Image-1
Riennahera

Riennahera

35 rzeczy, które chciałabym jeszcze w życiu zrobić

Mój mąż obchodził niedawno trzydzieste piąte urodziny. Jesteśmy z tego samego rocznika, więc za chwilę czeka mnie to samo. Wspominam o nim, ponieważ szukałam okolicznościowej kartki, którą dołączyłabym do jego prezentów. Myślałam, że 35 to taki kamień milowy jak 20 czy 30, ja tak to odczuwam. Producenci kartek mają jednak inne zdanie i nie oferowali żadnej dedykowanej specjalnie na tę okoliczność kartki. Koleżanka w ramach żartu zaproponowała, żeby kupić “70” i podzielić na pół.

Żarty żartami, ale moja babcia umarła mając siedemdziesiąt sześć lat. I tak, wiem, że jestem jeszcze młoda, że większość życia przede mną, ale jakby około połowa już za mną. Przynajmniej w teorii. Bo przecież nie znamy dnia ani godziny (jak mawiała moja matematyczka w kontekście sprawdzianu).
Trzeba mieć w życiu jakieś cele i ambicje. Nie mogę już być chirurgiem ani nastoletnią gwiazdą Hollywood, ale wieloma rzeczami czy postaciami jeszcze mogę.

Manifestowanie zrobiło mi w życiu wiele dobrego. Manifestowałam, choć nieświadomie, po prostu bardzo tego chcąc, że wyjdę za tego faceta, za którego wyszłam. Manifestowałam Londyn. Manifestowałam napisanie i wydanie książki. Zdaje się, że manifestowałam i dwie córki.
W tym kontekście wypisanie dobrych rzeczy, których bym chciała, wydaje się nie tylko dobrym pomysłem, ale wręcz oczywistością.

Nie zawsze jednak wiedziałam, że samo pomyślenie o czymś może sporo zdziałać. Jestem tego świadoma dopiero od niedawna. Bo chociaż sporo dobrego mi wyszło, za każdym razem, kiedy robię listę tego o czym marzę, co chciałabym mieć i kim być, mam trudności. Kilka rzeczy jest łatwych, na kilka sobie pozwalam, ale potem czuję opór. Jakbym musiała pokonywać wewnętrzną blokadę. Jakbym musiała się przekonywać, że zasługuję na same pragnienia, nie mówiąc już nawet o ich spełnieniu. Czuję, jakby samo myślenie o tym czego chcę było zuchwałe. Zawsze mi wtedy smutno. Bo jeśli nie wie się czego się chce, to się tego nie osiągnie. Będzie się dryfować po życiu. Dlatego od jakiegoś czasu zapisuję czego chcę, nawet jeśli jest to jakaś drobna współpraca, spotkanie czy wyjście rodzinne.

No to manifestuję. Nie rzeczy, nie przedmioty. Listę wymarzonych prezentów już mam. To kim będę. To co osiągnę. To czego doświadczę. A może i nie, ale przynajmniej powiedziałam sobie na głos, że jest taka opcja. Bo chcę.
Nie mogę już wszystkiego. Nie mogę zostać kim tylko chcę. Nie będę neurochirurgiem ani gwiazdą Hollywood. Głównie ze względu na własne wybory, nie zrobiłam niczego w kierunku, żeby być.

Kolejność zupełnie przypadkowa. Wiele ważnych spraw pojawia się pod koniec.

1

Pojechać do Japonii: Przez ponad pięć lat życia uczyłam się japońskiego. Mam certyfikat i w ogóle. Zawsze jednak skromnie myślałam, że pewnie nie pojadę do Japonii. Nie wiem czemu. Od dzisiaj zmieniam to myślenie. Otóż pojadę do Japonii. I kupię sobie koszulkę z Misato z Evangeliona.
Jest milion innych miejsc, gdzie też chciałabym pojechać, od Islandii po Arktykę, ale to jest taki pierwszy punkt. Coś, o czym nie marzyłam, nawet kiedy uczyłam się japońskiego, bo nie miałam śmiałości.

2

Polecieć w pierwszej klasie: Pracowałam w czasopiśmie turystycznym i sprzedawałam reklamy liniom lotniczym. Myślałam wtedy skromnie, jak w przypadku tej Japonii, że pewnie nigdy. Otóż polecę. Może jak będę mieć dziewięćdziesiąt lat, polecę na wesele jednego z moich wnucząt, które będzie multimilionerem i mi to zasponsoruje, a może sama zarobię, ale polecę.

3

Polecieć lotem długodystansowym: Nie cierpię latać. Teraz po prostu nie lubię, ale latami panicznie się bałam. Nie mogłam spać przed lotem, wymiotowałam z nerwów przed wyjazdem na lotnisko, na samym lotnisku, a czasem i w samolocie. Najdłuższy lot w moim życiu to 4 godziny. Kiedy w końcu minimalnie ten lęk opanowałam i chciałam polecieć hen daleko, zaszłam w ciążę. To nie był moment na walkę ze swoimi lękami. Kiedy dziecko podrosło i znów byłam gotowa polecieć, rozpoczęła się pandemia.

4

Sprzedać bestseller: Skoro już napisałam książkę i mam nadzieję napisać ich więcej, to chyba naturalna manifestacja. Skromność jest fajna, twarde stąpanie po ziemi jest dobre, ale nie ukrywam, to moje marzenie. Nie piszę dla siebie i własnej przyjemności. Przynajmniej nie tylko.

5

Wziąć udział w profesjonalnej sesji: Z makijażem, fryzjerem i w ogóle. Znów – miałam w życiu robione setki zdjęć. Może tysiące. Ale chcę tak full service, pełna profeska.

6

Pojechać na weekend z koleżankami: Od kilku lat planuję z przyjaciółkami wypad do Glasgow. Najpierw miałam dziecko, potem miałyśmy pandemię, teraz znowu mam dziecko. Głęboko wierzę, że kiedyś się uda. Będziemy łazić po barach, sklepach, galeriach i zbyt głośno się śmiać. A może wcale nie pojedziemy do Glasgow tylko do spa i będziemy moczyć tyłki i umawiać masaże. Niemniej, chcę.

7

Zrobić prawo jazdy: Wyobrażam sobie siebie (z rodziną) na trasie na szkockich Highlandach i po prostu muszę tego doświadczyć. Co nie znaczy, że chcę mieć samochód. Bo nie chcę. Wynajęłabym.

8

Pojechać na wakacje z mamą: Będę pewnie robić to samo co z przyjaciółkami.

9

Wyspać się: Wiem, że to w końcu nastąpi. Może za pół roku, może trochę wcześniej lub trochę później. Ale w tej chwili nie następuje. Mocno na to czekam.

10

Utrzymywać się z pisania: To nie to samo, co zarabiać na pisaniu. Już zarabiam na pisaniu. Nie są to jednak kwoty, które pokrywają nasze budżetowe potrzeby, traktuję je jako kieszonkowe. Zwłaszcza, że zarabiam w złotówkach, a wydaję funty. Utrzymywanie się z pisania to zatem cel ambitny, żeby nie powiedzieć nieosiągalny. Gdyby udało się zaspokajać pisaniem chociaż dużą część rodzinnych potrzeb, byłabym człowiekiem sukcesu.

11

Zrobić doktorat: Ekonomicznie to idiotyczna decyzja. Do niczego mi niepotrzebna. Powiedzmy, że na rynku pracy nie są potrzebni kolejni specjaliści od kultury dworskiej średniowiecznego dworu Burgundii. Ale lubię się uczyć. Ba, tęsknię za pisaniem esejów. To jest taki zbytek absolutny, bo w niczym oprócz satysfakcji mi to nie pomoże.

12

Być szefem, a przynajmniej czyjąś przełożoną: Nie, nie chodzi o żądzę władzy. Chodzi o moje lęki i kompleksy. Za każdym razem, kiedy w życiu przyszło mi kimś zarządzać, czułam ogromny dyskomfort, że ludzie nie będą mnie lubić z powodu moich poleceń i nie będą ich wykonywać, a mnie szanować. Więc chciałabym się sprawdzić w tej roli. Bo jestem za stara, żeby się bać takich rzeczy. I fajnie byłoby poczuć się kompetentną.

13

Być posłem w Parlamencie: Brytyjskim, oczywiście. Tak, chodzi o żądzę władzy. I wanna be in the room where it happens. I krzyczeć “hear, hear”.

14

Być obywatelką Wielkiej Brytanii: Wszystkie dokumenty złożone, aplikacja opłacona, egzamin zdany. Zabrało mi to tylko piętnaście lat. Czekam na pozytywną decyzję. Mój mąż już ją dostał. Będzie mi to potrzebne do Parlamentu.

15

Być laureatką nagrody: oczywiście literackiej. Połowicznie zależy to oczywiście ode mnie, trzeba pisać dobre książki. Chodzi mi też o prestiżową nagrodę o ogólnopolskiej lub ogólnoświatowej renomie. Nie żeby od razu Nobel, ale jakieś Hugo czy inne Bookery albo Nebule…Chociaż jeśli biblioteka w Żyrardowie zechce mi wręczyć dyplom autorki roku, to nie odmówię.

16

Być stałą felietonistką/publicystką w prasie: Bo podoba mi się ten styl życia. JAK CARRIE BRADSHAW, ha ha. Nie dla pieniędzy – wiem, że w dobrych miesiącach mój blog ma porównywalny zasięg do nakładu niektórych kolorowych magazynów, ale jest coś romantycznego w pisaniu do prasy. Miałam okazję raz spełnić się w The Mother Mag, chętnie powtarzałabym w życiu to doświadczenie co tydzień czy co miesiąc.

17

Nauczyć się biegle jeszcze jednego języka: Rozsądek nakazywałby zrobić coś z solidnymi podstawami francuskiego lub japońskiego, którym poświęciłam sporo czasu i pieniędzy (na japoński, francuski miałam za darmo w szkole). I tak, chciałabym ich używać “na serio”. Ale serce pragnie czegoś zupełnie nierozsądnego i niepotrzebnego…powrotu do gaelic albo walijskiego…Może zatem chcę się nauczyć biegle dwóch języków?
(Uspokój się, Marta, byliśmy już w tym miejscu, niejeden raz, to pułapka!)

18

Poznać Andrzeja Sapkowskiego: Spotykanie swoich mistrzów jest niebezpieczne, bo zapewne okażą się nie tacy jak sobie wymarzyliśmy. Pan Andrzej ma dodatkowo bardzo złą opinię wśród…chyba wszystkich. Co trochę pomaga. Spodziewam się, że byłby naburmuszony i niemiły. Nie spodziewam się niczego zbyt pozytywnego. Mimo wszystko chyba chciałabym wypić z nim kawę lub wódeczkę. No, whisky. Ja stawiam.

19

Wyjeżdżać sama: To nie musi być nie wiadomo co. Nawet samotny wyjazd na jeden dzień. Robiłam to kiedyś, jeżdżąc w delegacje. Po maturze pojechałam też do Paryża, potem jeszcze raz, co prawda do koleżanki, ale kiedy była w pracy, spędzałam cały dzień sama. Jeśli trwa to za długo, robi mi się smutno, towarzystwo jest przyjemnością, ale samotność na krótki dystans pozwala lepiej skupić się na sobie, swoich odczuciach, na otoczeniu. Chwilowa samotność jest bardzo kreatywna.

20

Wrócić do wypraw w terenie: Kiedy rzuciłam pracę, kilka razy miałam okazję wybrać się z moją koleżanką na długie wędrówki w Surrey i w Sussex.
Z małymi dziećmi takie wędrówki jeszcze przez jakiś czas nie będą rozrywką rodzinną, ale kiedyś będą. A jak tylko będę mogła zostawić dzieci na cały dzień bez mamusi (to znaczy głównie młodsze, starsze znakomicie radzi sobie z tatą), to wyruszam.

21

Zrobić coś głupiego: Niemal całe życie jestem rozsądna, grzeczna, “nie taka jak inne dzieci”. Roztropna, odpowiedzialna, godna zaufania. Nudna.
To nie tak, że nigdy nie zrobiłam niczego głupiego. Ale nie pamiętam kiedy ostatnio. Podejrzewam, że w okolicach sylwestra 2016/2017. Nie, nie chcę już nigdy więcej pić rakiji, ale byłoby przyjemnie zrobić coś umiarkowanie głupiego, lub chociaż dość niegrzecznego. Żeby nie zapomnieć jakie to uczucie.

22

Popracować cały dzień: Z dziećmi nie miałam tej przyjemności od dawien dawna. Dlatego właśnie jawi mi się to jako przyjemność. Móc pisać od rana do późnego popołudnia, z przerwą na lunch i herbaty…To byłoby dopiero coś.

23

Poleniuchować cały dzień: Jak wyżej. To nie tak, że nie mam czasu dla siebie. Mój mąż mocno pracuje nad tym, żebym go miała. Ale to trochę czasu tu, trochę tam. Wielki blok tylko dla mnie, na robienie wszystkiego lub niczego, jawi mi się obecnie jak Święty Graal.

24

Wystąpić w telewizji: Mam wrażenie jakbym występowała w telewizji milion razy. Na studiach działałam w telewizji studenckiej i mieliśmy profesjonalne studio, gdzie przygotowywaliśmy co tydzień programy. Prezentowałam, reżyserowałam, pisałam, edytowałam, kierowałam planem, operowałam kamerę, ustawiałam światło…tylko dźwięku nie lubiłam ogarniać. Więc CZUJĘ jakbym spędziła w telewizji lata. Ale naprawdę nie spędziłam.
Nie jest to jakieś życiowe osiągnięcie, Czajka chodzi do telewizji chyba przynajmniej raz w miesiącu, ale myślę, że to spoko punkt do odhaczenia.

25

Zrobić coś dobrego dla innych: Tak systemowo. Nie przez podzielenie się zrzutką (nie robię tego ideologicznie), ale długotrwale i merytorycznie wspierać swoją pracą dobry cel, współtworzyć jakiś pomagający ludziom projekt, w który naprawdę bym wierzyła.

26

Być matką, której dzieci nie będą się bały niczego powiedzieć: Nie muszę być od razu ich najlepszą przyjaciółką i wielkim autorytetem. Na to muszę sobie zasłużyć. Ale żeby w razie problemu, wiedziały, że mogą przyjść. W sumie na to też trzeba sobie zasłużyć…

27

Napisać książkę dla dzieci: A nawet całą serię. Mam już pomysł i mam tytuł. Pierwsza odsłona byłaby o siostrach, helikopterze i bananie.

28

Znowu pójść na pokazy Fashion Week: Udało mi się to raz w życiu (na London Fashion Week), dzięki wykorzystaniu zaproszeń dla koleżanek i wysłaniu kilku mailu. Nigdy później nie miałam motywacji do kontaktowania się z kim trzeba, BO ŻYCIE. A szkoda, bo jest w tym, obok elementu targowiska próżności, również element magii. Pokazy mają niesamowitą atmosferę.

29

Mieć więcej niż jedno mieszkanie: musiałabym być bardzo ogarnięta, bo podatkowo to jest sprawa dla osób dość majętnych. Mieszkanie w innym mieście, wakacyjny dom, może mieszkanie dla dzieci na studiach, albo służbowa alternatywa dla wielkiej hacjendy na wsi…To mocno w sferze wybujałych marzeń. Ale takie wybujałe marzenia są też potrzebne.

30

Dobra. Nie bójmy się tego powiedzieć. Dostać Nobla. Choćby pokojowego. Skoro Obama mógł…

31

Stworzyć produkt. Może ebook, może coś fizycznego (chociaż to pewnie w kolaboracji, bo nie wyobrażam sobie ogarniać samodzielnie logistyki…). Jestem w końcu sprzedawcą, byłoby ciekawie spróbować raz w życiu sprzedać coś swojego.
TAK WIEM, wydaję książkę, ale książka, powieść, wciąż wydaje mi się czymś efemerycznym i duchowym. Jakąś wyższą wartością. A chętnie sprzedałabym coś absolutnie i totalnie komercyjnego, od początku do końca. Chociaż oczywiście fajnego i wartościowego.

32

Być osobą, która nie ma już epizodów depresyjnych. Akceptuję to, że pewnie będę je mieć zawsze lub będę na lekach. Ale fajnie byłoby nie musieć o tym w ogóle myśleć i ich nie mieć. Po prostu.

33

Być z siebie dumna: Ale tak naprawdę. Bo wszystko co osiągam wydaje mi się nie być wystarczające, wydaje mi się zrobione na odwal lub że skoro mi się udało, to każdy może i nie było to wielkie wyzwanie.
Poczucie się naprawdę dumną z siebie byłoby naprawdę miłe i naprawdę oryginalne.

34

Dożyć w zdrowiu przynajmniej osiemdziesiątki: Widzę siebie starą i pomarszczoną. I mam nadzieję, że szastającą pieniędzmi w stronę moich wnuków.

35

Myślę, że fajnie byłoby mieć wnuki. Móc czerpać głównie przyjemność z obcowania z małymi ludźmi bez nieprzespanych nocy, bez organizowania głównie wokół nich życia, bez codziennego zmęczenia i obowiązków. Nie zamierzam zmuszać córek do rodzenia dla mojej przyjemności, ale nie obraziłabym się na bycie babcią.
A jak nie babcią własnych wnuków, to chociaż kól starą babą, którą lubią dzieciaki z sąsiedztwa i która sprzedaje im życzliwe mądrości.

Nie wszystko się uda. Nie starczy czasu i życia. Ale może kilka punktów odhaczę?

W Rocky Horror Picture Show jest piosenka “Don’t dream it, be it”. Tyle, że zamarzenie sobie czegoś to pierwszy krok do spełnienia. Jeśli nawet nie masz śmiałości myśleć o tym kim chcesz być, jak chcesz być, nie da się do tego dojść.
W “Niekończącej się opowieści” jest z kolei scena, w której Cesarzowa mówi Bastianowi, że aby Fantazja odżyła, musi marzyć jak najwięcej. Myślę, że ma rację. Bo co mamy do stracenia?

To nie jest lista zamknięta. To lista otwierająca na myślenie o tym, że mogę, że zasługuję, żeby próbować i pracować nad rzeczami, bo kto wie? Bo czemu nie? Wręcz zamierzam dopisywać do niej kolejne punkty, a inne wymazywać, wraz ze zmieniającymi się potrzebami.


Jak wyglądają Wasze?

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

3 thoughts on “35 rzeczy, które chciałabym jeszcze w życiu zrobić”

  1. Malgorzata Korsar

    Nie wiem jak to robisz, ale tworzysz bloga, którego jako jedynego czytam od wielu lat. Każdy artykuł czytam z przyjemnością od początku do końca. Dziękuję za tworzenie ciekawych treści 🙂

  2. doktorat też jest na mojej liście. Niepotrzebny mi w życiu tytuł za analizę celtyckich monetek z północnych Włoch, są zdecydowanie przyjemniejsze sposoby na wydanie 15 tys, jestem ostatnią osobą nadającą się do pracy na uczelni i wciąz pamiętam, czemu tak trudno mi się współpracowało z promotorem, ale lubię się uczyć, jeździć na kwerendy, weryfikować hipotezy i tworzyć własne.
    Myślę, że można do tego dopisać coś w stylu kursu AFF w Andaluzji (można zrobić taniej w Polsce, ale nie ma się co ograniczać), podróż koleją transsyberyjską i trekking w Islandii albo Nowej Zelandii. Nie mam umiejętności ani czasu na tyle, żeby po prostu wyjechać gdzieś na miesiąc, ale bym chciała.
    Z listy rzeczy, które wiem, że kiedyś zrobię, to pojadę wreszcie na festiwal wagnerowski w Bayreuth. Zainwestuję w ultra drogie bilety, wystroję się w swoją własną wersję sukienki oscarowej, bo gdzie jak nie tam, i będę przechadzać się wśród tych wszystkich snobów udając, że się znam.

  3. Ja zostanę rysowniczką. Rysuje od dzieciństwa i tak sobie myślę, że chciałabym więcej. I żeby ktoś na to patrzył, może nawet się z tego powodu cieszył. A jakby się udało komuś opowiedzieć przez to jakąś historię to już w ogóle sztos.
    PS. 400 słów dziennie jest ostatnio dla mnie dużą inspiracją. Przekuwam na własny użytek 😉

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry