dscf7636
Riennahera

Riennahera

Jak się przyjaźnić z kobietami?

Jest we mnie COŚ takiego, przez co trwała i długoletnia intensywna przyjaźń z kobietą jest dla mnie nieosiągalna. Może jestem głupia, wredna, albo mam za duży nos, który odstrasza.

Zawsze marzyłam o przyjaźni niczym z Seksu w Wielkim Mieście. Żeby wszędzie chodzić razem, kupować razem szpilki i tampony, trzymać włosy przy rzyganiu, dzwonić do siebie o trzeciej w nocy, sami wiecie. Najbliżej takiej przyjaźni byłam w Glasgow, z tym, że moja Miranda, Samantha i Charlotte włosy miały przede wszystkim na brodzie i klacie, sukienki nosiły dla draki i zanim było im niedobrze po alkoholu ja już dawno spałam w łóżeczku.

Nie wiem, co takiego sprawia, że z kobietami nie umiem nawet mieszkać. Dwa lata dzielenia mieszkania ze współlokatorkami były drugim najbardziej frustrującym okresem w moim życiu. Przy pierwszej lokatorce czułam się jak matka pięciolatki, przy drugiej jakbym mieszkała z psychopatycznym mordercą, który mnie obserwuje. W obu przypadkach fochom nie było końca. Po przeprowadzeniu się do kolegów wciąż mieliśmy nieodkurzone, niepozmywane oraz nakruszone i wciąż było to wkurzające, ale przynajmniej było weselej. Nawet jak się obraziłam, to ciężko było pozostawać obrażonym długo, widząc jak chłopaki grają w kuchni w palanta. Patelnią. I pomidorem. I ścianą. Plama nigdy nie zeszła.

Oczywiście, że pewne przyjaźnie rozpadły się z mojej winy. Ale te, o które bardzo się starałam też się rozpadły. A im bardziej się starałam, tym bardziej było mi smutno, zwłaszcza kiedy poszło o to COŚ. COŚ to poważna sprawa, o której powinnyśmy wiedzieć, ale o której nikt nigdy nie powie. Wywołuje podobną grozę, jak kiedy na pytanie mężczyzny ‚co się stało?’ odpowiadamy ‚NIC’. Jeśli ukradłyście przyjaciółce faceta czy za jej plecami obgadałyście ją z najgorszym wrogiem, nie jest to takim przewinieniem jak właśnie COŚ. Facetów nie kradnę, z wrogami nie przestaję, niestety COŚ to moje drugie imię.

Głęboko wierzę, że kiedyś odnajdę gniazdo COSI i wszystkie je ubiję. A wtedy wszystkie kobiety świata rzucą mi się na szyję. Szkoda, że cyberprzyjaźnie na odległość są jak cybermiłość. A nawet gorsze, bo pozbawione chociażby cyberseksu.

Póki co poszukiwania kobiety mojego życia trwają.

Przepraszam za ten wpis wszystkie znane mi dziewczęta, które mogą poczuć się dotknięte. Prawda jest taka, że dużą część z Was kocham i uwielbiam. Po prostu nie możemy się dogadać. Wiecie, to przez COSIA.

Zdjęcie Mike Hind

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

61 thoughts on “Jak się przyjaźnić z kobietami?”

  1. Coś w tym jest – ja też dużo lepiej dogaduję się z facetami niż z kobietami 😉 Przerażają mnie. Jestem zbyt mało dziewczęca na babskie gadanie. Piję piwo bez soku i bez słomki, żrę niezdrowe rzeczy i w ogóle… Ale kilka dziewczyn jakoś ze mną wytrzymuje jednak, o dziwo!

  2. widząc tytuł tekstu poczułam niepokój, bo dziwnie często jeżeli kobieta deklaruje, że lepiej dogaduje się z mężczyznami, wypowiedź taka stanowi wstęp do krytyki innych kobiet, jakie to one zazdrosne, albo zbyt dziewczęce właśnie, tylko sama zainteresowana inna i wyjątkowa i nie może się z nimi porozumieć, bo taka jest męska. pachnie mi to lekko syndromem specjalnej śnieżynki i nie mogę się oprzeć myśleniu, że może ta osoba sama jest źródłem problemu, skoro z żadną ale to żadną kobietą nie potrafi znaleźć wspólnego języka.nie lubię także prezentowania cech typowo kobiecych jako tych „gorszych” i jednocześnie dumnego podkreślania cech „męskich” jako tych fajniejszych (nie wskazując palcem, pod tym wpisem chyba takie głosy także się pojawią). ale wybrnęłaś bardzo zgrabnie i za to chyba lubię twojego bloga i twoje teksty, generalnie nawet jeśli się nie zgadzam, to czytam z przyjemnością. swoją drogą ja mam chyba odwrotny problem, mimo iż mam cechy i zainteresowania i typowo kobiece, jak i stanowczo męskie, to dobrych znajomych-mężczyzn jakoś zawsze niedosyt 😉 pozdrawiam!

    1. Ale to właśnie tak wygląda. To co uznawane przez kulturę za kobiece, akurat dla mnie jest nie do strawienia. To jest nudne, płytkie, oparte na zawiści, zazdrości (a ona ma to czego nie mam ja, więc ją nienawidzę), spinaniu się na punkcie sterylnej czystości i perfekcjonizmu na granicy absurdu (a może już nerwicy natręctw). Nie to że wszystkie kobiety są takie, ale nie dziwię się wielu facetom, że nie mogą z wieloma wytrzymać. One same chyba też ze sobą mają trudne życie.

    2. Jej czyżbym tylko ja znała kobiece kobiety, które wcale nie są płytkie, a pomimo tego, że miewają focha, to też potrafią z siebie się śmiać do rozpuku i pić piwo z butelki??

    3. Nie, nie tylko Ty. Też chciałam o to zapytać, bo jakoś mi zapachniało stereotypami: zawistne te kobiety, czepiają się o pierdoły, same nie wiedzą, o co się czepiają. A jak już jest jakaś do rzeczy, to żłopie piwo i w ogóle jest swój chłop. Chciałabym zauważyć, że fochy, czepianie się i ogólne bycie pipą nie jest domena wyłącznie kobiecą, a generowanie syfu męską; zresztą zdarzało mi się dzielić wspólna kuchnię i z dziewczynami i z samymi facetami, w tym ostatnim przypadku to faceci pierwsi sie wk… i ustawili do pionu tego, który notorycznie nie sprzątał po sobie – to tak na marginesie. A prawdziwa przyjaźń jest rzadkością niezależnie od płci, mnie się udało jej doświadczyć i ze strony męskiej, i kobiecej, niemniej takich przyjaciół mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. Bo kumpelstwo to nie to samo, co przyjaźń, a dla mnie przyjacielem niekoniecznie jest ten, co mnie trzyma nad kiblem przy rzyganiu i do kogo mogę dzwonić nad ranem, ale ktoś, kto przyjedzie 100 km i mnie odholuje do domu, jak mi się skrzaczy auto pośrodku niczego, i tym podobne.

    4. No nie do końca, a raczej przeciwnie. Żłopiących piwo nie znoszę organicznie, ale rzadko na nich trafiam, w związku z czym nie mam urazu. Większość moich znajomych nie pali, a pije sporadycznie i najczęściej nie w mojej obecności. Jak gdzieś idziemy, to zazwyczaj nie do knajpy, więc nawet nie ma gdzie zamówić.
      To jest problem braku porozumienia i dziwnej rywalizacji. Mężczyźni jak kogoś podziwiają, to go naśladują. Kobiety jak kogoś podziwiają, to z reguły po cichu nienawidzą i najmniejszy drobiazg jest powodem do obrazy. Co nie znaczy, że faceci też nie fochają, mieszkam z jednym takim fochającym i czasami kilka dni się zastanawiam, o co się obraził 😉

    5. Nie przeszkadzaja mi ani kobiece kobiety, ani niekobiece kobiety, a jasne, ze rzyganie nie jest najwazniejsze. Pewnie znalazloby sie kilka kobiet, ktore by mnie holowaly po nocy. Ale mnie rozchodzi sie o pewne zaufanie, ktorym nie potrafie obdarzyc kobiet, bo zadna jeszcze nie pokazala, ze moze takiemu zaufaniu sprostac.

      To powiedziawszy, mam kolezanki, ktore bardzo lubie, ale pozostaja super kolezankami. Nie wyznalabym im na przyklad, ze kogos zabilam i nie bylyby pierwsza deska ratunku.

  3. Mam niestety podobnie. No może poza tym, że nie tęsknię za kobietą życia. Nigdy nie marzyłam o przyjaciółce, większość znanych mi dziewczynek była jakaś dziwna. Bawiły się lalkami w jakiś nudny dom, wydawanie przyjęć i obrażanie się na siebie o jakieś bzdury. Prawdziwa zabawa była zawsze gdzieś, gdzie byli faceci. I tak mi zostało do dziś. Lubię wiele kobiet, ale nam nie po drodze (wyjątek: teściowa) 😉

  4. Jak tak przyglądam się historii mojej przyjaźni.. to stwierdzam, że najlepiej wychodza mi relacje z osobniczkami podobnymi do mnie. Czyli posiadającymi więcej cech typowego faceta niż delikatnej laski, która biega na zakupy i przy koktajlu z truskawek omawia problemy z seksem, facetem, sercem czy czegos tam ktoś nie rozumie skoro to oczywiste dlatego nie powiem tego wprost.
    Moim najlepszym przyjacielem jest mężczyzna.
    Wydaje mi się po prostu, że nie każda z nas kobiet stworzona jest do tego by tworzyć relacje z gatunku takiej jaką mają bohaterki SATC. To tylko taki mit jak ten, że kobiety lepiej np. gotuja czy opiekują się dzieckiem.
    Taka po prostu inność, która buduje barwność świata.

    p.s. palant patelnią <3
    to przebija nawet jajecznicę z mikrofali.

  5. też mam takie odczucia, dziewczyny na ogół są zawistne, wredne bez przyczyny i w dodatku non stop mają fochy, ciężko znaleźć taką idealną przyjaciółkę jak z STC :/

  6. U mnie odwrotnie… albo nie odwrotnie tylko inaczej. Bo lgnę i do kobiet i do facetów… Moja droga, ale jak ci tak dobrze, to po kiego grzyba się zadręczać?

    Dla mnie lekką męką jest obecnie dzielenie mieszkania z zakochaną parą… 😉 każdy ma swój krzyż 😛

  7. Też zawsze marzyłam o takie długowiecznej przyjaźni, ale jakoś zawsze mijało gimnazjum albo liceum i już się nie miało dla siebie czasu, potem nawet na facebooku przestawało się pisać.. pewnie teraz po studiach też nie będzie już tak kolorowo.

  8. Ja nie mam większego problemu z dogadniem się i z fcetami i kobietami. Obecnie mieszkam z 4 babami w dwupokojowym mieszkanku.. także mamy wesoło 🙂 Jest wiele irytacji, wkurzania się, również z mojej winy, ale dajemy rade. Ale brak mężczyzn w mieszkaniu rekompensują mi moi sąsiedzi. 4 zabójczych lekarzy, których kocham nad życie 🙂

  9. Moje przyjaźnie z kobietami trzymają się tyle lat chyba dlatego, że te baby takie mało dziewczyńskie są. Albo dlatego, że teraz rzadko się widujemy. Bo kiedy mieszkałyśmy razem często chciałyśmy się pozabijać, ale kończyło się na porozumieniu przy pomocy wódki. Posiadanie przyjaciółek, które potrafią pić wódkę jednak sporo w tych trudnych kontaktach ułatwia.

  10. Niestety, ale mam podobnie. Mam co prawda jedną, jedyną przyjaciółkę od prawie dziesięciu lat. W maju byłam świadkową na jej ślubie, ale zgadzamy się ze sobą w sprawie, że nie mogłybyśmy razem mieszkać, bo przyjaźń szybko by się skończyła. Już raz tak miałam, że miałam przyjaciółkę, ale zamieszkałyśmy razem i dotąd się nie odzywamy (a minęło dobrych kilka lat od wyprowadzki).

    Zauważyłam też pewną zależność. Wspaniałe kobiety, z którymi się rozumiem znajduję w internecie i takich internetowych znajomych mam dużo (dzięki blogom), ale w życiu lepiej mi dogadać się z facetami. Może mam pecha, że nie poznaję ich w realu, ale z drugiej strony, jeśli relacja internetowa przeniosła by się na tą życiową to też pewnie przyjaźń by się skończyła. Raz tak miałam.

  11. Dla mnie przyjaźń nie ma płci, najważniejsze to trafić na odpowiednią osobę. Znam wiele dziewczyn „męskich” ale i na prawdę sporo facetów zachowujących się jak stereotypowe „baby” – łącznie z plotkowaniem i obgadywaniem. Jeśli człowiek jest w porządku w stosunku do Ciebie to nie ważne jakiej jest płci. A my wszyscy zamknięci jesteśmy w jakiś stereotypach, chociaż się do tego nie chcemy przyznać. W życiu zawierałam już różne przyjaźnie, niektóre się rozpadły ale te najważniejsze zostają o nie jest ważne że są to dwie dziewczyny.

  12. Widzisz, dziewczyny z Seksu w Wielkim Mieście nie mieszkały razem… Wbrew pozorom każda miała swoje osobne życie i osobne sprawy, którymi się potem dzieliły. Myślę, że w ogóle w związkach tak już jest, że każda ze stron MUSI mieć swój prywatny kącik. Nie istotne, czy to małżeństwo, czy przyjaźnie z kolegami czy koleżankami.

  13. Zawsze miałam podobnie. Dopóki nie dałam szansy jednej takiej, i do dziś myślę, że by przyjechała kopać ze mną zwłoki, choć od lat mieszkamy w innych krajach. Czasem warto dać komuś szansę.

  14. Totalnie prawda. Z tymże ja nawet nie lubię kobiet. ZDARZY się czasem jakaś pojedyncza jednostka, która w pewnym momencie zaczyna mnie nazywać „najlepszą przyjaciółką”, (ja nigdy), ale zazwyczaj wkurza mnie do tego stopnia, że tak szybko jak się pojawiła-znika. Jestem zdecydowanie męsko-przyjacielska. TYLKO!

  15. Och, komentarze pod wpisem są łagodnie mówiąc… typowym niezrozumieniem problemu (przynajmniej w moim odczuciu). O ile ja zrozumiałam, nie narzekasz na cechy typowo kobiece, tylko na niemożność w nawiązaniu przyjaźni z kobietami, bez względu na to czy są delikatnie i kruche, czy może wręcz przeciwnie – są takimi „spoko kolesiami”. Ja Ci powiem, że mam dwie takie przyjaciółki, z którymi mogłabym zrobić dokładnie, to o czym piszesz, więc jeśli tylko dowiem się, co jest owym COSIEM – na pewno dam Ci znać! 🙂

    P.S.: Ja bym chciała mieć taką przyjaciółkę jak Ty, także nie wiem, o co tamtym pannom chodziło! 😉

  16. Lubie odwiedzac Twego bloga,bo poruszasz tu ciekawe tematy. .
    Nie jest latwo zbudowac dobra przyjazn,to fakt. Wymaga to jak w milosci,duzej ilosci kompromisow,przymkniecia oczu na irytujace cechy tej drugiej osoby i checi przetwania „kryzysow”..Jesli ktos wierzy, ze w relacji przyjacielsko-przyjacielskiej mozna sobie na wszystko powolic, jest w bledzie.Przyjazn jest nie tylko tym metafizycznym kosmiczym porozumieniem dusz,ale rowniez ciezka orka na ugorze:)..Jestes wytrwaly bedziesz cos z tego mial:) jak mawial moj profesor z psychiatrii..Najwazniejsza jest decyzja i wyzbycie sie w relacji z drugim czlowiekeim egoizmu.
    Nie jestem tez zwolenniczka generalizowania: facet, albo kobieta z meskimi cechami to doskonaly material na kompana/kompanke,a histeryczka i girly girl juz nie za bardzo..Czasami za fasada,kryje sie super osoba,wazne by ludzie sobie pasowali i nie kierowali sie powierzchownami osadami.

    Ja mam i meskich i damskich przyjaciol.
    Najwazniejsze sa jednak: dwie bliskie „przyjaciolki od serca” jedna od 16 lat w PL druga od kilku w Germanii. Sa to osoby na ktore moge absolutnie liczyc i kocham je jak siostry,co nie oznacza,ze mnie czasem nie wkurzyja (i ja ich). .:)

    Tobie,Riennahero zycze sukcesow na polu przyjazni z kobietami.Jak trafisz na pokrewna dusze,bedziesz to wiedziec i to COS ci nie stanie na drodze.

    buziaki Aga

  17. Może trafiasz na jakieś nienajlepsze kobiety, poważnie. To nawet nie jest rozmowa o stereotypach, stereotypy można zaakceptować albo nie, ja akurat zawsze trafiałam na antystereotypowe osoby albo mieszanki typowości oraz oryginalności. Jak na osobę, która w towarzystwie ludzi odzywa się rzadko i jest nastawiona antyintegracyjnie, dorobiłam się kilku przyjaciół i są to zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Nieważne, jaka płeć, istotne, aby osoba była lojalna. Na to potrzeba czasu, nie roku, nie dwóch, ale lat wspólnych doświadczeń. A czasami zwyczajnej cierpliwości i chęci, żeby lody stopniały. Może masz niewłaściwe nastawienie z powodu wcześniejszych przejść. Trzeba nauczyć się dogadywać z ludźmi generalnie i ot, bardzo skomplikowane, mówić szczerze – jeżeli kogoś za coś potępiasz, to także o tym mów, wtedy nie będzie przestrzeni dla „cosiów”. Z moimi przyjaciółmi na pewno bym nie zamieszkała, bo przyjaźń wcale nie równa się „dobrze będziecie się dogadywać na kilkudziesięciu metrach kwadratowych”, każdy człowiek to odrębny byt ukonstytuowany przez swoje przyzwyczajenia, irytujące nawyki, małe nerwice. Przyjaźń to także umiejętność szanowania przestrzeni, którą trudno ci zaakceptować. Może spotkasz jeszcze jakąś kobietę, z którą dobre „coś” zwiąże cię na tyle mocno, że będziesz gotować chrzanić inne „cosie”. Tego ci życzę. A losy Samanthy to tylko fikcja, życie wygląda nieco inaczej.

  18. „Mam tak samo, jak Ty…”. Doskonale to rozumiem, chociaż z drugiej strony jest to dziwne, bo jako kobiety powinnyśmy lepiej się dogadywać, rozumieć, nadawać na tych samych falach, nie wiem, ale od kiedy pamiętam moje przyjaźnie z osobnikami płci żeńskiej, rzekomo pięknej, kończyły się albo źle albo bardzo źle. Częściowo też z mojej winy, bo może gdybym postąpiła inaczej, ustępowała… Ale nie, dlaczego miałam się podporządkowywać czyjejś woli i temu, żeby tańczyć zawsze tak jak mi zagrają? Czasem trochę mi przykro, że nie mam takiej choć jednej przyjaciółki z prawdziwego zdarzenia, ale to uczucie mija tak szybko jak się pojawiło. Może my mogłybyśmy się dogadać, chociaż nie mam do tego pewności 😀
    Serdecznie pozdrawiam, K.

  19. baby, ach te baby…wiem o co Ci chodzi. zdarzało mi się być tą, która „zrywała” takie przyjaźnie niby po grób, zdarzało mi się zarobić coś w plecy, a i zdarzyło mi się raz zadać. wszystkie jesteśmy takie same 🙂 nie ma co się łudzić, że jest się lepszym niż cała reszta bab. nie z każdym każdemu po drodze.
    przypomniał mi się film „ze śmiercią jej do twarzy” z Goldie Hawn i Meryl Streep. dla mnie kwintesencja tematu babskiej przyjaźni.
    ja od lat mam jedną przyjaciółkę. mieszkałyśmy razem dwa lata pod jednym dachem, pracowałyśmy razem prawie cztery. widzimy się, z racji odległości nas dzielącej, raz na rok, ale za każdym razem jest tak, jakbyśmy widziały się wczoraj. moja siostra z innej matki. też Marta. może jeszcze spotkasz kobietę swojego życia. bo wiesz, myślę, że każdy ma swoją Martę, więc może Ciebie też ktoś spotka 🙂

  20. ja mam za to inaczej… ze wzgledu na zainteresowania i meska techiczna uczelnie spedzam bardzo duzo czasu z facetami, i to nie tylko z przymusu ale i wieczorami na piwku itd. z facetami jest latwiej, mniej zobowiazujaco, jest zabawnie, wesolo, luzno, nie przejmuje sie jak mi sie czolo swieci i jak ziewam z otwrata buzia, tacy kumple luz i blues. jednak gdy moje zycie przybiera troche powazniejszy ton, zaczyna cos sie dziac, chce sie komus wygadac, moze wyplakac, moze po prostu potrzebuje cieplego zrozumienia (a nie piwka i luzu i bluesu) to wtedy mam armie czterech przyjaciolek. nie gadamy codziennie, gadamy raz na miesiac, moze dwa. za to zawsze szczerze, zawsze od serca, i zawsze mam wrazenie ze kazda nasza rozmowa przewartosciowala swiat i postawila wszystkie nas na nogi. takie moje filary 🙂 zawsze sa na kazdy telefon (bo niestety 3 mieszkaja w Pl, a tylko jedna w UK, jak ja). zycze ci zebys i ty odnalazla duzo ciepla i zrozumienia u plci przeciwnej 🙂 bo to naprawde wartsciowe 🙂

  21. ehhh…jak k*rwa dobre wiem o czym piszesz…mam ten sam syndrom: SYNDROM COSIA!!! I bardzo podobne wspomnienia, i facetów którzy byli mi przyjaciółkami…i choc bardzo sie starałam COŚ zawsze było nie tak. Po upływie pewnego czasu zwyczajnie przestalam sie starać i zaakceptowałam fakt, że być może przyjaźń damsko- damska nie jest mi pisana i już. Nie chce mi się myśleć dlaczego – ale lubię do Ciebie wracać 😉
    Olka

  22. Mam IDENTYCZNIE :/ Jakkolwiek udało mi się mieć 2 dobre przyjaciółki (po latach bojów), to jednak większość czasu i większość życia dzielę z kumplami.Jakoś tak łatwiej mi się z nimi dogadać.

  23. @Riennahera ale przyjaźń nie pojawia się wtedy, keidy jej potrzebujesz, albo „kiedy juz jest najwyzszy czas” 😀 Po prostu czasem wpadamy w życiu na takie osoby, które chcemy w nim zatrzymać. Nic na siłę 🙂
    P.S. Boże mój, jak wymawiać Twój pseudonim? Kak? 😀

  24. Jasne, że większość kobiet ma cosia czy innego nicosia, ale nie każda taka jest. Serio. Są takie co mówią wprost o co c’mon, mają dystans do siebie i życia, a ich koszmarem nie kest złamany paznokieć

  25. Ja mam nieco inną sytuację- nie za bardzo potrafię mieć przyjaciół/dobrych kumpli facetów, ponieważ z czasem zaczynają mi się podobać 😀 (nie we wszystkich przypadkach oczywiście, ale jednak dość często). A bardzo brakuje mi takiego przyjaciela przeciwnej płci. Co do kobiet to całe życie mam szczęście, trafiałam na świetne dziewczyny. W ogóle mam coś takiego, że kiedy znajdę się w jakiejś nowej grupie społecznej, to instynkt czy jak to tam nazwać od razu mi wskazuje, z kim chcę się zaprzyjaźnić. I już parę razy trafiłam! 🙂 I zyskałam właśnie takie osoby, z którymi rozmawiam telefonicznie o 3 nad ranem przez dwie godziny 🙂
    No i siostra- wyjątkowa przyjaciółka, bo wszystko o mnie wie! Często bym chciała, żeby między nami była jeszcze mniejsza różnica wieku (są 4 lata, nie jest źle, ale tak ze dwa było by optymalnie :D)

    1. Co do facetów – polecam przyjaźń z gejem. Jest idealnie.

      No i siostra to nie przyjaciółka. Siostra to rodzina. Rodzina działa na innych zasadach.

      1. Jedyny gej jakiego znam jest tak chamski i po prostu odrzucający osobowością, że raczej nie będę próbować 😉
        Pewnie, siostra to rodzina, ale nie trzeba się przyjaźnić z rodzeństwem. Więc według mnie jak najbardziej się zalicza

  26. Natalia Pietraszkiewicz

    a może to nie COŚ jest problemem tylko COŚ w Tobie? sorry że tak prosto z mostu. Może sama nie przełamałaś ciszy kiedy trzeba było? może nie spytałaś wprost lub nie dopytałaś wystarczająco? Myślę, że kobieca przyjaźń jest trudniejsza niż ta z facetami. I że stąd bierze się problem. Z kumplami to taka łatwizna, więcej wybaczają, nie są tak wymagający, nie jesteśmy dla siebie rywalami. A z kobietą – więcej trzeba zapracować na jej uznanie, sympatię, zaufanie no i trzeba przełamać tą taką babską zazdrość. I mierzyć się z drugą istotą której myślenie jest równie skomplikowane co nasze i jakoś to wszystko zgrać. Moim zdaniem- warto. Ja nie mam wielu przyjaciółek, trzy wychuchane na przestrzeni całego życia znajomości, bo jestem bezpośrednia i tego oczekuję, a to trudne z kobietami. Ale wiem, że mój częsty problem z kobietami bierze się ze mnie – zlokalizowałam konkretny powód. I pracuję nad tym, żeby tak nie było. Polecam poszukać rozwiązania w środku.

    1. Jestem przekonana, że to coś we mnie. Przy czym jeśli nie mogę liczyć na szczerość, to niekoniecznie ma sens brnięcie w taką znajomość. Dorośli ludzie się komunikują.

    2. Moje myślenie nie jest skomplikowane i chyba dlatego nie potrafię znaleźć języka z większością kobiet. Taki syndrom Włóczykija, co się bez celu miota tam i tu. Faceci mniej wymagają i chyba dlatego rzadziej bywają samotni.

  27. Wydaje mi się, że ta przyjaźń jak z SATC jest niemożliwa w prawdziwym życiu. Taka utopia, jedna z wielu, którymi epatuje kino.

    U mnie to też nie działa. Przy czym ja chyba jestem ogólnie upośledzona społecznie, bo ludzie po prostu ucinają ze mną kontakt, niezależnie od płci. Bez słowa. Przykre i zupełnie niczego nie zmienia, bo jeśli popełniam w kontaktach międzyludzkich jakiś błąd, to chciałabym wiedzieć, o co chodzi. Dorośli ludzie się komunikują, tak jak piszesz.

    Moją najlepszą przyjaciółką jest siostra. I nie zgodzę się, że rodzina to „co innego”, bo był czas, kiedy byłyśmy tylko rodziną, a potem się zaprzyjaźniłyśmy. Z bratem się nie przyjaźnię tak blisko.

  28. Ja, oprócz mojego Pana Męża i Pana Ojca przyjaciół męskich nie mam – nie wiem, jakoś z facetami gadać nie potrafię 🙂 Natomiast przyjaźnie damskie są mi bliskie, choć nie zawsze wiedziałam jak to się skończy.

    Jestem w takiej czwóreczce jak z SATC, ze stażem z podwórka, podstawówki, gimnazjum, niektóre liceum. Jesteśmy nie po bylejakich COSiach, bo po 2 krotnym poważnym ścięciu o faceta u przyjaciółki – to drugie skończyło się jej ślubem i weselem (na którym bawiłam się świetnie!) i dziecięciem (już drugiego dnia po porodzie wszystkie byłyśmy w szpitalu). Ona z kolei bawiła się na moim ślubie w 7 miesiącu ciąży. Do drugiej pędziłam dwa kraje, rzuciłam pieruńsko drogie seminarium zawodowe, żeby być przy niej na pogrzebie ojca. Ze względu na bycie matkami, żonami, kobietami pracującymi widzimy się raz na miesiąc maksymalnie, ale jesteśmy razem już 25 + lat, więc staramy się tego nie zmarnować. Trzeciej sprzątałam łazienkę babci, jak zaniemogła po suto zakrapianym babskim combrze (już nigdy nie spojrzę na pieczarki w ten sam sposób!), wspierałyśmy ją w durnych wyborach i podnosiłyśmy po porażkach.

    Mam też taką „niezrzeszoną” 🙂 Siedziałyśmy ławkę od siebie w podstawówce i gimnazjum i chodziłyśmy razem na angielski. Na czas liceum rozdzieliłyśmy się, żeby potem spotkać się na studiach w innym mieście – oczywistą rzeczą jest, że znając tylko siebie, zamieszkałyśmy razem, chodziłyśmy do tej samej grupy na studiach. Podsumowując – 5 lat wspólnie razem, 24 godziny na dobę, były lata, w których rezydowałyśmy w jednym pokoju z dwiema fretkami i kotem (weterynaria, wiadomka :D). Na ostatni, 6 rok wyjechała na Erasmusa do Brna i przyznam, że czułam się nieco zagubiona (na szczęście wtedy Pan Mąż rzucił akademik i wprowadził się do mnie). Była świadkową na moim ślubie, a w tym roku ja będę na jej. Nie ma u nas milionów rozmów przez telefon, chichrania się i okładania poduszkami, ale mam pewność, że 3 w nocy, dzwonię do niej (po pewno męża nie dobudzę) i zakopujemy trupa w ogródku. Po prostu to wiem i mam nadzieję, że ona też to wie.

    Reasumując przydługi wywód – u mnie przyjaźnie mają porządne korzenie, sięgające dzieciństwa i wspólnych zabaw na podwórku, perypetii w szkołach – może dlatego u Ciebie nic się nie „wykluło” Jesteś tyle kilometrów od swoich korzeni, że po prostu nie było siły, żeby coś zadziałało?

    Często podczytuję Cię cichaczem, lubię tu zaglądać 🙂

  29. Kobiety przyjaźnią się na zasadzie wspólnego wroga. Albo ze sobą rywalizują, przyjaźń jest udawana i toczona na zasadzie walki na facetów, ślubne obrączki, dzieci i oczywiście dobra materialne. Widziałam wiele takich przyjaźni i niestety ze smutkiem przyznaję, że nie potrafię tak żyć. Nie potrafię spotykać się tylko po to, by obgadywać figurę lub wybory życiowe trzeciej koleżanki. Nie potrafię prawić nieszczerych komplementów, nie potrafię nawet rywalizować, bo mam wrażenie, że ile bym się nie starała, i tak nie będę wiedzieć, w jakiej konkurencji się ścigamy. Kobiety w moim życiu są głównie koleżankami, najbliżej mi do teściowej, potem długo nic i pojedyncze osoby, z którymi pożartuję lub pogadam o bzdurach i nic poza tym. No ale przyjaciela-faceta poza swoim partnerem też nie mam (za to dużo więcej bliższych kolegów, z którymi skoczę na kawę lub na spacer czy wystawę).

  30. Nie tyle męska, co stereotypowo niekobieca. Niekobieca nie zawsze oznacza męska. Ale kto wie, może coś w tym jest. Nie ma dla mnie większej kary, niż wieczór z typowymi kobietami narzekającymi na swój biust, brzydkie włosy, albo opowiadające o świeżo przeczytanym emoconującym romansie. A ja właśnie czytam fascynującą książkę o życiu na morzu, twardych facetach, którzy w śnieżycy zwijają żagle. I oni mi naprawdę imponują! Znasz kobietę, która mnie zrozumie? Bo ja nie bardzo.

  31. to proste ….jak a po prostu nie lubie bab i tyle …nic innego ,chociaz duchu chcilabym miec przyjaciolke to i tak nigdy nic z tego nie wychodzi bo one zaczynaja mnie irytowac po pewnym czasie , nawet te juz starsze , a wydawaloby sie ze im czlowiek starszy tym madrzejszy …nic bardziej mylnego !

  32. Ojej, mam totalnie na odwrót. Mam parę naprawdę dobrych przyjaciółek. Bywa różnie, czasem jesteśmy bliżej siebie, czasem dalej, ale wiem że zawsze są. Nie kupujemy razem szpilek i tamponów (bo kupujemy treki w góry i podpaski), ale sprzątałam czasem to i owo po imprezie i w ogóle taka prawdziwa (nie ta z seriali tylko lepsza) kobieca przyjaźń jest dla mnie bardzo ważna.
    Za to z facetami nie umiem nawet dwóch sensownych zdań sklecić, panicznie się ich boję. Chociaż mam paru kumpli, którzy rzucali grapefruitami po ścianach albo butelkami po piwie to nigdy nie miałam faceta-przyjaciela.

    I totalnie nie wiem o jakie COŚ chodzi.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry