Są Walentynki. O miłości klepię tu odkąd powstał ten blog. Każdy będzie dzisiaj mówił o miłości. A my…porozmawiajmy o seksie.

W ogóle nie podejrzewałam, że będę pisać na ten temat. Kiedy jednak podczas sesji Q&A na instagramie padło pytanie czy będę pisać o zabawkach erotycznych, a potem posypały się entuzjastyczne wiadomości, że chcecie o seksie czytać, dało mi to do myślenia. Nie będę dzisiaj pisać zbyt dużo o zabawkach, ale wyjaśnię też dlaczego nie.

Tak samo jak daje mi do myślenia popularność profili takich jak Kasia Co z tym seksem. Nie dlatego, że mam wątpliwości co do jakości, bynajmniej. Nie znalazłam tam jednak prawie niczego, o czym bym nie wiedziała.
A nie uważam się za ekspertkę. Nie uważam się za bardzo seksualną osobę. Ani za nie wiadomo jak doświadczoną. Zaskakuje mnie jednak czego ludzie nie wiedzą i czego się wstydzą.

Mało co mnie szokuje. Sądzę, że robiłam sporo rzeczy, których “przeciętny” człowiek może nie robił. Nie są mi obce tematy różnorakich rodzajów seksu. Zabawek. Masturbacji. Pornografii. BDSM. Różnych eventów i miejscówek dla dorosłych. Pracowałam w sex shopie. To tak stricte seksualnie. I dalej nie uważam się za doświadczoną. Obyczajowo – nie wszystko rozumiem, nie uważam się za świetną ally, ale nic (co nie krzywdzi bezpośrednio innych, nie, PROMOCJA ELGIEBETE to nie krzywda) mnie nie oburza. Nie będę wypisywać z kim to ja się trzymam lub trzymałam, mieszkałam, pracowałam czy przyjaźniłam, bo to nie jest żaden wyczyn. Bo to po prostu…normalne i codzienne? Ludzkie. Wszystko inne byłoby nieludzkim.

Jednocześnie w tym wszystkim nie potrzebuję rozmawiać o seksie jako akcie, którego dokonuję lub którego dokonują inni. To znaczy, jeśli ktoś by chciał, to nie mam problemu. Gdyby przyjaciółka chciała się poradzić, pożalić albo pocieszyć, to nie ma sprawy. Ale nie szukam aktywnie takich rozmów. Nie rozmawiam o penisach z koleżankami nad winkiem. Bo jakby, penis to penis, spoko sprawa, ale jestem zadowolona z tego, z którym się zadaję i inne mnie jakoś nie ciekawią. Ostatnio rozmawiałam o seksie z jedną z moich przyjaciółek, nawet więcej niż raz, i nie czułam, żeby rozmowa toczyła się inaczej czy bardziej ekscytująco niż kiedy rozmawiałyśmy o maszynkach do mierzenia ciśnienia. Nie mam problemów, które chciałabym rozwiązać. To znaczy mam. Chciałabym więcej seksu, tak jak i więcej snu i więcej czasu bez dzieci. Bo wpłynęły mocno na wszystko. Ale po doświadczeniu ze starszą córką, wiem, że w końcu wszystko się jakoś ułoży.

Pisałam o tym niejednokrotnie, zamierzam dalej to pisać i niekoniecznie dbam o to czy to kogoś uraża czy nie. Ponieważ seks jest jedną z podstawowych potrzeb życiowych, małżeństwo z kimś, z kim nie uprawiało się seksu uważam za szaleństwo, w porywach za rosyjską ruletkę. Od satysfakcjonującej i zdrowej relacji seksualnej zależy tak wiele w relacji, że gdyby moje dziecko powiedziało, że będzie czekać z seksem do ślubu, byłoby to dla mnie większym szokiem niż nastoletnia ciąża. Kwestionowałabym swoje umiejętności wychowawcze.

Zadowolenie w sferze seksualności, zarówno pod względem samych stosunków i relacji, jak i tożsamości i wszelkich około psychologicznych tematów, jest jednym z niezbędnych elementów człowieka szczęśliwego. A człowiek szczęśliwy jest bardzo niebezpieczny, ponieważ jest asertywny, pewny siebie i nie jest nim tak łatwo manipulować, pociągając za sznurki lęków i frustracji. Dlatego seks jest może nie najważniejszy, ale z pewnością jest wysoko na liście priorytetów. Może nie jak jedzenie czy mycie się, ale wciąż jako niezbędny element higieny psychicznej zdrowego człowieka. Dlatego zdecydowana większość religii reguluje tę sferę…Dlatego zwłaszcza kobieca seksualność (chociaż nie tylko) od zarania dziejów była tłumiona, obwarowana konwenansami i traktowana jako wyznacznik wartości. Dlatego XIX-wieczny mężczyzna dbał o rodzinę, jeśli w ramach radzenia sobie z “mrocznymi żądzami” odwiedzał prostytutki, by nie plamić swojej czcigodnej żony. Same prostytutki (i nie poprawiajmy tutaj pojęcia na sexworkerki, mówimy o desperacko próbujących przeżyć XIX-wiecznych kobietach) uosabiały natomiast jedną z najniższych form upadku, podczas gdy czcigodne żony miały siedzieć w domu z buzią w ciup i nie interesować się zanadto mężowskimi fantazjami. Ani broń Boże nie mieć własnych!

Seks może być magią i transcendentnym przeżyciem i w ogóle. Wszystkim tego życzę, jeśli mają ochotę. Ale to jest też pragmatyczny sposób na budowanie bliskości i zachowanie równowagi psychicznej. Na podtrzymywanie zdrowej relacji. I tak jak magii i transcendencji może nie da się planować (chociaż moim zdaniem można), tak dbanie o zdrowie jak najbardziej się da. I trzeba to robić. Co wiem zwłaszcza jako matka dwójki małych dzieci, które pożrą tyle czasu ile tylko jest się w stanie im poświęcić.
Nie, uśmiech bąbelka nie zastąpi w relacji ostrej akcji. Intymności. Nie i już.

I teraz, dlaczego nie piszę o zabawkach.
Ponieważ są dla mnie sprzętem jak butelka z wodą na siłownię. Są, czasem ich potrzeba, czasem nie potrzeba, ale fajnie użyć, posiadam, używam, tyle. W parze, samotnie, różnie. Ostatnio mało, bo mi się nie chce. Ale ostatnio nic mi się nie chce, a największą satysfakcję sprawia posprzątane mieszkanie. Minie mi, kiedy się w końcu wyśpię. Been there, done that.

No, to tyle ode mnie. Nie wiem czy tego się spodziewałyście. Nie wiem czy się z tym zgadzacie. W gruncie rzeczy chyba nie do końca sprawia mi to różnicę. O ile jestem w stanie uszanować odmienne zdania, to w tej sferze nie czuję potrzeby zmiany własnego zdania ani pomocy (chyba, że ktoś chce zabrać na kilka godzin na spacer moje dzieci…), a o swoją edukację dbam na bieżąco. Nie jest to dla mnie tabu, nie jest powód do wstydu. Lubię seks, uprawiam seks, czasami waniliowy, czasami nie, stosuję antykoncepcję, jestem za powszechnym dostępem do aborcji, chociaż mam dwójkę dzieci, a może właśnie dlatego.

Jak na tekst o seksie wyszło mi chyba wyjątkowo nudno i nieseksownie, co? A może dobrze, może warto o seksie rozmawiać i pisać tak jakby był to przepis na ciasto. Bez pruderii, bez ekscytacji, jako coś zwykłego i codziennego.

PS Ten tekst miał mieć formę “10 myśli o seksie”, ale zmieniłam ją, ponieważ przestała mi zupełnie pasować. Jeśli chcecie przeczytać “10 myśli o seksie”, dajcie znać. Napiszę je kiedy indzie. Myśląc inne myśli. Kto wie, może nawet seksowne.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

3 thoughts on “Porozmawiajmy o seksie”

  1. Przyczepię się do jednego.
    „jestem za aborcją,”
    Nie znam osobiście nikogo kto by „był za aborcją”
    Znani mi ludzie są za „możliwością aborcji” czy „niekaraniem aborcji”

    To może wydawać sie składniowy drobiazg, ale …

  2. Szczerze mówiąc, jestem zaskoczona, że pojawił się u Ciebie taki wpis. Wiem, że to brzydko tak oceniać, ale (eh) gdybym miała jednak…to kojarzysz się mi się jako osoba, która raczej robi to „pod kocykiem” przy zgaszonym świetle, a gdy tylko ktoś porusza przy tobie ten temat, to się rumienisz na samą myśl. A tu niemałe zaskoczenie. Jestem Ci wdzięczna za to, że napisałaś to tak po ludzku i bez skrępowania. Jeżeli gdzieś w tym komentarzu cię uraziłam, albo przekroczyłam jakąś granicę, to z góry przepraszam. Ale ciężko mi przy takich postach wyczuć, co jest ok, a co nie.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry