planowanie okładka
Riennahera

Riennahera

Planowanie – zbawienie w codzienności czy…dochodowa ściema?

Długo wydawało mi się, że planowanie to nie jest coś dla mnie. Bo ja lubię być spontaniczna, bo lubię wolność, lubię móc zdecydować rano, co robię lub czego nie robię. Planowanie kojarzyło mi się z nudą i brakiem miejsca do manewru. Z natłokiem obowiązków. Żeby wcisnąć jeszcze więcej obowiązków. Z planem lekcji. Z rygorem. Brrrr.

Jestem z natury człowiekiem chaosu.

Ciężko mi utrzymywać porządek. Ciężko mi odkładać rzeczy na miejsce. Ciężko mi mieć wszystkie ważne dokumenty posegregowane schludnie i uporządkowane. Mój pulpit na komputerze zawalony jest ikonami. Moje maile są w rozsypce. Nawet własna szafa mnie przerasta, od zawsze. Sterty rzeczy leżały w moim pokoju po kątach już kiedy byłam nastolatką. Nie minęło mi to do końca nigdy.

Tak, jestem bałaganiarą, nieogarem, abominacją schludności i w ogóle.
A przynajmniej byłam.

W 2013 roku zostałam zatrudniona częściowo w roli asystentki dyrektora sprzedaży i administratorki zespołu. Całe szczęście, że częściowo. Miałam z dyrektorem świetną relację, był trochę jak pracowy tata, miałam też inne talenty, dzięki którym świetnie odnalazłam się w teamie i firmie. W sensie, że szybko się uczyłam, dobrze komunikowałam, byłam ambitna i zdeterminowana i tak dalej, JAKBY CO. Nie wiem co sobie myślisz! Po jakimś czasie Mike zrozumiał jak irracjonalnym pomysłem było zatrudnienie mnie do ogarniania i organizowania czegokolwiek. Okazałam się być za to naprawdę skuteczna sprzedając reklamy…I dość szybko awansowałam. Z korzyścią dla wszystkich. Spokojnie sobie sprzedawałam i robiłam targety, szło mi fajnie, a kto inny organizował nasz dział.

Stety lub niestety, kiedy nie jest się już bezdzietną lambadziarą, bycie nieogarem nagle przestaje być urocze. Bo od ogarnięcia zależy nie tylko komfort Twój i ewentualnie osoby partnerskiej, ale i małych, niesamodzielnych bobków. Zatem potrzeba wzięła górę nad moją nieokiełznaną naturą i musiałam sama siebie okiełznać.

Byłam jednocześnie osobą chaotyczną i roztrzepaną. Może dalej jestem, ale mam sposoby na siebie. I w wielu aspektach już wcale nie jestem ani chaotyczna, ani roztrzepana. Mam bałagan, ale nigdy nie zapominam o ważnych terminach i często sprzątam. Nigdy nie będę osobą, która lubi projektować swój bullet journal i rysować rubryczki. Nie znajduję radości w uporządkowanych notatkach oznaczonych kolorowymi zakładkami. Moje planowanie musi być proste, krótkie i wyłącznie użytkowe, nie mam wystarczająco dużo skupienia i systematyczności w głowie na estetykę planów.

Tworzę z kawałków, w chaosie.

Ale…

Pozwalam sobie na ten chaos w ramach mojej rutyny.

W pracy używałam latami elektronicznego kalendarza, z przymusu, ale w życiu prywatnym nie czułam potrzeby. Na poważnie zaczęłam używać planera dopiero po urodzeniu dziecka.

Wszelkie szczepienia, wyjazdy, przyjazdy, zajęcia i sprawy do załatwienia wpisuję w kalendarz. Od jakichś 5 lat.
Ostatnio wpisuję też publikacje materiałów na blogu i instagramie. Kiedy mam co nagrać i kiedy mam co pisać. I działa to lepiej. Porządkuje i motywuje. Kiedy mi się nie chce, patrzę na plan i na wpisane zadanie i myślę, że będzie mi lepiej jak je odhaczę. I jest mi lepiej.

Mamy też plan rodzinny powieszony na lodówce. Żeby wiedzieć kto kiedy kogo odbiera i na jaki dzień trzeba zabrać do szkoły strój sportowy. Kiedy idę na jogę i kiedy Ell jedzie w delegację. Pomaga, zwłaszcza jeśli jest się mocno wizualną osobą jak ja. Wszystko co jest napisane, najlepiej przeze mnie samą, działa lepiej niż wszystko co nie jest.

Szkoda, że nikt nas nie uczy jak ogarniać konkretnie siebie. Można to dopisać jako kolejną umiejętność na liście “fajnie byłoby to znać ze szkoły zamiast na przykład religii lub budowy pantofelka”. Chociaż ja tam pantofelka lubię, nie lubiłam nigdy funkcji na matematyce.

Szkoła nauczyła mnie, niestety, że nawet jak się nie przygotuję albo zapomnę pracy domowej, jestem wystarczająco bystra, żeby ściemniać i lać wodę na żywca, wychodziło z tego zawsze coś z sensem, przynajmniej na poziomie gimnazjum i liceum. Spóźniłam się kiedyś prawie pół godziny na 1,5 godzinną pracę klasową z polskiego (zapomniałam nastawić budzik), a i tak dostałam najlepszą ocenę w klasie. Tak, to było wypracowanie. Tylko z matematyki uciekałam, bo tam ściemniać nie umiałam.

Jest jednak pewien aspekt planowania, który mnie przeraża. Wiem już co będę robić w styczniu 2024 roku (i to wiem to od pół roku…) i lipcu 2025. Wszelkie odległe daty są dla mnie niczym mroczne widmo. Planując ślub nie mogłam przejść na tym do porządku dziennego, że mam w kalendarzu coś odległego o rok. Bo przez taki okres może stać się WSZYSTKO. Może wybuchnąć wojna, na przykład. Co udowodniły ostatnie lata. Albo wulkan. Albo zacząć się pandemia. I wszystko co pomiędzy.

Czy przestałam być chaosem? Trochę. Czy przestałam być roztrzepaną bałaganiarą? Roztrzepaną – tak. Bałaganiarą – nie. Większość czasu wiem, gdzie znajduje się większość ważnych rzeczy. I kilka całkiem nieważnych.

Powiedzmy sobie szczerze, że planowanie pomaga w organizowaniu się, ale nie wszystko jest kwestią organizacji. Jeśli pracujesz na etacie, masz dzieci, mieszkanie do posprzątania, znajomych, zainteresowania, obowiązki rodzinne czy nawet związane z dziećmi, nie wspominając już o sprawach zdrowotnych…To dzięki organizacji być może wykroisz sobie pół godziny tu czy tam na jakąś drobną przyjemność. Być może nieco ułatwisz sobie rytm dnia. Może nawet uda Ci się zaplanować, kiedy będziesz się dokształcać, zmieniać swoje życia czy zakładać własny biznes. Ale cudów nie ma. To będzie kosztem czegoś innego. Snu, na przykład. Albo życia towarzyskiego. Albo czasu z rodziną.

Nie wszystko jest kwestią organizacji.

Twoje zdrowie, zdrowie i zachowanie dzieci, przypadki losowe, ilość godzin w dobie – to nie zależy od organizacji.
Nie ogarniesz wszystkiego tak samo sprawnie jak osoba, która nie chodzi do pracy albo bezdzietna freelancerka.
Tak, wierzę, że wiele rzeczy w życiu zależy od podejścia. Z odpowiednim podejściem da się dużo więcej niż bez niego. Ale bądźmy poważni. Nie wyczarujesz więcej czasu ani więcej sił. Możesz poprawić jak korzystasz z tego co masz, ale cudów nie ma.

Jest natomiast zauważenie, kiedy da się co robić. Jest systematyczne dziobanie na przykład 400 słów dziennie, z których potem wychodzi powieść. Albo ebook. Bo rozbicie wielkich projektów na małe kroczki działa rewelacyjnie.
Jest zrozumienie, że kiedy masz mniej czasu, możesz efektywniej wykonywać zadania, bo mniej go marnujesz. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma i wyciska się z tego co najlepsze.

Paradoksalnie, napisałam powieść pod koniec ciąży z drugą córką (przy wielkim wsparciu męża, zauważmy). Zarobiłam najwięcej w historii własnego bloga będąc matką dwójki dzieci. Co zainwestowałam, w stworzenie pierwszego produktu, kiedy dziecko poszło do szkoły i większość dni odprowadzam ją i odbieram.

Nie będzie ciężko się domyślić, że dla mnie planowanie okazało się rewelacją. Ale to wcale nie jest tak, że pieczołowicie planuję każdą minutę życia. Po prostu nauczyłam się ogarniać siebie, ze wszystkimi moimi wadami (chaos, bałaganiarstwo) i zaletami (wytrwałość, kreatywność, szybkie wdrażanie się w zadanie).

Ale i tak kiedy ktoś mówi, że wszystko jest kwestią organizacji, to prycham rozbawiona.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Newsletter

Subskrybuj Elfią Korespondencję

Czymże jest newsletter? Może być różnymi rzeczami. Może być sposobem na zawalenie skrzynki i wciskaniem swojego produktu przy każdej możliwej okazji. Może być wspaniałym narzędziem do budowania bliskiej relacji ze społecznością. Albo czymś pomiędzy. Czasem nawet czymś fajnym. I o to będę walczyć.

Zapraszam Cię do zapisania się na mój newsletter Elfia Korespondencja. Wchodzisz w to?

Administratorem danych osobowych podanych w formularzu jest Marta Dziok-Kaczyńska, Ellarion Cybernetics Ltd., Paul Street 86-90, London, United Kingdom. Zasady przetwarzania danych oraz Twoje uprawnienia z tym związane opisane są w polityce prywatności. Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA. Mają zastosowanie polityka prywatności oraz regulamin serwisu Google.
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Scroll to Top