Processed with VSCO with f2 preset
Riennahera

Riennahera

Miesięcznik Pogardy 4/2020

O. MUJ. BORZE. 

To był miesiąc nudy, frustracji, nudy, wysokich temperatur, niskich temperatur, euforii, załamań, wszystkiego. A i tak mogło być gorzej, mogłam być Borisem Johnsonem i najpierw prawie umrzeć, a dwa tygodnie później mieć nowonarodzone dziecko. 

W tym miesiącu wszyscy jesteśmy chyba trochę Borisem.  Nie, i tak go nie lubię. 

BLOGOWO

Było nieźle, a także okropnie. Statystyki lecą na łeb na szyję i nie bardzo wiem co z tym zrobić. Jednocześnie mam wrażenie, że instagramowa i fanpejdżowa oraz grupowa społeczność ma się całkiem dobrze. Więc tym bardziej nie wiem. 

W kwietniu pisałam o, no cóż, o tym o czym wszyscy myślimy do znudzenia. O myślach w czasie zarazy, o tym jak wygląda spędzanie zarazy z małym dzieckiem, o tym co robimy w zamknięciu. Ech, o czymże dumać w izolacji? Przyznałam, że najgorzej czuję się wieczorami i wychodzi na to, że nie jestem jedyna. Gdzieś tam przewinął się Share Week. Istotnym tekstem był ten o aborcji, wywołał też bardziej burzliwą niż zwykle dyskusję na fanpage’u i nawet poleciały bany, co u mnie zdarza się raz na tysiąclecie. Najpopularniejszym i najcieplej przyjętym artykułem był powrót blogerki modowej w taniej sukni na Oskary. Wpis zawierał link afiliacyjny i wiem, że sześć osób kupiło suknie. Bardzo liczę na zdjęcia i wspólną przejażdżkę limuzyną w przyszłym sezonie oskarowym. Nawet jeśli będziemy jeździć tą limuzyną w tę i we wtę po jednej ulicy. 

Mam ambitne plany związane z artykułami na maj (przez co rozumiem – mniej więcej wiem o czym chcę pisać i mam zapał…), zatem trzymajcie kciuki. I czytajcie mnie. I lajkujcie. I komentujcie. I szerujcie. Proszę i dziękuję. 

ROZWOJOWO

Kupiłam mnóstwo materiałów do uczenia się i nie mam czasu się rozwinąć. Mam ebook o ebookach i o biznesie w kryzysie od Elizy Wydrych. Zainwestowałam w Masterclass i  w konferencję Twórca Next Level. I wszystko leży odłogiem. Ale głęboko wierzę, że mi się uda to nadrobić. Może zajmie to rok, ale się uda. Przy czym daję bana na kolejne rozwojowe produkty, dopóki nie uporam się z tymi. 

Zrobiłam też test Gallupa, w którym wyszło mi wszystko co wiedziałam. Że moją mocną stroną jest myślenie i analizowanie, działanie – no niezbyt. Bardzo zepsuło mi to humor i w tej chwili mam na Gallupa focha (tym bardziej, że kosztuje konkretny pieniądz). Ale może do niego wrócę. 

Przy okazji, jeśli ktoś zastanawia się nad Masterclassem…to dużo pieniędzy, ale dla mnie już sam Gaiman wymiata. Kilka razy płakałam słuchając go. Poza tym dowartościowuje mnie i daje trochę praktycznych wskazówek. 

Za to kurs Bobbi Brown jest słabiutki…

DOMOWO

Myślalam, że były tylko dramaty, ale w tym miesiącu odstawiłam dziecko od piersi. Wiem, że mnóstwo kobiet czuje z tego powodu smutek, sama nie mogłabym być szczęśliwsza. Mieliśmy wzloty i upadki, nie żebym tego nienawidziła, ale czuję się wolną osobą. 

Pisałam swego czasu o tym co w karmieniu piersią mnie zaskoczyło, może czas napisać o myślach o odstawieniu? 

Zaczęłam biegać. Na poważnie. Serio. W kwietniu wyszłam biegać 9 razy. To mniej więcej tyle razy co przez ostatnie trzynaście lat, od początku studiów do marca tego roku. Za każdym razem między 7-8 rano. I idzie mi coraz lepiej. Nie wyobrażam sobie siebie biegającej maratony, ale jak wychodzę rano biegać to potem nie myślę o bezsensie istnienia przez większość dnia. Więc zdecydowanie warto. 

Po raz pierwszy od wielu miesięcy mamy na piętrze sąsiadki. Na dodatek poprosiły nas o użyczenie wifi bo mają problem z zainstalowaniem nowego w czasie pandemii. Na dodatek zgodziliśmy się. I to wszystko w liścikach wsuwanych przez szparę w drzwiach. Czuję się jak jakieś Dziecko z Bullerbyn. Tym bardziej, że to Szwedki. 

Stworzyliśmy z mężem mini projekt poboczny, Rude Whisky, stronę z przystępnymi, prostymi i moimi recenzjami whisky. Bo zwykle jak ktoś pisze o whisky, to pisze albo językiem nieprzystępnym i wyniosłym, albo pisze o…no cóż, sponsorowane wpisy o niezbyt dobrych whisky. Więc ja chcę po mojemu, rudo i elfio i śmiesznie. Będziemy to sobie aktualizować i ulepszać, dodamy więcej whisky. Ambicja na chwilę obecną – zrecenzować wszystko co mamu w domu (więc kilka razy tyle co już zrecenzowałam…). Mamy już plan zmian, ale wszelki feedback przyjmiemy. Poza jednym – nie będę pisać o blendach. Mam do siebie szacunek. 

(Być może wprowadzimy Kącik Teścia, który ma do siebie mniej szacunku). 

Po raz pierwszy raz od połowy studiów mam biurko. Jeszcze nie wiem czy na stałe, bo na przykład ten tekst piszę przy stole. Na biurko leżą książki i koszyk z badziewiem. Ale je mam. 

KULTURALNIE

Na brytyjski Netflix trafił serial “Pure”, który chciałam zobaczyć od dawna. Opowiada o Szkotce, która sprowadza się do Londynu w przypływie desperacji, ponieważ nie radzi sobie ze swoim OCD. Jest to OCD specyficzne, które powoduje natrętne seksualne myśli o osobach z jej otoczenia. Jest to w sumie lekka produkcja o odnajdywaniu siebie, przyjaźni i zdrowiu psychicznym, mam jedno zastrzeżenie. Nie znoszę, kiedy seriale dość luźno traktują topografię miasta. Akcja dzieje się w Shoreditch i okolicach, ja niestety mieszkałam i pracowałam zaraz obok i niektóre sceny mnie drażnią. Ale to już moje OCD. 

Mam wielką chęć na banalne produkcje kostiumowe, więc „Cheerful Day for a Wedding” obejrzałam z wielką ochotą. Jest to kolejny film fantasy z cyklu “film, w którym kobiety, kochają innych mężczyzn niż bohater Jamesa Nortona”. Mało prawdopodobne, ale przyjemnie się ogląda i jest wystarczająco bezsensownego dramatu, żeby mnie zadowolić. 

Poczytałam o historii brytyjskiego feminizmu w „Feminism: A Very Short introduction”.  

W związku z zauważoną na fejsie dyskusją o tym, że ciężko uczniom docenić wybitność lektur, bo odwołują się do doświadczeń życiowych osób w innym momencie życia, zaczęłam odświeżać sobie „Mistrza i Małgorzatę”. Ogólnie nie mam problemu z docenianiem tej wybitności, bo lektury często do mnie przemawiały, ale racja. Uważałam, że były po prostu świetne, teraz uważam niektóre za wykopane w kosmos. 

ZDROWIE PSYCHICZNE I INNE 

Chwilami jest dziwnie. Ostatniego dnia kwietnia wstałam o 5.30 rano i umyłam kuchnię i łazienkę. Na szczęście bobas zadbał o równowagę i po kilku godzinach nie było widać.

Zdecydowałam się na powrót na terapię, za 9 dni konsultacja. Nie mogę się doczekać, bo mam już dość problemów z wiarą w siebie i samooceną. Jestem w momencie w życiu, gdzie nie muszę się o wiele rzeczy martwić i powinnam robić mnóstwo fajnych rzeczy i cieszyć się z życia, a nie mogę. Może pomoże. 

MATERIALNIE

Kupiłam siedem sukienek z Zary. Odesłałam pięć. Dwie są piękne i z pewnością będą super wyglądać jak już zejdę z kanapy. 

Kupiłam też krem do twarzy, a w domu zorientowałam się, że jest dla sześćdziesięciolatek. 

W ogóle to przychodziło mnóstwo paczek, a ja w ogóle nie pamiętam co w nich było. 

LINKOWO

Ja jestem chyba za leniwa i mnie się nie chce (chociaż może po prostu nikt mi nie zaproponował 😉 ), ale moja koleżanka Natalia Wiśniewska napisała o tym jak zrobiła sesję zdjęciową przez facetime. Fajny pomysł. 

Mam nadzieję, że za miesiąc będę pisać już z zupełnie innej rzeczywistości. Mam obawy, zwłaszcza czytając o doniesieniach z Polski, że być może wcale nie będzie lepsza…

Trzymajmy się. 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

4 thoughts on “Miesięcznik Pogardy 4/2020”

  1. Czy to zdrowe, że moim pierwszym pytaniem jest: jaki krem? Czy to już obsesja?
    Also – najważniejszy jest skład i działanie dobrane do potrzeb konkretnej cery, a nie jakieś tam oznaczenia 😀

  2. No nie mogę! Riennahera polecająca whisky! I to najbardziej polecająca te moje ukochane (Lagavulin będzie zajmowała zawsze specjalne miejsce w moim sercu). No wspaniale wręcz!

  3. Też w tym miesiącu zrobiłam sobie test Gallupa i też to było rozczarowanie, po tym jak się naczytałam i nasłuchałam takich zachwytów na jego temat. Ale chyba to nie wina Gallupa, tylko ja po prostu lubię kminić, więc nic nie było tam dla mnie zaskoczeniem. No i generalnie dosyć dobrze mam rozwinięte moje talenty i używam ich mocno. Kilka lat temu ten test dałby mi bardzo dużo, a teraz nie bardzo…

  4. Riennahera!
    Ja nie wiem jak mogą Ci spadać tu statystyki, skoro zyskałaś od kwarantanny wielką fankę. O ile wpadałam tu wcześniej od czasu do czasu, to teraz czekam niecierpliwie na nowe teksty. Jakoś tak wnosisz nutkę ironii i humoru w cztery ściany, w które nas pozamykali.
    A za stronę o whisky wielbię Cię jeszcze bardziej. Od wakacyjnego pobytu w Szkocji nie wyobrażam już sobie życia bez dobrej szkockiej (a wcześniej każdy mocniejszy alkohol był bee). I jako świeżak niezmiernie doceniam ten zrozumiały język w recenzjach. Życia bez szkockich widoków też sobie nie wyobrażam, ale to inna historia. W każdym razie proszę recenzujcie dalej!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry