kozuch3
Riennahera

Riennahera

Dziesięć lat w tym samym kożuchu

Czasami cały świat sprzysięga się przeciwko Tobie. 

Zdjęcia do tego wpisu powstawały od ponad miesiąca. Chciałam Wam pokazać kożuch, który jest jednym z hitów mojej szafy i nie wyobrażam sobie bez niego życia. 

Udało się za trzecim podejściem. 

Pierwszy raz zrobiłyśmy z Kat Terek świetną sesję w pięknej części Spitalfields. Hipsterskie uliczki, świetne tło. Miałam super włosy, super zestaw, niezłe samopoczucie. Po powrocie do domu wsadziłam kartę ze zdjęciami do czytnika w komputerze, który leżał na łóżku. Po czym zasnęłam na tym łóżku z dzieckiem. Strąciłam komputer nogą, wstając z kilkugodzinnej drzemki. Rąbnął o podłogę, chyba upadł kantem, na kartę. Karta umarła. Sesja poszła się kochać. 

Płakałam. 

Drugi raz umówiłyśmy się z Kat w pewną niedzielę. Dla zobaczenia się z nią, wspólnego malowania i dla zdjęć pojechałam nawet na drugą stronę rzeki. Do południowego Londynu. Ja prawie nigdy nie jeżdżę do południowego Londynu, nie zgadzam się z jego istnieniem ideologicznie, więc to, że pojechałam, świadczyło o naprawdę specjalnej okazji i głębokim przemyśleniu sprawy. Miłości. POŚWIĘCENIU.

Lało tak bardzo, że nie byłyśmy w stanie wyjść z mieszkania. 

W końcu umówiłyśmy się po raz trzeci. Moja stylówa była już średnio mistrzowska, bo tamta mistrzowska po dwóch razach mi się znudziła. Poza tym cierpię obecnie na niepowodzenie fryzjerskie i po prostu nie wychodzę zbyt dobrze na zdjęciach. Nie jest idealnie, nie miałyśmy dobrego światła ani dobrej pogody. Ubrałam się, jakbym myślała, że jestem młodsza i zgrabniejsza niż jestem (bo tak w sumie myślę). Ale chrzanić to. Musiałam pokonać impas i oto został pokonany. 

Kożuch jest ze mną jakieś dziesięć lat i już kiedy do mnie trafił, był vintage. Odkupiłam go od Joanny Glogazy, znanej dawniej jako Styledigger. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć dlaczego Asia sprzedała to cudo, ponieważ jest skończenie doskonały. Owszem, czasem nie jest idealny dla mojej sylwetki (mam szerokie ramiona i biodra oraz brak wcięcia w talii, a on dodaje gdzieniegdzie szerokości), czasami nie wychodzi mi idealnie dobranie proporcji reszty stroju, ale to nie jego wina. Bo on jest idealny. 

Miękki. Wielki. Bardzo ciepły – kiedy trzeba, a kiedy nie trzeba, nie za ciepły. Hipsterski – kiedy mam ochotę. Elegancki – kiedy wypada. Stary i na czasie, jednocześnie. Do jeansów, sukienek, kozaków i obcasów. W zestawie może być cyberpunkowy, retro, romantyczny, rockowy, KAŻDY. No super jest, no!

Nie jestem nawet w stanie odkopać wszystkich wpisów, w których się pojawiał. Najstarszy jest z 2010. Spadłam w nim ze schodów ruchomych i przeżyłam, czy to nie cud? Miałam go na sobie na jednym z moich ulubionych zdjęć mnie EVER. I na jeszcze jednym. Miałam go na sobie kiedy pierwszy raz spotkałam moją wspaniałą przyjaciółkę (tak, wciąż chodzi o Kat).

No i to chyba tyle. W końcu ile można zachwycać się jednym starym kożuchem? 😉

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

3 thoughts on “Dziesięć lat w tym samym kożuchu”

  1. Paulina Hoffmann

    Jest coś takiego w kożuchach, że wystarczają na dziesięciolecia, przy czym cały czas wyglądają zacnie 🙂

  2. Fajny cykl, czekam na dalsze części! Aż zaczęłam szukać w swojej szafie takich części garderoby, o których bym sama napisała 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry