rokzdzieckiem4
Riennahera

Riennahera

Co zmienia dziecko? Po pierwszym roku macierzyństwa

To już trzeci wpis z tej serii (poprzednie tu i tu). A może dopiero trzeci? Przez wiele ostatnich miesięcy nie potrzebowałam zbyt dużo pisać o dziecku. Bywało nieźle. Bywało ciężko. Widzę jednak, że pewne słowa powinny być matkom, w ogóle rodzicom, powtarzane często dla ich zdrowia psychicznego. Mam zatem dla Was dobrą wiadomość – wszystko mija. 

Było codzienne płakanie. Dziecka. Moje. Była wściekłość, frustracja. Ba, czasem coś co zahaczało o nienawiść, nawet jeśli trwało sekundy. Ale było. Był lęk, niepewność, skrajne wyczerpanie, złość. Większość minęła. Albo właśnie mija. Powolnym krokiem nadeszła stabilizacja. 

Ludzie mają tendencje do dogadywania “zobaczysz, jak to będzie…” cokolwiek sobie założysz. Kiedy nie możesz się czegoś doczekać, to straszą. Zobaczysz, jak będzie dziecko to się skończą zadbane paznokcie. Oglądanie seriali. Leżenie w łóżku do późna. Zobaczysz, jak zacznie się samo poruszać, to dopiero nie będzie spokoju. Będzie coraz gorzej i coraz ciężej. Równia pochyła. Zobaczysz, jak będzie chodzić, wtedy dopiero będzie. Jak zacznie mówić. Jak zacznie się samo sobą zajmować. Jak. Jak. Jak. 

Po roku czasu mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że to całe straszenie jest gówno warte. 

Wiecie, że nie jestem osobą, która gloryfikuje rodzicielstwo i jego cukierkowe wizje. Tak jak nie wynoszę go na piedestał cierpienia i nie taplam się w męczeństwie macierzyńskim. To nie jest fizyka kwantowa, to jest zwykłe życie. Robimy to od tysięcy lat. Robią to ludzie genialni i zupełnie niemądrzy. Jednym idzie lepiej, innym gorzej, ale to też nie znaczy, że od razu są jakąś patologią. Pierwsze miesiące z dzieckiem były dla mnie bardzo trudne. Czasami z nerwów wymiotowałam. Czasami bałam się zostawać z córką sama. Prawie codziennie płakałam. I też dałam radę. Większość rodziców da radę. 

To co najgorsze, minęło. To co najlepsze zaczęło się mnożyć. 

Mając roczne dziecko, wstaję rano pogodna. No, przez większość czasu. Zdarza się nam mieć ciężką noc, to wtedy nie. Nie myślę każdego nowego dnia, że oto znowu muszę zabić czas do powrotu męża i jakoś spędzić te długie godziny walcząc z poczuciem, że chcę uciec i nigdy nie wrócić. Czuję, że dam radę. Właściwie to w ogóle o tym nie myślę. To, że dam radę, stało się oczywistością. Były czasy, kiedy musiałam spędzać cały dzień poza domem, na wszelkiego rodzaju zajęciach z dziećmi, ponieważ nie umiałam poradzić sobie z córką i sobą w domu. Nawet myśl o byciu z nią w domu cały dzień, sam na sam, przerażała mnie. To też minęło. Z tym też się uporałam. Obecnie ta myśl jest nie tylko neutralna, ale czasem wręcz miła. 

Z czasem niemal wszystko zmieniło się na lepsze. Zachowanie i samopoczucie dziecka. Moje samopoczucie i cierpliwość. Relacja z mężem. 

Przestałam się przejmować. Czy przesypia już noc zgodnie z podręcznikiem? Czy śpi sama w łóżku? W swoim pokoju? Nie, nie i nie. Iona ma czternaście miesięcy i nawet nie mieszka w swoim pokoju. Nie wiem kiedy zamieszka. Może w tym roku. To jest w porządku, bo nam tak dobrze. Nie mamy instagramowalnej dziecięcej przestrzeni i to jest super. Tak jak super było ograniczenie obecności dziecka w social mediach i niepokazywanie twarzy. Najlepsza decyzja. Polecam, zwłaszcza dla zdrowia psychicznego.

Codzienne obserwowanie dziecka sprawia mi dużo więcej przyjemności. Bo to już konkretny mały charakter. Prawdziwy człowiek. Prawie codziennie robi coś nowego. Uwielbia zaskakujące rzeczy, jak opróżnianie zmywarki! (choć lepiej trzymać ją z dala od czegokolwiek tłukącego). Wkłada pranie do koszyka! Wyrzuca śmieć do kosza! Komunikuje się. Potrafi powiedzieć czy ma kupę w pieluszce czy nie. Choć czasem oszukuje. Potrafi odpowiedzieć czy chce iść spać. Jej zachowania są świadome, inteligentne, zabawne. Szczere. 

Jeśli to nie jest miłe, to nie wiem co jest. 

Po roku zdarza mi się czuć fale miłości. Potrafię płakać, bo boję się, że w tych okruchach tygodnia, które dziecko spędzi w żłobku, pomyśli, że jej nie kocham. Potrafię nie spać od 5.30, bo denerwuję się, że będzie ją bolało szczepienie. Nie odkładam jej zbyt szybko do łóżeczka gdy zaśnie, bo chcę ją poprzytulać. Bo owszem, zasypia mi często karmiona do snu albo bujana. I co z tego? Nam z tym dobrze. Tak jak całymi miesiącami nie czułam wpływu oksytocyny, tak czuję ją teraz. 

Najgorsze, co zmieniło się po roku, to seanse kinowe. Nie mogę już wchodzić na te dla bobasków, więc omijają mnie kinowe nowości lub muszę zostawić dziecko z mężem. Moją największą frustracją życiową w ogóle jest brak możliwości wspólnego chodzenia z mężem na siłownię. To w zasadzie najgorsze co się nam przydarzyło. Bo imprezy? Raz w roku organizujemy jedną u siebie. Dziecko dobrze się wtedy bawi. Puby? Chodzimy z córką. Znajomi? Widujemy się chyba nie rzadziej niż kiedyś. Ale siłownia jest nie do przeskoczenia. No i jeszcze cztery koktajle z rzędu w piątkowy wieczór w moim ulubionym barze. Ale to się nadrobi, kiedy odwiedzi nas rodzina i zostanie z bobaskiem. 

Dziecko dużo zmienia, ale od danej osoby zależy czy dużo czy wszystko. Czy na inne, bo nie powiedziałabym od razu z czystym sumieniem, że w każdym aspekcie “lepsze”, czy na gorsze. Różne jednostki mają różne warunki życia. Ktoś z wielką rodziną pod bokiem odczuwa pewnie zmiany mniej lub inaczej, niż rodzice bez częstego wsparcia bliskich. Może ktoś tęskni za imprezami, może za spaniem do późna. Ktoś inny po prostu adaptuje się do zmian i chce ewolucji. Wszystko kwestia osoby.

Na początku rodzicielstwa dość irytowało mnie anglosaskie podejście, nakazujące wspierać na każdym kroku słowami “you’re doing a great job”. Zawsze, kiedy wiedziałam, że idzie mi okropnie. Z karmieniem piersią, z organizowaniem codzienności, z walczeniem z przeziębieniem, z panikowaniem. Za każdym razem jak byłam na siebie zła, bo coś nie szło, słyszałam to samo. Ale to są ważne słowa i może niektórzy słyszą je zbyt rzadko. 

Gdybym miała dać komuś kilka rad, to byłyby następujące. Wszelkie informacje jak żyć przyjmuj tylko z profesjonalnych, medycznych źródeł. Peer reviewed, koniecznie. Instagram i facebook to nie są takie źródła. Nie porównuj się z innymi. Jeśli czujesz, że nie dasz rady i nie możesz na dziecko patrzeć – wyjdź z pokoju i nie patrz. Poproś o pomoc. Nie obwiniaj się. Jak najwięcej wychodź z domu. Jesteś tak samo ważnym człowiekiem jak dziecko. Dziecko chce mieć zadowoloną matkę. Nie musisz kupować miliona zabawek, nie potrzebujesz większości rzeczy. Nie ważne, co myśli sąsiadka, matka, ciotka i koleżanka. Rób swoje. Zaakceptuj, że niektóre sprawy będą nieidealne. Zaakceptuj chaos. Nie martw się zbyt dużo. 

Dobrze Ci idzie. Dasz radę. Będzie lepiej. Koniec końców wszystko minie. 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry