styl wskazowki
Riennahera

Riennahera

Własny styl – 9 nowych wskazówek

Tekst o znajdowaniu własnego stylu cieszył się dobrym przyjęciem. Ponieważ styl to proces i w tym aspekcie wciąż coś się dzieje, pomyślałam, że nie zaszkodzi powracać do tematu częściej.

W ciągu minionego roku zaczęłam ubierać się nieco inaczej. Chcę powiedzieć, że prościej. Chyba wszyscy zaczęliśmy, prawda? Pandemia i bycie w domu nie pozostały obojętne dla tego jak się prezentujemy i co jest w tej prezencji dla nas ważne. Chociaż pandemia miała na mnie mniejszy wpływ niż macierzyństwo. A macierzyństwo miało na mnie podobny wpływ co i dorastanie, a może nawet starzenie się.
To nie jest tylko kwestia minionego roku, ta przemiana trwała zapewne dłużej, ale ostatnio dużo bardziej ją czuję. Odwyk od ubrań jest na pewno wynikiem tych zmian. Kiedyś taka decyzja byłaby ponad moje siły. Zakupy były wielką przyjemnością, eskapizmem, nałogiem. Idzie mi czasem lepiej, czasem gorzej, ale od dłuższego czasu byłam gotowa na zmianę nastawienia do kupowania i posiadania. Nie jest jeszcze tak jak bym chciała, ale idzie ku lepszemu.

Ktoś na instagramie zadał pytanie, gdzie kupuję swoje piękne sukienki, a ja nie wiedziałam o jakie sukienki chodzi, bo chodzę niemal wyłącznie w spodniach i swetrach.
Sukienki i styl boho całymi latami były dla mnie sposobem na wyrażanie siebie i elementem marki osobistej. Tymczasem nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz miałam na sobie boho sukienkę. Kiedyś niemal nie chodziłam w spodniach, obecnie ostatni raz miałam na sobie jakąkolwiek sukienkę półtora miesiąca temu.
Te sukienki wrócą, na pewno. Ale w tej chwili styl życia dyktuje warunki. No i właściwie decydujący argument i nie wiem czemu wpadłam na niego na końcu. Wciąż karmię piersią i krótka sukienka bez rozpinanego przodu, czyli duża część moich sukienek, to nie strój dla mnie na ten moment życia. A te z rozpinanym przodem mam długie. Wciąż uważam, że sukienki są wygodne, niemniej łatwiej potknąć się znosząc po schodach wózek w maxi kiecy niż w getrach.

Poniżej wypisałam uwagi, wskazówki i zasady, o których ostatnio myślałam.

1

Trzymam się kolorystyki, w której wiem, że mi dobrze.
Tutaj nie eksperymentuję. Moje kolory to brązy, pomarańcze, beże, kremy, biele, niektóre odcienie szarości. Ładnie mi też w niebieskim.
Nie wyglądam najbardziej twarzowo w czerni, granacie, czerwieni, słabo czuję się w fioletach i zieleniach (chociaż tu już kwestia gustu, teoretycznie rude włosy wyglądają z nimi świetnie).
Trzymam się mojej kolorystyki, bawiąc się w jej zakresie fakturami, sylwetkami, krojem. Jeśli noszę coś nie moim kolorze, przy twarzy dobrze robi szalik czy czapka w moim.

2

Z powodu powyższego punktu, nie do końca zgadzam się, że w pewnych klasykach każdemu dobrze. Bo mnie w małej czarnej niespecjalnie dobrze. Olga Drenda pisała niedawno, że bardzo niefajnie wg siebie wygląda w białej koszuli, która ma być niby klasyką dla każdego. Wszelkie “reguły” i “musthewy” to tylko i wyłącznie opcje. Naprawdę nie musisz mieć czarnych szpilek ani białej koszuli, ani małej czarnej sukienki. Możesz mieć eleganckie mokasyny, bluzkę w kolorze, w którym Ci najładniej i szerokie spodnie.

3

W zeszłym roku zobaczyłam jak fajnie wyglądałam w getrach i tenisówkach na siłownię w połączeniu z moim codziennym, elegantszym płaszczem. Zobaczyłam, bo trenerka zrobiła mi zdjęcie na dachu budynku, kiedy przyszłam do niej ćwiczyć. Wcześniej nie przyszłoby mi na myśl, żeby ubrać się tak “do ludzi”.Włączyłam to połączenie do asortymentu codziennych zestawów, pojawia się coraz częściej. A ja wcale nie czuję się mniej nonszalancka. Wręcz bardziej.
Eksperymentować można w obrębie własnej szafy.
Życie znajdzie sposób. Jeśli ma okazję. Ja ze swoim bałaganiarstwem na przestrzeni lat niejednokrotnie podnosiłam coś z podłogi, upewniając się jedynie, że jest czyste lub “jeszcze wystarczająco czyste” i przypadkowo dobrane w pośpiechu rzeczy (bo na przykład zaspałam i musiałam już wychodzić do pracy) okazywały się fajnym połączeniem. Obecnie staram się trzymać względny porządek i to co leży na podłodze upychać w garderobie, niemniej całymi latami przed trzydziestką żyłam w taki sposób. Nie polecam, ale ma to jakieś jasne strony…Chaos jest wspaniałym stylistą.

4

Lata temu, kiedy dużo bardziej interesowałam się portalami plotkarskimi, trafiłam na jakiś cytat, że prawdziwe sławy “don’t need to dress up, they dress down”.
Wtedy byłam młodą studentką żyjącą na mrożonej pizzy, mój wizerunek był dla mnie jedną z nielicznych sfer, w której mogłam się spełniać. Nie umiałam pojąć tego cytatu.
Obecnie żadna ze mnie sława, ale też nie zależy mi tak co myślą o mnie inni, spełniam się na różnych polach i jestem matką w wieku balzakowskim, która pragnie przede wszystkim snu i spokoju, więc podejście trafia prosto w moje serce.
To nie znaczy, że obojętne mi co mam na sobie, bo potrzebuję mieć na sobie coś w czym czuję się dobrze. Ale potrafię czuć się dobrze i wartościowo i sobą zarówno w pięknej sukience jak i w getrach i trampkach.
Prawdziwa nonszalancja wygrywa z nonszalancją wystudiowaną.

5

Ubrania po domu też muszą być ładne. Zwłaszcza, kiedy spędza się czas na pracy zdalnej i nie ma motywacji do codziennego ogarniania się bardziej niż trzeba. Przez “ładne” nie mam na myśli nie wiadomo czego. Bluza i getry bluzie i getrom nierówne. Można mieć na sobie jeansy i T shirt i czuć się jak milion dolarów (i tak wyglądać), a można wyglądać jak zmięty dolar.
Myślę, że styl w dużej mierze wynika z samopoczucia. Wiem w jakim stopniu ubranie, w którym czuję się ładnie wpływa na moje samopoczucie. Tak, mogę czuć się ładnie w zwykłych, wygodnych ubraniach “po domu” i czuć się brzydka w wymyślnej sukience. Chodzi mi o to, żeby “po domu” to nie była sprana bluza “na dobicie” i najgorsze jeansy. Chyba, że taka stylówka na grunge, to może być.
Właśnie kupiłam sobie niebieską bluzę i getry, które zamierzam nosić po domu i do niewymyślnych czynności zewnętrznych jak zakupy spożywcze, ale jest mi w nich miło. I o to chodzi.

6

Dobre basicowe bazy naprawdę robią różnicę. Tak, dobra koszula, dobry Tshirt, dobre jeansy czy cokolwiek nosisz na co dzień warte są zainwestowania. Tak, widać różnicę. W ogóle po latach wydawania pieniędzy na tanioszki z najtańszych sieciówek, wolę wydać więcej pieniędzy na mniej rzeczy…w trochę droższych sieciówkach, hehe. Etyczne i niezależne marki to inna historia, niektóre są wspaniałe, inne oszukane lub przereklamowane. Ale nie o tym chciałam. Zajęło mi sporo czasu zrozumienie, że wystarczy mi pięć koszulek, ale bardzo dobrych, zamiast dwudziestu taniutkich. Tak, naprawdę widać różnicę.
Tutaj uwaga, że przy braku środków finansowych, niektóre świetnej jakości rzeczy znajdzie się tanio z drugiej ręki. W taniej odzieży bywają jeansy, swetry czy koszule bardzo dobrego gatunku. Zwłaszcza swetry – wiele z moich najlepszych swetrów pochodzi właśnie z lumpeksów.

7

Nie ma kolorów, których nie można łączyć.
Ostatnio Adam Chowański na instagramie pokazywał, że jak najbardziej można łączyć brązowy z czarnym. Madafaka, no raczej, że można. Sama robię to regularnie i świat się nie zawalił. Co więcej, czasami to moje najlepsze połączenie. A jeszcze kilka lat temu czułam się beznadziejna, że nie przekładam wszystkiego do czarnej torby, kiedy zakładam czarny płaszcz…Na szczęście na starość przestaję przejmować się wymysłami i konwenansami. Styl jest dla mnie, nie ja dla niego.

8

Rozmyślam sobie ostatnio nad savoir-vivre mody i tym co wypada, a co nie. Jak z tymi kolorami.
Miałam iść na ślubowanie królowej do ratusza i zastanawiałam się co na siebie założyć. Jest pandemia, więc w zasadzie nikomu nie sprawia to różnicy, nie mogłam zaprosić gości, a wszyscy i tak mieli maski.
Pomyślałam, że mimo wszystko jakoś nie wypada w jeansach. Czy naprawdę? Myślę, że można jeansy ubrać tak, że będzie się wyglądało porządnie i dość elegancko.

Oczywiście, mnóstwo osób było w jeansach i sportowych butach. Tak mniej więcej połowa.


Pamiętam jak moja babcia poszła w liceum na wywiadówkę, kiedy mama wyjechała. Usłyszała, że jedna z dziewczyn poszła do opery w trampkach i modliła się w duchu, żeby nie okazało się, że to ja.
Mieszkając w Londynie chodzę do teatru częściej niż kiedykolwiek w życiu. Sądzę, że chodzę do lepszych teatrów. Na scenie oglądam wielkie gwiazdy. I nigdy nie chodzę w trampkach czy jeansach, chociaż mnóstwo osób chodzi i nie śmiałabym na nie spojrzeć krzywo z tego powodu. Ja nie robię tego niejako na pamiątkę lub z własnej potrzeby.
Kiedyś oburzałam się widząc osobę na spotkaniu z Prezydentem RP, ubraną w sweter. Dziesięć lat temu skrzywiłam się, kiedy kandydatka na rozmowę o pracę przyszła w swetrze z golfem i jeansopodobnych spodniach.
Sama nie ubrałabym się tak na żadną z tych okazji. Ale obecnie ani jedno ani drugie by mnie już chyba nie obeszło.
Kandydatka okazała się dobrą pracowniczką i fajną koleżanką.
Jaka tu wskazówka?
Hmm. Chyba róbmy co uważamy za słuszne i pilnujmy swojego interesu.

Zdjęcia Kat Terek

9

Jedną ze spraw, które miały najlepszy wpływ na moje zadowolenie z własnego stylu, było odrzucenie pojęcia, że muszę być “jakaś”. To znaczy tak, JA sama z siebie chcę pokazywać ubraniami swoje poczucie estetyki, szeroko pojętą wrażliwość czy nawet w jakiś sposób poglądy, ale wszystko to wynika z moich potrzeb.
Nie czuję już, że powinnam być modna i na czasie z trendami. Nie czuję, że muszę podkreślać swoje atuty (choć czasem lubię). Nie czuję, że muszę wyglądać atrakcyjnie i podobać się innym.
JA muszę się czuć dobrze. Czasem oznacza to bluzę dresową i tenisówki, a czasem super obcisłe spodnie podkreślające mi długie i szczupłe nogi. W żadnym wydaniu nie czuję się mniej wartościowa czy mniej kól.
Chcę być SOBĄ, a nie projekcją czyichś wyobrażeń, naśladowaniem czyjegoś wizerunku i klientem czyjegoś marketingu. Mogę korzystać z różnych źródeł inspiracji, ale niczego NIE MUSZĘ.

Na koniec mam małą anegdotę.
Byłam niedawno na spacerze z koleżanką. Miała na sobie fajną puchową kurtkę, uważałam, że wygląda bardzo designerko i artystycznie. Zresztą skomentowałam to. Okazało się, że to kurtka, którą ma od wielu lat, niezbyt dobrze się w niej czuje i chciałaby ją wymienić na inną.
To trochę jak moja stylówa muzealna, którą widzicie na zdjęciach. Założyłam proste rzeczy, żeby łatwo się rozbierać i wygodnie nosić dziecko. A dostałam najwięcej komplementów odnośnie stylu od miesięcy.
No i nie dogodzisz. Moda, jak w piosence Flights of the Concords, jest nieznajomym i jest niebezpieczna.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry