenie. Oraz że informacja o opóźnieniu będzie nadana przez głośnik, lub chociaż wystarczająco donośnie, by usłyszeli ją wszyscy, a nie tylko pasażerowie lubiący się bawić w CIA.

Chciałabym móc na tym poprzestać, niestety po pokonaniu drogi powrotnej przez odprawę celną i kontrolę bagażu, trafiamy do kolejki do przebookowania biletu. Kolejki na kilkadziesiąt osób. Tutaj też spotkamy się z jedynymi kompetentnymi osobami na lotnisku. Panie w kasie wiedzą co robią, uśmiechają się, nie narzekają, wykonują swoją pracę. Nie mogą niestety sprzedać biletu na lot jakiejkolwiek innej linii bo zrobiły już raport dnia. Gratulacje dla systemu. W kanciapie obok siedzi zaś personel z Kosmosu (nie wiadomo, po co jest) w postaci dziewcząt z twarzami nieskalanymi myślą. Rozdają kartki z informacją co robić w przypadku odwołania, ale nie wszystkim, niezbyt szybko i niezbyt chętnie. Stoję w kolejce prawie godzinę, bo nie wiem, że w przypadku chęci anulowania biletu bez przebookowania wystarczy, że poproszę personel z Kosmosu o skserowanie karty pokładowej. Nie wiedziałam, bo personel z Kosmosu nie chwali się, że ma jakikolwiek obowiązek czy możliwość odciążenia kasjerek. Nie wie też, że dwie panie mogą obsługiwać pasażerów, uwaga bo będzie ostro…NARAZ! Moim ulubionym momentem wieczoru był moment, w którym moja skserowana karta ląduje na stole przed kosmiczną panią, po czym pani zalicza absolutny reset mózgu, przestaje mnie rozpoznawać i zapomina, że czekam aż da mi kartę. Tak, to historia prawdziwa.

Wisienką na torcie jest to, że zmniejszenie frustracji pasażera o jakieś osiemdziesiąt procent kosztowałoby dokładnie zero złotych. Niestety wymagałoby wykazania się czymś niezwykle cennym i drogim, czym personel lotniskowy nie dysponuje – życzliwością i empatią. Jednak na chwilę obecną jeśli wieczorową porą odwołają nam lot na lotnisku w Gdańsku, magle znajdujemy się w samym środku akcji Hydrozagadki.

samolot

Zdjęcie Christine

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

9 thoughts on “Hejt na lotnisko w Gdańsku”

  1. Nie jeszcze na pkp by mnie to nie zdziwiło, ale chryste panie takie danteje na lotnisku? Międzynarodowym?
    Z drugiej strony.. kilka lat temu tanim lotem wracałam z Mediolanu, z tego mnijeszego lotniska, bouvous czy jakos tak i też lot się opoznil. Na lotniksu znajdowały się całe dwa gniazdka pradu!!! Zeby naładowac telefon, laptop i dac znac ze jest cos nie halo. O tym, ze co 40 minut informowano nad o kolejnych 40 minutach spoznia nie wspomne.
    Fakt było to kilka lat temu ale obawiam się, że historie lotnisk z piekła rodem to nie tylko polska domena. Jedyne lotnika na ktore nie moge i nigdy nie powiem złego słowa to te w Niemczech i Japonii. Poziom obslugi, empatii, punktualnosci i perfekcyjnie podanej informacji ktorej oczekiwalabym od takiego miejsca w kazdym zakatu swiata niestety jest wyjątkiem.

  2. Nie wiem skąd u ludzi naiwna wiara, że to lotnisko w jakiejś formie obsługuje pasażera poza samolotem. Otóż jest to nieprawda. Te osoby z którymi miała Pani do czynienia to osoby reprezentujące linię lotniczą. Od linii lotniczej dostają – oczywiscie pośrednio, w formie kontraktu – pieniądze za swoją pracę.

    1. Nie będę się spierać, ponieważ działanie lotniska znam jedynie od strony pasażera. Ale jeśli tak jest, to też ciekawie, bo te osoby ani przez chwilę nie dały po sobie poznać, że reprezentują linię. Żadnego logo na ubraniu i absolutnie żadnej wiedzy na temat tego co się dzieje i co powinien robić pasażer. Jeśli lotnisku odpowiada taka sytuacja, to ciężko się dziwić, że potem zbiera baty.

  3. Niegdyś samolot, który miał zgarnąć moją mamę i siorkę z lotniska wylądował w innym mieście. A że była noc, udały się taksóweczką do hotelu (niezbyt taniego),a później zażądały zwrotu pieniędzy. I odszkodowanie przyszło. Pół roku później, ale przyszło. A też leciały tanimi liniami ; ) Trzeba walczyć o swoje!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry