OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Riennahera

Riennahera

Czy warto kupić Dyson Airwrap Styler?

Hair IS everything

Nie jestem i nie będę włosomaniaczką. Nie mam do tego cierpliwości. Nie umiem skupić się na  przeczesywaniu całych forum informacji na temat mycia, suszenia i olejowania. A potem dochodzenia do tego co działa na mnie, metodą prób i błędów. Podziwiam, kiedy ktoś tę cierpliwość ma, ja nie mam. Ale jestem tylko człowiekiem i chcę mieć piękne włosy. Najlepiej jak najmniejszym wysiłkiem. Dlatego też kiedy mój umysł zarejestrował istnienie Dyson Airwrap Styler, popadł w pewien rodzaj obsesji i odczuł żądzę posiadania.

To nie jest wpis sponsorowany, chociaż bardzo bym chciała. Mam wrażenie, że zrobiłam Dysonowi większą reklamę niż niejednemu reklamodawcy. Zupełnie za darmo. Ba. Sama wręcz jestem na minusie, bo sprzęt został kupiony. Co wywołuje we mnie poczucie niesprawiedliwości i pokrzywdzenia. No, może nie do końca moje konto jest na minusie, bo sprzęt dostałam w prezencie od męża. A konta mamy osobne. Sama nie kupiłabym go sobie, bo w mojej głowie nie zasługuję na suszarko-lokówkę za 450 funtów. Na szczęście mój ukochany ceni mnie bardziej niż ja sama i pewnego pięknego letniego dnia, ozdobiony srebrną kokardką Styler czekał na mnie w salonie. 

Nie oszukujmy się, to jest bardzo wygórowana cena za zestaw do układania włosów. Nie dziwię się zatem, że bardzo dużo osób pyta czy warto, tym bardziej, że marketing Dysona obiecuje dużo. Dlatego przychodzę do Was z niezależną, nieopłaconą i bezstronną opinią. 

Tak, trochę kurzu i włosów. Jestem człowiekiem i używam rzeczy, które pokazuję. Zobaczyłam włos dopiero na zdjęciach.

Zestaw jaki jest każdy widzi. A jak nie widzi, to opisuję: zawiera suszarkę, na którą zakłada się nakładki. Standardową, do suszenia włosów jak zwykła suszarka, dwie pary lokówek w różnej wielkości, dwie szczotki do prostowania i wygładzania oraz okrągłą szczotkę. 

Sama używam szczotki do wygładzania z różowymi końcówkami i mniejszych lokówek, czasami nakładki suszarkowej. Okrągła szczotka mi się nie przydaje, nie umiem jej używać. W internecie jest mnóstwo tutoriali dla każdego elementu, jeśli ktoś miałby ochotę wycisnąć z zestawu wszystko co się da. Są też grupy w social mediach, sama jestem członkinią jednej i można się tam dużo nauczyć. Nawet używania okrągłej szczotki, ale wciąż szkoda mi czasu.

Tutaj układam grzywkę. Na co dzień traktuję tą szczotką całe włosy i w około 8 minut wyglądają tak jak we wpisie o chustach.

Zalety Dyson Airwrap Styler:

Zauważalnie skrócił się czas spędzany przeze mnie na układaniu fryzury. Wysuszenie na gładko po myciu zajmuje mi, z zegarkiem w ręku, osiem minut. Efekt – proste, gładkie, lśniące włosy. Wcześniej do podobnej fryzury niezbędna była mi suszarka i prostownica oraz przynajmniej dwadzieścia minut. Może więcej. Plus kolejne tyle czucia się źle, marudzenia i w ogóle focha. Rano każda minuta jest na wagę złota, więc to duży plus. Z dziećmi każda minuta bywa na wagę platyny, a ładne włosy dla wielu są luksusem. W takich okolicznościach bardzo Styler polecam.

Uwaga: Ja mam włosy dość cienkie, suche i średniej długości, nie wiem jak wygląda sprawa oszczędności czasu w przypadku włosów grubych i bardzo długich.  

Włosy są w lepszym stanie. Nie są przepalone, po wysuszeniu błyszczą (jeszcze raz polecam spojrzenie na wpis o chustach). Następnego dnia też mają ładny kształt. Moje włosy nie są ani bardzo oporne na układanie ani bardzo podatne, muszę się trochę napracować żeby wyglądały ładnie, ale i nie jest to katorga, więc może to też jakaś wskazówka dla Waszych włosów.

Mój mąż zauważył, że przestałam narzekać na włosy. Nie, nie są idealne, ale są dużo lepsze. I mniej się nimi zajmuję. Krócej nad nimi siedzę. Jeśli kochasz się pięknić, to może nie zaleta. Mnie zależy na czasie. 

Dyson Airwrap Styler jest też bezpieczniejszy niż lokówki czy prostownice, które miałam do tej pory. Żeby się nim oparzyć, trzeba naprawdę chcieć i dość mocno się postarać, ponieważ kontrolujesz temperaturę jednym pstryczkiem. Można go też spokojnie odłożyć kiedy w okolicy jest dziecko, bo nie oparzy się. Różnica w działaniu między nim i innymi sprzętami jest taka, że nie polega na traktowaniu włosa temperaturą nagrzanej powierzchni (jak lokówki czy prostownice), a ciepłym powietrzem. Sama lokówka jest małą suszarką.

Wady Dyson Airwrap Styler:

Nie oszukujmy się. Cena. Jest odstraszająca i z pewnością dla wielu zaporowa. To jest specyfika wszystkich produktów Dysona, raczej nie do przeskoczenia. U nas się sprawdzają, mamy też odkurzacz i wiatraki, ale rozumiem zupełnie, jeśli kogoś zniechęca.

To nie jest też magiczna różdżka do loków. Myślę nawet, że zwykłą lokówką może być łatwiej uzyskać lok. ALE…łatwiej jest również zniszczyć nią włosy oraz oparzyć się. Cały zamysł sprzętu ma polegać na byciu łagodnym dla włosa. Zatem jednocześnie ta wada jest w pewnym sensie zaletą. Kiedy już opanuje się odpowiednią dla własnych włosów technikę, potrafią trzymać się kilka dni (mnie się udało), ale trzeba się trochę pouczyć co dla kogo działa.  A to też zajmuje czas, wolałabym nie musieć się uczyć.

Wiem, że do długich włosów potrzeba cieńszych lokówek, są do dokupienia osobno. Na chwilę obecną nie zamierzam w nie inwestować. Przy takiej cenie dopłacanie za cokolwiek dodatkowo jest dość słabe. Z tego co wiem, wielu osobom te węższe długie końcówki się sprawdzają, więc może warto.  No ale, uważam, że przy takiej cenie sprzęt powinien mi śpiewać i podawać herbatę. Ten tego nie robi i ma trochę za uszami.

UWAGA

Żeby włosy trzymały się po zakręceniu, trzeba użyć jakiegoś produktu przed suszeniem (np. pianka) i sporej ilości lakieru po ułożeniu. W międzyczasie dobrze też na jakiś czas podpiąć loki. To nie jest wielka tajemnica, ale wiele osób może oczekiwać, że one się tak trzymają same z siebie. Więc niekoniecznie. 

WERDYKT:

Dla mnie warto. Holistycznie. Za całokształt. Bo poprzednia suszarka, prostownica i lokówka nie zostały użyte odkąd odpakowałam Styler. Zastępuje mi je wszystkie, na dodatek w zgrabnym opakowaniu stoi pod kaloryferem w łazience i nie przeszkadza. Nikt mi w nim nie grzebie, przynajmniej większość czasu. Wcześniej trzymałam wszystkie sprzęty w dużym wiklinowym koszu i suszyłam włosy w sypialni, więc budziłam męża lub dziecko, albo wyganiałam go jeśli coś oglądał. 

Czy cieszę się, że go mam? Tak. Czy wyparł wszystkie inne sprzęty, których używałam do tej pory? Tak. Czy zmienił mi komfort życia? Tak. 

Ale…

To jest tylko sprzęt do układania włosów. I to naprawdę drogi. Bardzo go lubię i cieszę się, że go mam, ale nie uważam, że jest niezbędny do życia. Oszczędza mi czas i poprawia wygląd włosów, ale nie uważam, że warto sprzedawać nerkę, żeby kupić sobie Dysona. Ani odmawiać sobie posiłków przez kilka miesięcy. Jednak jeśli ma się trochę pieniędzy na zbyciu i brak naglących potrzeb – to jest fajny. 

Odkąd używam tego sprzętu, często dostaję miłe komentarze dotyczące włosów. Przy czym pewnie gdybym mocno zaangażowała się w tematy włosingu, mogłabym też osiągnąć dobre efekty. A może i nie. 

Niemniej, wybór zostawiam Wam. Nie powiem, że musisz go mieć. Ale jeśli będziesz mieć, pewnie nie pożałujesz. 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry