macierzynstwo3
Riennahera

Riennahera

Prymitywne macierzyństwo

Co dzieje się w świecie zwierząt z samicami, kiedy zostają matkami? Z samicami ssaków, doprecyzujmy. Chociaż może nie tylko? Oprócz tego, że opieka nad potomstwem najczęściej spada wyłącznie na nie (cóż, tak został stworzony świat…oczywiście od tego mamy cywilizację, żeby go zmieniać), to są bardziej skuteczne i…bardziej agresywne. Muszą robić wszystko co robiły do tej pory i jeszcze opiekować się małymi. Ze zwykłej tygrysicy, słonicy, sarny czy kotki stają się super zwierzęciem. Owce, które normalnie uciekają gdy tylko zobaczą jak się do nich zbliżasz, nagle stają na środku ścieżki i nie odpuszczą, dopóki ich młode nie znajdą się w bezpiecznej odległości od Ciebie. Co czasem oznacza, że Ty się wycofasz.

Cywilizacja bywa wspaniała.
Cywilizacja bywa toksyczna.

Człowiek to ssak jak każdy inny. Chociaż jednocześnie zupełnie inny. Czasami na chwałę stworzenia, czasami ku rozpaczy. Mimo cywilizacji, nie jest nam aż tak daleko do zwierząt. Tak, większość opieki spada na nas. Tak, musimy robić większość tego co wcześniej i jeszcze dbać o małe stworzenia. Tyle, że nasze małe stworzenia są bezbronne przynajmniej przez kilkanaście lat. Mała żyrafa wstaje po urodzeniu, młode tygrysy usamodzielniają się po kilku latach. Więc jednak mamy trochę bardziej przerąbane.

Osobiście w macierzyństwie czuję się blisko tej pierwotnej zwierzęcej roli. Jestem w stanie pokonać więcej przeszkód niż kiedykolwiek wcześniej. Jestem w stanie bronić dzieci ze wszystkich sił. Nawet przed sobą. A może przede wszystkim przed sobą, kiedy kolejnej nocy nie śpię, bo skok rozwojowy, albo ktoś wyciąga mnie z łóżka, bo muszę pomóc się ubrać, bo zimno, a sama nie może, chociaż świetnie umie. Kiedy mam ochotę rzucać mięsem i meblami, a nie robię tego, tylko wstaję i się uśmiecham. Jednocześnie wsłuchuję się bardziej w siebie. Śpię, gdy muszę spać. Dbać o siłę i sprawność, zarówno fizyczną jak i psychiczną.
I tak dalej.
I to wszystko jest naturalne i zdrowe i takie normalne, czyż nie? A jednak, tu wchodzi z butami cywilizacja. Te naturalne odruchy bywają wyśmiewane, krytykowane, podważane. Nazwaliśmy je, między innymi, określeniem “madki”. Tak, tak, wiem, “madka” jest specyficzną, “roszczeniową” postacią, bez klasy, empatii i szacunku do innych. Jasne. Natomiast słowo używane jest jako młot na każdą kobietę, która ma czelność mieć dziecko i na dodatek jakąkolwiek asertywność. Zupełnie poważnie, oberwałam określeniem, kiedy po prostu nie zgadzałam się z kimś w dyskusji.
Oczywiście, osoby próbujące wyłudzić coś za darmo “bo dziecko” lub ogólnie nieprzyjemne i usprawiedliwiające wszystkie niemiłe zachowania “bo dziecko” są irytujące. Niemniej rozumiem wiele “madkowych” zachowań, bo to zachowania naturalne. To, że jesteś bardziej cięta na świat, który wcale nie dba na co dzień o dobro i bezpieczeństwo Twojego potomstwa? To, że broniąc go robisz się bardziej nerwowa? To, że dla niego czasem musisz przepychać się łokciami? To natura. Tak, staram się w mojej codzienności być miła, przyjemna i kulturalna, ale czasami się nie da. Jeśli chodziłoby tylko o mnie, to ja przyjmę kuksańca czy inne niedogodności. Jeśli chodzi o dzieci – nie. Takie moje zadanie. Karmić, wychowywać, uczyć i chronić. Jak owca, jak słonica, jak łania.

Cywilizacja próbuje unicestwić prymitywną siłę macierzyństwa, zakopując te instynkty w instagramowych wizjach dziecięcych pokoików i rzyganiu tęczą. Tak jak przez wieki władcy do społu z przywódcami religijnymi kierowali energię ludu w sakralne rytuały, ceremonie i przestrzeganie przepisów, tak dzisiaj niewidzialnym władcą i neoreligią jest jak najszybsze wciśnięcie się w jeansy sprzed ciąży, udawanie, że dziecko jest najwspanialszym osiągnięciem naszego życia i to wszystko z nienaganną fryzurą i zrobionym przez profesjonalistkę makijażem, sfotografowane przez profesjonalnego fotografa na tle fal. Bo inaczej “moda na brzydotę”. Oczywiście wszystko masz ogarnąć sama, a przynajmniej udawać, że ogarniasz sama. To kwestia organizacji, każdy ma tyle samo godzin w dobie, inne kobiety dają radę, więc o co chodzi?

Lubię estetykę jak każdy. Ale mierzę siłę na zamiary. Moje dzieci przetrwają bez mamy idealnie umalowanej na plaży i w pokoiku, który nie jest najbardziej fotogeniczny na świecie. Nie przetrwają z matką przemęczona i nieszczęśliwą.

Z drugiej strony cierpiętnictwo też bywa dobrą walutą, sprzedawaną jako sensacyjna prawda o życiu. Nie każdy w ciąży czuje się jak w najgorszej chorobie (chociaż ja tak) i nie każdy na myśl o porodzie ma ochotę płakać i wymiotować (chociaż ja tak miałam miesiącami). Nie każdy po ciąży ma skórę rozciągniętą i pomarszczoną, którą można by zwinąć w rulon, albo i rozstępy na wzór tygrysich pasków (na przykład ja nie), nie każdy ma problemy ginekologiczne. I tak dalej, i tak dalej. Ale nie chodzi tu o jakąkolwiek licytację. Niektórzy mają gorzej, inni lepiej. Jedni są spełnieni i najszczęśliwsi, inni zupełnie nie. Rzeczywistość po prostu jak zwykle leży pośrodku. Jest jak natura, zarówno bezczelnie piękna i okrutna. To fale miłości i wielkie szczęście oraz krew, znój i cierpienie. Czasem na raz. Normalizowanie ciężkich aspektów życia w ogóle, nie tylko w przypadku bycia matką czy po prostu rodzicem, jest chwalebne. Popieram ze wszystkich sił. Natomiast tworzenie wizji ogólnej beznadziei i codziennej walki o przetrwanie, tylko i wyłącznie walki, bez dobrych momentów – już nie bardzo. Jeśli coś jest tylko i wyłącznie walką i nie ma wytchnienia, coś jest mocno nie tak.

Uwielbiam film “Księżniczka Mononoke”, ponieważ znajduję tam bardzo przekonujące postaci matek w agresywnej wilczycy uosabiającej naturę, ale i w Lady Eboshi, która jest w pewien sposób matką stworzonej przez siebie społeczności. Obie są brutalne i krwiożercze. Obie z pewnością są nieprzyjemne i roszczeniowe, w zależności od punktu widzenia. Bo obie bronią tego, co dla nich cenne i co samo się nie obroni: pierwotnego lasu, przyrody, dziecka, próbującej przeżyć osady, złożonej między innymi z uratowanych z domów publicznych kobiet i trędowatych. To niejednoznaczne postaci, jednocześnie czułe i okrutne, jak natura. Jak matka. Jak…człowiek?

Natura to słowo, którym obrywamy z każdej strony i w tym tekście powraca w co którymś zdaniu. Mamy rodzić siłami natury, karmić dzieci naturalnymi produktami, ubierać w naturalne tkaniny, spędzać czas w naturze i wspierać naturalne talenty. Najlepiej zaraz po urodzeniu. Natura wyskakuje z lodówki. Natura do kwadratu.

Ale już naturalny okres połogu po porodzie jest na przykład tabu. Naturalne dla naszych organizmów poronienia również. No i kilka tygodni po porodzie powinnaś wyglądać przynajmniej tak samo jak przed. Najlepiej bez wysiłku, ćwiczeń czy głodówki, no wiesz, tak naturalnie. Baw dzieci w pokoiku o naturalnych barwach, naturalnymi zabawkami z naturalnego drewna. Sama, samodzielnie, bez pomocy. Chociaż wiemy dobrze, że naturalnie przez tysiąclecia matki były częścią małych wspólnot, które opiekowały się sobą. Chociaż wiemy, że wiele zwierząt wspiera się w obrębie stada…Bądź przy tym sobą, bądź naturalna. Pod warunkiem, że Twoja naturalność odpowiada zamysłom marketingowym producentów produktów dla dzieci, kremów dla matek czy innego mleka modyfikowanego * . Bo naturalne karmienie piersią jest przecież obrzydliwe jak defekacja, naturalnie przesiąknięta mlekiem bluzka to szczyt niechlujstwa. Lepiej siedź w domu jak musisz karmić. Lepiej kontroluj swojego cyca, naturalnie, nie?

Jakie rozwiązanie i pointę proponuję? Banalne. “Każdą swoją żywą częścią wybieram życie”. To pierwotne i okrutne, nie “naturalnie pastelowe”. Bo chociaż jak każdy lubię pięknie wyglądać i lubię mieć pięknie wokół siebie, tak jak lubię mieć stylowo ubrane i czyste dzieci, nie żyję, żeby to osiągnąć. Po prostu żyję. Po swojemu. Tak jak jest dla mnie…nie bójmy się tego powiedzieć…NATURALNIE. I niech będę niechlujną madką. Myślę, że rozszalała owca ma gdzieś czy nią jest. Podobnie lwica, jak majestatycznie obserwująca świat zza krzaka, podczas gdy jej małe po niej skaczą. Być może natura ma tu więcej racji niż cywilizacja.

.

.

*Nie próbuję krytykować karmienia dzieci mm, jest dobre kiedy jest świadomym wyborem, krytykuję marketing i rolę “butelki” w szczuciu kobiet wybierających kp (MOŻNA BUTELKĘ PODAĆ PO CO WYWALAĆ CYCA). Zdaję sobie sprawę, że karmienie mm również wywołuje fale krytyki, również nieprzyjemne i współczuję, ale dzisiaj nie o tym jest tekst.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry