Marta Dziok-Kaczyńska

Luty w Dolinie Muminków

Picture of Marta Dziok-Kaczyńska

Marta Dziok-Kaczyńska

londyn shoreditch hipsterzy

Luty to ten moment w roku kiedy zima osiąga swoją masę krytyczną. Pod górami szalików, płaszczy i swetrów wszyscy jesteśmy Buką. A ja największą. Powtarzanie 'winter is coming’ już nie śmieszy, czekolada już nie cieszy, a w każdym jednym zestawie wyglądam dokładnie tak samo – zimowo. Jeszcze do wczoraj miałam przynajmniej jakieś pocieszenie w szaliku, który wszyscy kochają, który komplementuje nawet Ell, a obce osoby podchodzą do mnie, kiedy wypłacam swoje miliony dolarów z bankomatu i pytają, gdzie zdobyć taki szalik. Dzisiaj jednak widziałam dwie osoby w dokładnie takich samych szalikach. Teraz żeby poczuć się jak ktoś wyjątkowy będę musiała kupić Werther’s Original. A pupa rośnie. W ramach walki z lutową chandrą zrobiłam manicure, poszłam do fryzjera, wyskubałam brewki i kupiłam nową szminkę. Nie pomogło, a mój facet zaczął myśleć, że go zdradzam. Wyszłam biegać. Było beznadziejnie. Na chwilę przestałam nawet marzyć o szczeniaczku, bo od razu po wejściu do domu mogę się schować pod kołdrę bez zbędnych spacerów.

Tylko wiosna jest w stanie mnie zbawić. Czekam na nią z wielkim utęsknieniem, a na jej powitanie zamierzam zainstalować jutro w domu wiszące ogrody Riennahery czyli milion kwiatów w doniczkach. Ale jestem absolutnie pewna, że za pół roku będę podekscytowana przebierać nóżkami i zacierać ręce na widok swetrów, czapek i szalików. Ot, wielki życia krąg.

// płaszcz vintage, buty Office, szalik Zara, torba Clarks, czapka autorstwa Mamy //

londyn shoreditch hipsterzy
londyn shoreditch hipsterzy

Podoba Ci się? Udostępnij ten post

Riennahera

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska

Riennahera​

Prowadzę blog, podcast „Korespondencja z Londynu” oraz aktywnie działam w mediach społecznościowych. W Wielkiej Brytanii mieszkam od 2006 roku. Studiowałam historię i filmoznawstwo na Uniwersytecie w Glasgow. Przez wiele lat pracowałam w brytyjskiej prasie, obecnie jestem dziennikarką portalu polonijnego. Wydałam książki fantasy „Elfy Londynu” i „Podróżniczka” oraz non-fiction „Anglia. Czas na Herbatę” i e-book „Londyn z Riennaherą”. Mieszkam w Londynie z mężem i córkami.

9 Responses

  1. szalik jest rzeczywiście genialny, pewnie sama bym zaczepiła Cię na ulicy. A jeśli chodzi o zimową chandrę to chyba więkoszośc ludzi ma tak samo… tak przynajmniej się pocieszam.

    pozdrawiam Kasia

  2. Nigdy w swoim prawie 30 letnim życiu nie skomentowałam niczego w internecie, ale po jakiś dwóch latach regularnego czytania Twojego bloga muszę napisać, jak bardzo jesteś wspaniała, inteligenta, dowcipna, mądra (uwierz, to jest rzadkość w tych czasach!) i do tego absolutnie wyjątkowa. Proszę tak trzymaj, masz tutaj stałych czytelników i fanów Twojego stylu pisania, dowcipu, intelektu. Każdym wpisem udowadniasz, jaką szczególną osobą jesteś. Tak trzymaj!!:) Wyszło trochę słodko, ale uwierz, to wszystko prawda!:)
    Pozdrawiam! zuzia

  3. No ale nie, bo jak biegasz to po prostu pobiegasz ze szczeniaczkiem. I tesy i tak sie chodwasz pod koldre 😛

    Ja tambym chciala zime,ale taka prawdziwa ze sniegusiem, bo od tego deszczu tez mis ie chce juz rzygac.

  4. tego typu szaliki są zajebiste. ale mniej się nienawidzi zimy, gdy się je zawija dookoła szyi. one dlatego takie długie. mniej się wydaje, że piździ złem 🙂

  5. W skali bukowatości jesteś na poziomie 6, może 7. Podaruję Ci moje poncho i dopiero będziesz Buką, 10/10!

    No, ale serio. Chciałabym wyglądać tak jak Ty w zimie – bez rękawiczek, z jedną warstwą okryć wierzchnich zamiast trzech, z jednym szalikiem, widocznymi włosami, w normalnych butach. Niestety, nie jest mi to dane, bo nie dość, że mieszkam w zimnym kraju, to jeszcze bozia dała niskie ciśnienie :-/

    Powyższy komentarz jest również przejawem zimowej chandry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *