jeleniefakty5
Riennahera

Riennahera

18 faktów o mnie na początek 2018 roku 

Na przełomie 2017 i 2018 roku daję sobie czas na relaks od świata. Paradoksalnie spędzam na prokrastynacji mniej czasu niż przez poprzednie miesiące. No żyję sobie, chodzę do pracy, jeżdżę metrem, piszę po nocach, staram się nie denerwować i póki co mi dobrze. W tym słodkim stanie nie mam póki co wielkich przemyśleń i mądrości, a jeśli mam, to na pewno nie takie, co kogoś interesują (bo dlaczego “Książę” Machiavelliego to książka genialna i czego można się z niej nauczyć jest nieco niszowe). 

Zauważyłam natomiast, że od dwóch lat wpisu z luźnymi faktami nie było. Są to wpisy, które zwykle dość bawią, łatwo się je pisze i fajnie czyta komentarze, więc chyba czas na taki. A kiedy wymyślę coś bardziej ambitnego, wrócę na poważnie. 

Jedziemy.

1. Nie cierpię smerfów. Zawsze wydawały mi się okropne i bardzo kibicowałam sympatycznemu Gargamelowi, żeby je w końcu przetrzebił. Jako dziecko nie mogłam znieść “Smerfnych Hitów” i słuchanie ich uważałam za najgorszy obciach. Do dzisiaj śmieję się z męża, że miał te kasety. 

2. Kocham pociągi tak mocno, jak mocno boję się samolotów. Idealny wyjazd na wakacje zawiera automatycznie podróż pociągiem. Bardzo się w nich relaksuję.

3. Od jakichś piętnastu lat noszę soczewki kontaktowe, a okulary od osiemnastu lat. Duża część moich znajomych nie ma o tym pojęcia.

4. Często nie odrywam metek z ubrań i chodzę z metką dopóki nie włożę danej rzeczy do prania. Nie wiem czemu, po prostu czuję, że tak muszę. Przy czym tylko raz w życiu zdarzyło mi się założyć taką rzecz z metką i po dniu noszenia oddać ją do sklepu. Do dzisiaj czuję się z tym jak przestępca, ale naprawdę nie pasowała mi ta spódnica.

5. Kocham maszyny z hakiem. Wiecie, takie jak w Toy Story, do wyciągania maskotek. Totalnie obojętne są mi zabawki, czuję potrzebę zwycięstwa w starciu z automatem. Chociaż wiem, że jest oszukany. Już dwa razy udało mi się wygrać.

 

 

6. W towarzystwie innych osób jestem mniej ogarnięta niż w samotności. Nie gubię się w metrze, kiedy jadę sama, ale kiedy jadę z kimś, zachowuję się jak ogłupiały jeleń. Podobnie z przechodzeniem przez ulicę i wieloma innymi czynnościami.

7. Prawie zawsze robię taki sam makijaż. Prawie zawsze tak samo się czeszę. Nie lubię w tych kwestiach eksperymentować, jeśli coś działa, to działa. Staje się częścią mnie i robię to na autopilocie. 

8. Kocham Coca Colę, ale piję tylko dietetyczną. Pełnotłuszczowa Cola mnie obrzydza. 

9. Odkąd używam aplikacji Citymapper, przestałam się spóźniać. To żadna reklama, aplikacja zmieniła moje życie. Pokazuje ile czasu zajmie podróż od wyjścia z mieszkania do dotarcia do celu. Zmienia ten czas jeśli idzie się szybciej lub wolniej. Sugeruje milion opcji transportu publicznego. Pokazuje, gdzie jestem na mapie i burczy, gdy zbliża się mój przystanek. To najlepsza aplikacja świata.

10. Raz na kilka lat przeżywam sporą drakę z jakimś znajomym lub, co gorsza, z kimś kogo uważałam za przyjaciela. Zakładam, że czasem musi to być moja wina i jestem po prostu strasznym młotem, że nie wiem o co chodzi lub jak do tego doszło. Zdarza się jednak i tak, że po prostu bardzo pomyliłam się w ocenie danej osoby. Stworzyłam sobie sama jej obraz, który nie stykał z rzeczywistością. To jeszcze gorsze niż bycie młotem.

11. Przestałam lubić chodzić do kina. Nie chodzi mi zupełnie o oglądanie filmów jako takich, ale o doświadczenie kina. Nie przeszkadza mi nawet jedzenie i inne siorbiąco-chrupiące popcorny, po prostu cała atmosfera nie pasuje. Multipleksy wydają mi się nudne, a doświadczenie jest powtarzalne jak jedzenie z Maka. Lubię małe artystyczne kina jak to w Barbicanie albo w Krakowie w Pałacu pod Baranami, za multipleksy dziękuję.  

(ale miesiąc bez teatru to miesiąc stracony!)

12. Nie lubię kupować przez internet. Wiem, dla blogera to może współpracowe samobójstwo, ale o wiele mniej i o wiele lepiej kupuję, kiedy mogę czegoś dotknąć, pomacać, obejrzeć, przymierzyć, powąchać (książki!). A mnie akurat chodzi o to, żeby kupować mniej i lepiej. Choć często się potykam. Odkąd przestałam korzystać z Asosa, moje życie stało się lepsze. 

 

 

13. Kiedyś czułam lęk przed pisaniem po książkach. Przeszło mi na studiach, kiedy wszystkie podręczniki zawierały podkreślane fragmenty, a czasem i zabawne komentarze innych czytelników. Obecnie sama uwielbiam pisać, kreślić, zaklejać kartki kolorowymi karteczkami, używać książki na całego i wchodzić z nią w interakcje.

Oczywiście nie z każdą warto.

14. Z tego powodu nie lubię czytników. Podkreślanie w nich fragmentów jest dla mnie zbyt skomplikowane, nie czuję fizycznej relacji z książką. Nie bawią mnie. Czytam więcej, odkąd wróciłam do papieru. 

15. Jeśli czegoś ręcznie nie zapiszę, prawdopodobnie o tym zapomnę. 

16. Lubię torfowe whisky. Nie rozumiem, po co w ogóle pić jakieś inne. 

17. Są osoby, z którymi się znam, z którymi niemało w życiu rozmawiałam, a dalej się ich wstydzę i boję z nimi zaprzyjaźnić. Chociaż chciałabym. Ale pewnie będą się śmiać. 

18. Mam najgorszą na świecie orientację w terenie. Gubię się piętnaście minut od domu. Gubię się pięć minut od pracy. Na szczęście mam Citymappera 😉 

 

 

poprzednie fakty: | 20 | drugie 20 | 60 |

 

 | zdjęcia i pomysł wycieczki: Dirion Atelier Photography |

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

31 thoughts on “18 faktów o mnie na początek 2018 roku ”

  1. Agnieszka Borkowska

    O rany. Też nie lubiłam smerfów. I ta cała smerfetka, mdła i nieporadna. Fuj. Gargamel za to irytował mnie swoim głosem. Najlepszy był kot 🙂 A zakupy u mnie to głównie chodzenie po księgarniach, wciskanie nosa między stronnice książek i wdychanie ich magicznego zapachu.

  2. Ja uważam, że „Książę” to fajna książka ^^ Przeczytałam ją w liceum i dwóch dzisiejszych znajomych poznałam tak, że chodziliśmy wieczorem po lądowisku dla helikopterów na dachu i gadałam im o tym, jaki „Książę” jest fajny 😀
    Orientacja w terenie – mam podobnie, aczkolwiek baardzo staram się z tym walczyć. Bo to straszny wstyd, że córka geografa, od dziecka przemierzająca dzikie ostępy polskich lasów i wsi w poszukiwaniu bunkrów, nie wie, z której strony wjechała na stację benzynową. Dlatego żadnych aplikacji, po miastach chodzę tylko z mapą albo i bez, czasami przerysowuję sobie mapy z googla, dopytuję się ludzi i w ogóle trening non stop.
    Nie rozumiem ludzi, którzy się wpieniają, że piszę po książkach. Książka to nie jest żaden święty artefakt, to żywa, chociaż chwilowo zastygnięta w tej formule myśl ludzka, nikt mi nie powie, że nie mogę nic do niej dodać od siebie, wskazać grubą kreską, co mnie zainteresowało, dopisać komentarz albo wykrzyknik. Poza tym takie notatki w książkach z biblioteki bardzo ułatwiają pracę, to tak, jakby ktoś specjalnie dla mnie wybrał najlepsze fragmenty ^^

  3. Ja chciałbym tylko zauważyć, że wpis na temat „Księcia” bym bardzo chętnie przeczytał, więc z tym zainteresowaniem może nie być tak źle. 😉

  4. O matko, mam identycznie z punktem 17. Są takie osoby, z którymi uwielbiam przebywać i z chęcią rozmawiam zawsze, gdy zaczną rozmowę, ale sama boję się wyjść z propozycją spotkania, bo przecież są fajniejsi i na pewno ich zanudzę, racja?
    Prawdopodobnie to jedno z najgłupszych rozumowań świata.

  5. 6. Mam tak samo w przypadku mojej przyjaciółki. Wcale jej się nie dziwię, że nie chce mi uwierzyć że tak naprawde jestem ogarnięta i zaradna. Po prostu w jej towarzystwie zidiocenie i bezmózg dopada mnie totalny. A to że jednocześnie jesteśmy współlokatorkami, mozna się domyśleć, wcale nie pomaga.
    Kiedyś nawet uważałam się za niezłą kucharkę. Teraz tylko palę garnki

    A props zdjęć: na ostatnim wyglądasz jak Skandynawska dziewczynka karmiąca renifery. To komplement. Skandynawskie dziewczynki mieszkają w tym samym świecie co Muminki i inne cudowne wspomnienia i dzieciństwa.

  6. Patrycja Kupiec

    Nawigacja tak bardzo ❤️ Kiedys probowalam nawigowac z papierowa mapa na Isle of Lewis i dojechalismy na Harris przypadkiem ? Nigdy wiecej!

  7. Konrad Norowski

    Akurat „Książe” jest na mojej dłuuugiej mentalnej kupce wstydu, więc chętnie bym coś o nim przeczytał – może podskoczyłby kilka oczek w górę w rankingu do przeczytania.

  8. O rany, ja to w ogóle straciłam głowę dla Laphroaig, mimo że „na codzień” pije zwykłe whisky. Przy tamtym czuje się jak wysublimowany lord w pantoflach 😉

    Co do kin- najlepsze doświadczenie to „o północy w Paryżu” w krakowskim Arsie, w samo południe, jakoś tak przypadkiem.

    A co do książek- zapałałam miłością wielką do książek ze śladami interakcji odkąd dostałam „imię róży” od pewnego mądrego człowieka, który na każdej stronie pisał przypisy na temat filozofii, nawiązań do innych książek i filmów, co zachwyciło mnie straszliwie.

  9. Mój mąż też uważa „Księcia” za arcydzieło, ale on w poprzednim wcieleniu był Cezarem Borgią. Tak myślę. Ja z kolei mam to samo z gubieniem się w towarzystwie. Totalna dekoncentracja. 🙁

  10. Jesteśmy takie same, jeśli chodzi o punkty 6, 13, 14, 15, 17 i 18 ? Najbardziej z tego wkurza mnie chyba ten brak odwagi na zaprzyjaźnianie się. Człowiek sam sobie tworzy takie bariery w głowie. Skąd to cholerstwo się bierze?

  11. Magdalena Jawor

    Dla mnie również zawieranie przyjaźni to rzecz prawie niemozliwa od kilkunastu lat. Ilekolwiek czasu bym z kimś nie spędziła, zapraszając go ponownie zawsze myślę, czy się aby nie narzucam, nie spoufalam za mocno, nie przekraczam strefy prywatności. Odkąd staram się olewać faktor „nienarzucania” innym, jest zdecydowanie lepiej, jednak prawdziwi przyjaciele to dla mnie ludzie, ktorych poznalam w gimnazjum – później to jiz tylko znajomi.

  12. Punkty 2., 6., 7., 15., i 18., mamy wspólne. 🙂 Moja orientacja w terenie, zwłaszcza przy kimś, leży i kwiczy. Samo słowo „pociąg” automatycznie kojarzy mi się z wakacjami. 🙂 Jak już się nauczę robić jakiś makijaż i wyglądam przy tym, jak człowiek, to już staram się w tym nic nie zmieniać. 🙂 A zapisywanie różnych rzeczy mi pomaga. To znaczy, jak zapiszę, to też zapomnę, ale zawsze mogę później zajrzeć, to tego, co zanotowałam. O ile oczywiście odczytam swoje bazgroły. 😛

  13. 6. – tak bardzo to znam xD
    Sama – bez problemu ogarniam przemieszczanie się, odnajdywanie się w nowych miejscach, mam pomysły gdzie się kierować, dość szybko podejmuję decyzje. Taka zaradna, taka samowystarczalna! Nawet gotować umiem gdy jestem sama! Ale wystarczy, że jest ze mną jakiś KTOŚ, nie daj Boże bardziej ogarnięty życiowo. Nie wiem czy chodzi o to, że włącza mi się syndrom uczestnika, czy może po prostu nie lubię (albo może się wstydzę/boję?) działać gdy wiem, że jestem obserwowana…

  14. Prawie prawie myślałam, że ze mną coś nie tak, że sama jestem ogarnięta, a przy kimś czy w grupie nie zauważam ważnych rzeczy, nie skupiam się na otoczeniu, prawie wpadam pod samochody i mówię głupie i nieprzemyślane rzeczy.

  15. Nie wiem czy to podobne do Twojego, ale ja jak wychodzę już z pracy to totalnie w tej całej paplaninie, krzątaninie zapominam np do domu parasolki. Sama się przebierając i idąc do domu, jestem bardziej uważna 🙂 Co do makijażu, czesania to mam tak samo. A metki znów, odrywam przeciwnie – czyli od razu po przyjściu do domu, a ciuchy nowe muszą poleżeć trochę, minimum 2 tyg w nich nie chodzę. Oswajają się z domem 🙂

  16. Pociąg to najlepszy środek transportu na świecie. Jeszcze nigdy nie czułam się źle w pociągu, nawet, gdy trzeba było stać w tłoku. Nie dość, że nie czułam się źle, to, podobnie, jak Ty – relaksuję się. Gdy mam wybór – jechać gdzieś pociągiem czy zabrać się z kimś samochodem, najczęściej wybiorę pociąg. Tramwaje też spoko.

    Nie mam choroby lokomocyjnej, ale w samochodach często jest ciasno albo męczy zapach albo – co najgorsze – przeszkadza głośna muzyka (do tego stopnia, że czasem boję się na myśl o jeździe z jakąś osobą – nie chcę być w kółko tą osobą, która mówi, by ściszać muzykę). W pksach międzymiastowych też muzka daje się we znaki :/ Autobusy miejskie ujdą w tłoku.

  17. Maszyny z hakiem? Ja jestem fanką… widłaków. 😉
    A smerfów również nie lubiłam – popłakałam się, gdy dostałam kasetę z ich piosenkami. Ale chyba już za dzieciaka wychodził na wierzch mój indywidualizm i troszkę aspołeczna dusza. Bo fanką Majki Jeżowskiej oraz Just 5 (o których chyba gdzieś ostatnio wspominałaś) również nie byłam 😛

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry