Marta Dziok-Kaczyńska

Szesnaście lat miłości

Picture of Marta Dziok-Kaczyńska

Marta Dziok-Kaczyńska

Tyle lat minie w tym roku w związku z moją drugą połówką. Z kolegą ze szkoły, chłopakiem z tej samej ulicy, mężem i ojcem mojego dziecka. Połowa naszego życia. Ciężko mi w to uwierzyć. 

Wyszłam za mojego najlepszego przyjaciela. Kogoś, kogo podziwiam. Na kogo zdaniu i opinii zależy mi najbardziej na świecie. Za osobę, z którą obudzona nocą przez marudne niemowlę, rozmawiam o polityce i grach karcianych, turlając się po łóżku i chichocząc. Kogoś z kim mogę płakać ze śmiechu i razem milczeć. Kogoś, komu mówię wszystko i komu ufam bezgranicznie, chociaż czasem sprawi mi przykrość. Uważam go za ideał, a jednocześnie jestem w stanie wymienić jednym tchem wszystkie jego wady. Widzę je jak na dłoni, w końcu jesteśmy razem szesnaście lat, a ja nie jestem ślepa. Po prostu nie mają znaczenia. 

Czasami zastanawiam się jak to jest, że można być z kimś tyle lat i się nie znudzić. Nie ma jednego rodzaju miłości. Miłość ma dla każdego inny kształt, smak i formę. W zależności od tego czego szukasz. Dla wielu mój związek byłby spełnieniem najgorszych koszmarów, dla innych spełnieniem marzeń. Można oczekiwać od innych bycia narkotykiem, szukać u nich wielkich gwałtownych emocji, dramatów, wielkiej życiowej imprezy. Sama widzę naszą relację jako czekoladę.

 

Czekolada jest pyszna i dobra.

 

Sprawia, że czujesz się dobrze, chociaż czasem możesz się nią objeść. Czekolada nigdy mi się nie znudzi i zawsze będę ją chciała, choć oczywiście nie jest kokainą. Nie chcę, żeby była kokainą. Czekolada, wino, to moje klimaty. Nikt nie powie, że czekolada i wino są złe, choć ktoś może preferować inne specjały. Przy czym po szesnastu latach czekolady dalej możesz ją jeść i będzie smakować wybornie. Z kokainą chyba nie jest tak samo. 

Czy ludzie się zmieniają?

 

Oczywiście. Zmiana to jeden z niewielu życiowych pewników. Ludzie uczą się, dorastają, starzeją, nudzą czymś, rozumieją błędy. Masz to jak w banku. Czuję jak w ostatnich kilku tygodniach zmieniam się pod wpływem nowej sytuacji i nowych bodźców. Niektóre zmiany wynikają z pojawienia się w gospodarstwie domowym nowej osoby, inne z powodu obejrzenia kilku odcinków show Marie Kondo. Po jakichś ośmiu latach udało mi się w końcu zmienić w sobie coś, na czym zależało mojemu mężowi. Nieźle, co? 

No właśnie. Nie budowałabym szczęścia na wizji zmiany. Naprawdę nie chcesz czekać, jak w moim przypadku, ośmiu lat. Jeśli zmiana ma być warunkiem udanego związku, to przykro mi, ale nic z tego nie będzie. Zmiana to bonus. Trzeba kochać to co ma się przed sobą. 

Jeśli przez wszystkie lata czegoś się nauczyłam, to na pewno, że warto, że trzeba rozmawiać i mówić o swoich potrzebach głośno. Swego czasu wierzyłam, że jeśli ktoś naprawdę kocha, to sam się domyśli, że marzysz o dostawaniu kwiatów albo byciu całowaną po szyi albo o spontanicznym wyjeździe na weekend albo chociaż o smsie z lotniska, że ukochany już wylądował. Jeśli się nie domyśli to znaczy, że nie kocha. Jest to wspaniały sposób na nieszczęście. Naprawdę nie ma niczego uwłaczającego w powiedzeniu o czym się marzy i czego się oczekuje w związku. Zakładając, że nie jest to litania żądań. Coś nie staje się mniej wartościowe jeśli wypowiesz to na głos. Wolę być szczęśliwa, bo powiedziałam czego pragnę, niż unieszczęśliwiać się czekając aż w końcu się domyśli. 

Jako doświadczona życiem kobieta po trzydziestce wiem, że nic nie wiem o związkach.

 

Te, które podziwiałam i którym zazdrościłam – rozpadły się. Te, które uważałam za słabe i żałosne – trwają do dziś i nie raz, nie dwa okazują się niezwykle zgrane i szczęśliwe. Więc tak do końca nigdy nie wiadomo. Poza jednym – jeśli ktoś Cię kocha i chce z Tobą być, to tak jest i już. Miłość to nie jest jakaś łaska, którą da się wyprosić. Nie trzeba o nią prosić. Jeśli trzeba, to nie jest miłość.

Po szesnastu latach nie czuję potrzeby obchodzenia Walentynek. Walentynki były wczoraj, kiedy byłam zmęczona całym dniem i mąż napisał, że przyniesie jedzenie. Potem spędziliśmy wieczór oglądając film, z leżącym na nas dzieckiem. Walentynki będą w weekend, kiedy pójdziemy razem na śniadanie do pobliskiej kawiarni. Będą dzisiaj, kiedy w środku nocy przytulę się, a on mnie obejmie. Każdego dnia, który wolimy spędzić razem, nawet na kanapie, niż z kimkolwiek innym. 

A świeże kwiaty mamy w domu zawsze.

Podoba Ci się? Udostępnij ten post

Riennahera

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska

Riennahera​

Prowadzę blog, podcast „Korespondencja z Londynu” oraz aktywnie działam w mediach społecznościowych. W Wielkiej Brytanii mieszkam od 2006 roku. Studiowałam historię i filmoznawstwo na Uniwersytecie w Glasgow. Przez wiele lat pracowałam w brytyjskiej prasie, obecnie jestem dziennikarką portalu polonijnego. Wydałam książki fantasy „Elfy Londynu” i „Podróżniczka” oraz non-fiction „Anglia. Czas na Herbatę” i e-book „Londyn z Riennaherą”. Mieszkam w Londynie z mężem i córkami.

9 Responses

  1. Rany jaki cudowny tekst, aż miło czytać coś tak mądrego. Wydaje mi się, że ludzie zawodzą się i nie znajdują 'miłości’ bo tak naprawdę jej nie szukają. Szukają za to wrażeń, silnych emocji, wzlotów i upadków jak w dramatach, burzy uczuć i cudowności. A miłość wydaje mi się być czymś strasznie prostym, wręcz prozaicznym: kochasz tę osobę po prostu bo tak, a ona Ciebie też po prostu bo tak. I tyle : )

  2. Czekolada i wino. U nas oddalam bym jeszcze camembert . Lekkie pioroo tak waznych i drobnych sprawach jak zycie.

  3. Ostatnie zdanie rządzi ? Napisałaś wszystko, o czym ostatnio zdarzyło mi się myśleć w temacie związków. Gratuluję posiadania takiego przyjaciela, sama uważam,że to naprawdę miód na sercu (tak serio to nie wiem, czy to jest odpowiednie porównanie – gdy u boku masz dobrego faceta, jest po prostu zajebiście,takie moje zdanie).

  4. Gratuluję stażu związku!
    Moja miłość, mój związek wygląda trochę podobnie. Raz, że mamy podobny staż – w kwietniu będziemy obchodzili trzynastą rocznicę związku. Dwa, mamy podobne doświadczenia i przemyślenia – mój mąż przede wszystkim jest moim najlepszym przyjacielem. Człowiekiem, z którym łączą mnie zainteresowania i poglądy. I to jest osobą, przy której chcę spędzić resztę mojego życia, przy której.chcę się zestarzeć. Z którą przerzucamy się cytatami z Szekspira albo z ulubionych filmów. Z którym jak z nikim innym potrafimy milczeć.

  5. Gratuluję udanego związku z długim stażem. Bardzo trafne porównanie do czekolady! I pamiętam wciąż to o byciu drużyną pierścienia przeciwko złu tego świata. 🙂 Podoba mi się też to Twoje „każdemu według potrzeb” jeśli chodzi o związki i nie tylko. 😉

    Ja mam podobne podejście do związku. Wczoraj świętowaliśmy 10-lecie bycia razem.
    A jako bardzo wrażliwa osoba źle znoszę wszelkie szalone emocje (nawet te pozytywne!) i zdecydowanie wolę taką czekoladową stabilizację od kokainy czy nawet zwykłych szalonych motyli w brzuchu. 😉

  6. Jak dobrze czytać o tym, że tak można żyć. W moim otoczeniu nie ma szczęśliwych, kochających szczerze par, więc ten tekst był dla mnie takim wewnętrznym zaskoczeniem, podmuchem nadziei na istnienie szczerych relacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *