sylwester
Picture of Riennahera

Riennahera

Miesięcznik Pogardy 12/23

Grudzień to miesiąc ciężki do ogarnięcia. Nawet jeśli dziejące się w nim wydarzenia są miłe i pozytywne.

Zaczął się sezon urodzin. Tak się składa, że znajome dzieci rodziły się w dwóch transzach i grudzień jest naszym miesiącem grozy. Teraz są to trzy kinderbale z rzędu, ale zanim dwie rodziny się wyprowadziły, mieliśmy festiwal pięciu urodzin. W tym naszych. A w styczniu ruszamy od nowa…Już mamy dwa zaproszenia.

Te urodziny zawsze wyglądają jak obrazy Boscha, chociaż z każdym rokiem coraz bardziej. Mnóstwo ludzików przeróżnej wielkości zajętych przeróżnymi czynnościami. Zaplanowany chaos.

Kosztują niemało, bo wynajmuje się najczęściej miejsce poza domem (chyba, że ktoś urodził się w miesiącu ciepłym i bezdeszczowym, wtedy kij mu w oko, szczęściarzowi, ma darmowe parki), trzeba zapewnić rozrywki jak dmuchany zamek albo animator albo przynamniej jakieś gry i zabawy, ale to stwierdzenie bombelka, że to najlepszy dzień w jej życiu – bezcenne.

Moja droga trenerka Jay Fit założyła markę ubraniową. Miałam przyjemność pracować z nią nad sesją zdjęciową, która, moim skromnym zdaniem, wyszła genialnie. Polecam, jakość jest rewelacyjna i wszystko szyte w Polsce. Wysyłka na razie tylko w UK, ale watch this space.

Z nowości, których można spodziewać się po Nowym Roku…dostałam wezwanie na jury duty czyli bycie przysięgłą w sprawie karnej. Jest to oczywiście ciekawe, niestety bardzo ingeruje w życie. Ale wymigać można się tylko czasowo (więc wolę mieć z głowy), a jak się zignoruje wezwanie, grozi kara w wysokości 1000 funtów. Zatem zagryzę zęby i mogę tylko mieć nadzieję, że skończy się jak najszybciej. I nie będę rozpatrywać zbyt brutalnej sprawy.

Teatr

The Motive and The Cue: O tym jak John Gielgud i Richard Burton wystawiali “Hamleta”. Na faktach, oczywiście.
Nie mogę uznać inscenizacji za świetną. Nie uznaję jej za niegodną uwagi, ale widziałam na londyńskich scenach mnóstwo, mnóstwo lepszego teatru.

Mark Gatiss to solidny aktor, ale Johnny Flynn rządzi sceną.
Zupełnie nie jestem pewna Tuppence Middleton jako Liz Taylor. Lubię Middleton, uważam ją za solidarności aktorkę i piękność, ale jakoś mi do roli nie pasuje swoją charyzmą.

E-booki

NA PRZYKŁAD MÓJ.
Bo wydałam ebooki, nie? Wiedziałaś? Mnie się wydaje, że trąbie o tym cały czas, ale jednak potem okazuje się, że mało kto wie. To na wszelki wypadek przypominam.

Premiera…Już nastąpiła!
Można kupować.


Książki

Szczęśliwy jak łosoś: O Norwegii i Norwegach. Stylem pisania odstaje od Danii, nie będę ukrywać. Od 1/3 książki poprawia się i zaczyna być ciekawiej.
Nie zaprzeczam, że ten styl może się komuś podobać, po prostu na poziomie stylu nie mam vibe’a z autorką. Podobnie miałam z książką “Języczni”. Mnóstwo osób zachwyciła, dla mnie była nieciekawa i zbędna. Mamy prawo do osobistych preferencji.

Norwegia zbędna nie jest. Wciąż jest tu sporo informacji i pomaga zrozumieć Norwegów. Niekoniecznie mam zastrzeżenia merytoryczne. Jeśli styl to nie jest element dla Ciebie bardzo ważny, a Norwegia bardzo Cię interesuje, to wciąż jest to w porządku książka.

Chciałam ją skończyć przed moją drugą wizytą w Norwegii, już za chwilę. Ciekawe czy teraz zrozumiem otoczenie nieco lepiej.

Chłopki: Wszyscy czytają, czytam więc i ja.
I jest interesująco. Chociaż “czytam” to złe określenie, bo raczej “słucham”, audiobooka czytanego przez Marię Peszek.
Tak, sam tytuł wskazuje na pewną chłopomanię.

Na pewno dowiedziałam się z tej książki dużo, na pewno poszerzyłam zrozumienie codziennego trudu życia ogromnej, największej kiedyś części naszego społeczeństwa. Obraz z punktu widzenia historii jej kobiet, jest obrazem przejmującym. Wzruszającym. Mogącym wywołać podziw dla siły i oddania tych żon, matek, córek, sióstr. Choć i przestrogę oraz motywację, żeby z pewnymi sprawami walczyć. Były momenty, że fragmenty dotyczące wychowania, warunków sanitarnych i mieszkalnych wywoływały ciarki. Na podstawie wspomnień, dzienników, wypowiedzi i relacji układa się skomplikowana wizja życia w warunkach spartańskich. Były momenty, w których robiło się cieplej na sercu.
Szczególnie interesowały mnie rozdziały o chłopskich dziewczętach na emigracji, o Żydach, o robotach przymusowych. Ale to tylko osobista preferencja, całość jest ciekawa i polecam.

Nie przeżyłam jednak osobistego objawienia. To przeszłość większości z nas, natomiast moja babcia i prababcia tak nie żyły. Wiem, wiem, to brzmi okropnie, ale niczym się nie chełpię i nie chwalę, po prostu nie byłam świadkiem tego życia, ani nawet jego pozostałości. Moja babcia była Żydówką uratowaną z Wołynia przez inteligencką rodzinę…A rodzice dziadka owszem, mieszkali na wsi i mieli kury, ale oprócz tego pracowali na wykwalifikowanych posadach. Rodzina z drugiej strony, z którą nie utrzymuję kontaktu, miała również mieszane pochodzenie, połowa była ze wsi, połowa z inteligencji. Nigdy jednak nie wpłynęli znacząco na moją tożsamość, nie było większego kontaktu.
Być może gdybym mogła sięgnąć wstecz o jeszcze jedno pokolenie, to byłoby inaczej…a może nie. Nie mam niestety jak tego zrobić.

Podsumowując – uważam, że bardzo warto. Uważam, że jednak audiobooki mogą być ok, chociaż na razie toleruję je tylko w przypadku książek non-fiction. Ale do chłopomanii sama się nie dołączam.

Cieszę się, że moja mama umarła: Autobiografia Jeanette McCurdy ze szczególnym uwzględnieniem jej toksycznej relacji z matką. Obnaża też kulisy show biznesu, zwłaszcza programów dziecięco-młodzieżowych. Nie jest to bardzo miło lektura.
O tej książce było bardzo głośno i chociaż interesowała mnie, postanowiłam trochę odczekać hype. Nie znałam wcześniej Jeanette McCurdy, ominęła mnie w ogóle fascynacja Nickelodeonem.
Książka jest…wstrząsająca. Dla mnie, jako dla matki, jest przestrogą. Matka bohaterki ewidentnie cierpiała na nieleczone problemy psychiczne, jej zachowania wykraczały jednak poza akceptowalne usprawiedliwienie chorobą.
Była agresywna, zaprawiona w manipulacji, chwilami po prostu podła.
A jednocześnie mamy autorkę, która podkreśla jak łaknie matczynej aprobaty. Ważna lektura.

Filmy i seriale

This is going to hurt: Na podstawie książki Adama Kaya, która zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Perypetie młodego lekarza ginekologa i położnika. Starcia z systemem, pacjentami, życiem.

Napisałam wstępną recenzję bez obejrzenia ostatnich dwóch odcinków. Pisałam, że serial robi dużo mniejsze wrażenie, że nie do końca, przez specyficzną kreację Adama (który trochę wkurza) podkreśla to, co było sednem książki czyli patologię systemu, w jakim pracuje lekarz w NHS. A potem obejrzałam ostatnie dwa i zmieniłam zdanie diametralnie. Bo ostatnie dwa odcinki, za przeproszeniem, ryją banię. Nie mogłam się otrząsnąć kilka dni.
Dlatego też nie piszemy recenzji przed końcem seriali oraz nie nazywamy dziećmi Khaleesi zanim serial nie dobiegnie ostatecznego końca.

Zatem – serial jest inaczej skonstruowany niż książka i niektóre rzeczy nie działają tak samo. Ale zaopatrzcie się w chusteczki.

Haunting of Venice: Słynny detektyw próbuje rozwikłać zagadkę śmierci młodej dziewczyny w Wenecji. W Halloween, z duchami w tle. Ale czy aby na pewno wszystko jest takie jak się wydaje?
Lubię te filmy o Herculesie Poirot z Kennethem Branaghem. Tak jak nie czytam kryminałów i nie aż tak często je oglądam, tak estetyka tych filmów i ich lekka campowość mi pasują. Idealne na wieczór z winem i serem na kanapie w towarzystwie męża, jak dzieci usną.

Gen V: Perypetie młodych superbohaterów w szkole dla superbohaterów. Zaskakująco dobry spin off “The Boys”, jednocześnie zachowujący brutalny charakter pierwszej produkcji, ale w swoim własnym, młodszym, studenckim wydaniu. Czuć tu trochę klimatu Stranger Things, trochę Gossip Girl, ale wciąż jest krew i momenty bardzo “ble”.

1670: Wiem, że serial podzielił Polskę na zakochanych zwolenników i zaciętych przeciwników. Dla mnie był fajny. Niektóre żarty były słabe, ale inne nadrabiały. Kapelusznik to mój faworyt skeczu, a najbardziej ujmuje mnie postać Żyda.
Nie jest to mój ulubiony serial roku, ale z przyjemnością obejrzałam dwa razy i mam nadzieję, że będzie kontynuacja.

Marry Me: Jest taki gatunek filmów, na który nigdy nie poszłabym do kina, ale fajnie ogląda się je w domu w ramach tła do sprzątania lub odmóżdżenia po pracowitym tygodniu. Komedie romantyczne z Jennifer Lopez wpisują się w ten gatunek.
Mamy gwiazdę muzyki pop, która ma wyjść za mąż za ukochanego podczas finałowego punktu koncertu, ze streamem na żywo do 200 milionów osób na świecie. Ale chwilę wcześniej odkrywa, że ukochany ją zdradził. Ale wszystko gotowe, live idzie w świat, więc na scenie wychodzi za mąż za przypadkowego gościa z tłumu. To sztywny nauczyciel matematyki.
Film jest przewidywalny, odpowiednio słodki, gwiazda nie ma ego, nauczyciel ma wielkie serce. Dla mnie sympatyczne było to, że wszyscy są dość sympatyczni i mają dobre intencje. Manager gwiazdy, jej asystentka, przyjaciółka nauczyciela, nawet niewierny ukochany ma dobre cechy. Takie odmóżdżające pocieszenie. Nie było za dużo obrazy intelektu. Akurat na wieczór pod kocykiem.

Filmy z dziećmi

Uciekające Kurczaki – Era Nuggetsów: Kontynuacja przeboju z 2000 roku. Nasi bohaterowie mieszkają teraz na bezpiecznej wyspie na jeziorze i wychowują kurczaczka. Do czasu, kiedy w okolicy nie pojawia się nowa supernowoczesna ferma, a mała kurka Molly ucieka z domu w poszukiwaniu przygody…
Psychodeliczny film z psychodeliczną estetyką. Moje dziewczyny obejrzały go już chyba pięć razy. A może więcej.

Blogowo

Nie ukrywam, było marnie. Wciąż marniej. Moje postanowienie na przyszły rok to publikować tyle, co kiedyś.
Czyli około 14 tekstów. Minimalnie.

Bo w grudniu opublikowałam…sześć, włączając Miesięcznik Pogardy. Ma to związek z jednej strony z wieloma kanałami social mediowymi, które obecnie trzeba ogarniać działając w sieci. Z drugiej strony – z demotywująucymi cięciami zasięgów na fejsie, przez co każdy tekst dociera do 30% osób, do których docierał kiedyś. Taka jest rzeczywistość i trzeba się z nią pogodzić, ale jednak nie pomaga w motywacji.

Jak już publikowałam, to pisałam o:
Scenach rodzinnych
Osiąganiu celów
Co chciałabym dostać w prezencie
Co jest w moim ebooku
50 rzeczach, które kocham w 2023 roku

Podcastowo

Złościłam się jak zły jest szósty sezon The Crown.
Znajdowałam ucieczkę od wiadomości ze świata w codziennym życiu przedświątecznym.
Rozmawiałam z Olgą Luterek o naszym odbiorze brytyjskich tradycji świątecznych.
W końcu, podsumowałam finał The Crown oraz wyjaśniłam co znajdzie się w moim e-booku.

Threads

Nie sądziłam, że w 2023 roku wejdę na kolejną nową aplikację social mediową i na dodatek będzie mi się podobać. A Threads zastąpiło mi zupełnie Twittera, którego nie lubię z powodu toksyczności dyskusji. Przypomina mi za to bardzo dawne czasy blipa, który miał klimat chatroomu.
Nie piszę tam wybitnych rzeczy, ale zapraszam. Jest miło.

Rok 2024 zapowiada się pracowicie. Fajnie. Ekscytująco.
Pożyjemy, zobaczymy.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Newsletter

Subskrybuj Elfią Korespondencję

Czymże jest newsletter? Może być różnymi rzeczami. Może być sposobem na zawalenie skrzynki i wciskaniem swojego produktu przy każdej możliwej okazji. Może być wspaniałym narzędziem do budowania bliskiej relacji ze społecznością. Albo czymś pomiędzy. Czasem nawet czymś fajnym. I o to będę walczyć.

Zapraszam Cię do zapisania się na mój newsletter Elfia Korespondencja. Wchodzisz w to?

Administratorem danych osobowych podanych w formularzu jest Marta Dziok-Kaczyńska, Ellarion Cybernetics Ltd., Paul Street 86-90, London, United Kingdom. Zasady przetwarzania danych oraz Twoje uprawnienia z tym związane opisane są w polityce prywatności. Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA. Mają zastosowanie polityka prywatności oraz regulamin serwisu Google.
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Scroll to Top