Processed with VSCO with kp8 preset
Riennahera

Riennahera

Miesięcznik Pogardy 7/22

Minął pierwszy tydzień sierpnia, a ja wciąż nie wiem ani gdzie mieszkam, ani jak się nazywam. Cieszę się, że miesięcznik staram się pisać na bieżąco, bo lipiec był najdłuższym miesiącem świata i zupełnie nie pamiętam co działo się kilka tygodni temu.

Ale z tego co zapisałam, wyłania się taki obraz…

Wszyscy kochamy skoki rozwojowe, prawda? Mam wrażenie, że do trzeciego miesiąca miałam w domu jedno niemowlę, a potem ktoś (elfy? Wróżki?) podmienił je i mam stworzenie z jednym wielkim skokiem rozwojowym. W telegraficznym skrócie – znowu nie śpię.
(Potem zrobiło się lepiej, potem gorzej, a teraz każda noc jest inna…)

Ale, ale, jeśli to Miesięcznik Pogardy, to nie możemy zapomnieć o najbardziej godnym pogardy wydarzeniu lipca czyli rezygnacji Borisa Johnsona ze stanowiska przewodniczącego Partii Konserwatywnej i stanowiska premiera. W instagramowym Q&A padło pytanie dlaczego tak nie lubię Borisa i upewnia mnie to w decyzji o starcie z podcastem “Korespondencja z Londynu”. A odpowiedź na pytanie brzmi, między innymi, że jeśli okaże się, że nie mogłabyś pracować w Wielkiej Brytanii bo nie spełniasz warunków wizowych, to dlatego, że Boris chciał zostać premierem i wyciąć konkurencję w swojej partii. Oraz po prostu jest uprzywilejowanym bucem, wybijającym się nawet na tle partii uprzywilejowanych nieprzyjemnych osób.

Wakacje


Pierwsze od września 2020, kiedy to na chwilę poluzowano reguły i nie trzeba było jeszcze do podróżowania wykonywać szeregu drogich testów ważnych przez dobę lub dwie. Pierwsze, odkąd w tymże wrześniu dowiedziałam się, że jestem znowu w ciąży.
Pierwsze wakacje, lot, pobyt nad morzem w życiu Orli.
Czy zachorowała drugiego dnia wyjazdu? No raczej, ze tak. Czy dostała antybiotyk? Czy musieliśmy zmienić cały misternie układany plan kiedy odwiedzamy którą część rodziny? Czy potem zachorował tata, druga córcia i w końcu mama? I obie babcie? Czy potrzeba więcej pytań retorycznych?
Niemniej, było dużo plaży, dużo przygód, dużo nowości. Było super.

Pierwsze w życiu wyjście na morze na żaglówce


Jak to się mogło stać, skoro mój mąż przez wiele lat był instruktorem żeglarstwa? Otóż…MAMA MI NIE POZWALAŁA. Serio. Będę się mścić za to przez kolejne lata, ponieważ mama nie pozwalała mi popłynąć nigdzie z moich chłopakiem, który uczył pływać na żaglach dzieci, za pieniądze. Oczywiście teraz do obsługi łódki się nadaje i mama nie miała obiekcji przed zabraniem na żaglówkę rocznej i trzyletniej wnuczki.
WTF to za mało powiedziane.
W każdym razie jestem chyba z tych osób, które połknęły bakcyla. Bo powrót z wakacji ustawiłam tak, żeby jeszcze popłynąć i myślę sobie jak fajnie byłoby za rok ruszyć w rejs z prawdziwego zdarzenia.
SZKODA, ŻE SIEDEMNAŚCIE LAT PO TYM JAK MÓJ MĄŻ CHCIAŁ ZABRAĆ MNIE NA REJS PO MATURZE. Bo straciłam potencjalnie siedemnaście lat żeglowania. Arrrrrrgh!

Dentysta


Odkąd zupełnie straciłam zaufanie do brytyjskich dentystów nie kosztujących miliony (bo ci za miliony są naprawdę jakościowi), nie mogłam doczekać się przyjazdu do Polski.
Co jest zabawne, bo jako dziecko bałam się dentysty bardziej niż obecnie samolotu. A w tej chwili chodzę na borowanko jak po bułki.
Spełniłam też swoje wieloletnie marzenie o porcelanowych koronach. Moje życie ma się w tej chwili diametralnie zmienić. I nawet w to wierzę. Wkrótce będę pisać o zębach więcej. Bo mam je nowe, piękne, hollywoodzkie i oto pożegnałam się z olbrzymim kompleksem.

Czajka


Było o spotkaniach mało przyjemnych, a teraz o spotkaniu bardzo przyjemnym, bo z osobą, z którą rozmawiam od wielu lat w chwilach najmilszych i najcięższych, przynajmniej kilka razy w tygodniu. I z którą mogę być razem najzłośliwsza na świecie.
Ostatni raz widziałyśmy się na plaży trzy lata temu. Potem wydarzyło się wszystko. Ale znów jesteśmy. I jak zawsze przy okazji spotkania, wpadamy na najlepsze pomysły. Stay tuned.

Seriale

Pistol: Ostatnimi czasy seriale Disneya, te spoza strefy największego hype’u, zadziwiają mnie swoim kunsztem. Niedawno chwaliłam “Pam & Tommy”, z jeszcze większą przyjemnością obejrzałam biograficzne dzieło o Sex Pistols. O ile historia Pameli Anderson była gdzieś na obrzeżach mojej popkulturowej świadomości, tak jako młoda nastolatka słuchałam z wielkim zamiłowaniem “Anarchy in the UK”, nosiłam przy spodniach i plecakach agrafki, malowałam brytyjską flagę i symbol anarchii na trampkach.
To były jednak czasy sprzed powszechnie dostępnego stałego łącza i po latach fascynujące było połączyć w spójniejszą całość wszystkie skrawki mojej wiedzy o zespole. Biorę oczywiście poprawkę, że to tylko artystyczna wizja Danny’ego Boyle’a, a John Lyndon (czyli Johnny Rotten) był wściekły na serial i próbował zablokować użycie w produkcji ich oryginalnej muzyki. Co jest ciekawe, bo ukazany jest raczej jako ekscentryk z dużą dozą uroku i serca.
Nie traktujemy zatem serialu jako obiektywnej prawdy o przeszłości, ale jako serial ogląda się dobrze i wciąga.

Russian Girl drugi sezon: Podobało mi się określenie tego serialu przez Zwierza Popkulturalnego. To dobry serial, w którym nikogo nie lubię więc ciężko się wciągnąć. Czy jakoś tak. I dużo w tym prawdy. Doceniam kunszt opowieści, w pierwszym sezonie ciekawszej niż w drugim. Doceniam styl scenografii i nonszalancję aktorów. Ale zupełnie mnie te postaci nie obchodzą. W którymś momencie zgubiłam wątek, bo kolejna wolta z walizką monet nie zdołała utrzymać mojej uwagi.
No I szkoda, że w zakończeniu poszli trochę na sztampową łatwiznę.
Chociaż nie odmówię produkcji jakości, nie czekam na trzeci sezon.

The Lost Daughter: Profesor literatury włoskiej odpoczywa na wakacjach w Grecji, obserwując z dystansu młodą matkę i jej irytującą rodzinę, rozmyślając przy tym o swoich życiowych wyborach.
Piszę to następnego dnia po obejrzeniu i już czuję się z tym filmem inaczej niż kiedy go tylko skończyłam. Ale nie jestem do końca pewna jak się czuję.
Tak, Olivia Coleman gra w nim bardzo dobrze, ale Olivia Coleman wszędzie gra bardzo dobrze. Zakładam, gdyby wystąpiła jako osioł na jasełkach, to już byłaby rola oscarowa.
Identyfikuję się z tematyką sprzecznych uczuć matek wobec własnych dzieci i wewnętrznej walki między miłością, a potrzebą przestrzeni dla siebie i poczuciem osaczenia. Są więc tu sceny, które do mnie trafiają.
Ale jest dużo dramatyzmu, przesady i jakiegoś nieogarnięcia, które sprawia, że zamiast identyfikować się z postaciami, trochę się krzywię. Bo nie rozumiem na przykład czemu bohaterka Coleman z przeszłości jest tak przytłoczona dziećmi, które chodzą do szkoły i przedszkola i czemu jej praca tak cierpi. Bohaterka narzeka, że prawie nie pracuje, nie wiem zatem co robi, gdy nie ma dzieci w domu. Problemem młodej Niny jest z pewnością jakaś forma depresji, ale przynajmniej w tym samym stopniu dziwna kontrolująca rodzina zamieszana w szemrane interesy.
Inna sprawa, że to adaptacja książki, może w oryginale pewne rzeczy wyjaśnione są lepiej.
Ogólnie to taki film, w którym czuć jakość, ale jednocześnie przyspieszałam sceny, bo niekoniecznie cokolwiek wnosiły.
Więc nie wiem jaka jest moja ostateczna ocena.

Perswazje: Myślę, że każdy zna niezwykle skomplikowaną fabułę powieści Jane Austen. Otóż panienka nie wyszła za mąż za ukochanego, bo rodzina uznała, że był za biedny. Panienka żałuje, że dała się im przekonać i kolejne osiem lat cierpi z miłości. Wtem! Spotykają się ponownie.
To Jane Austen, wiadomo dokąd wszystko zmierza.
Ta adaptacja ma koszmarne recenzje i generalnie zgadzam się ze wszystkimi. Próba uwspółcześnienia wypada źle. Bohaterka ma bardzo niewiele wspólnego z cechami powieściowego oryginału. Amant jest nudny jak flaki z olejem i gra kuriozalnie. Krótko mówiąc – straszna szmira.
Ale…jednocześnie da się to oglądać. Cóż, nikt nie powiedział, że film musi być dobry, żeby sprawiał jakąś przyjemność. A ten film nadaje się na wieczór w łóżku pod kocem albo do oglądania przy winie z koleżankami, kiedy wino i koleżanki interesują bardziej niż to co na ekranie.
Porządna szmira.
Dość, że obejrzałam to drugi raz z mamą, jako podkład pod likierek i czekoladki. I weszło gładko. Taki to film. Niedobry, ale w porządku.

Nowy wspaniały świat: Na podstawie książki Aldousa Huxleya, którą pewnie wszyscy czytaliśmy w szkole. Ale ze zmianami. Nie jest to najlepszy serial jaki w tym roku widziałam, ale nie jest też jakkolwiek obok najgorszego. Jest wizualnie ładny i przemyślany. Oddaje z powodzeniem sporo idei książki. Wchodzi łatwo. Ma się ochotę na więcej. Grają tu dobrzy brytyjscy aktorzy.
Dlaczego ten serial miał tak złe recenzje?
Tak, z takiego materiały źródłowego dałoby się zrobić arcydzieło. Ale to jest porządna rozrywka.

Książki

To nie jest dla mnie dobry czas na czytanie. Jestem w połowie czterech książek, ale żadnej nie jestem w stanie skończyć. Obecnie czytam na Kindle lub na papierze: Stuffocation, Gruba, Czuły Narrator, Sleeper and spindle. Ale wszystkie są otwarte i idą mi jak krew z nosa. Nie jestem w tej chwili w mentalnej przestrzeni na wyciszenie się, będąc poza domem, z dziećmi, z rodziną, z dentystą co któryś dzień.
(Teraz wróciłam do domu i mam nadzieję nadrabiać)

ALE, po roku udało mi się w końcu skończyć na Audiotece “Odyseję Kosmiczną 2001”. Uwierzycie, że to mój pierwszy w życiu audiobook? Ogólnie jestem osobą, która mocno odbiera bodźce wizualne, gorzej z innymi. Słuchanie wymaga ode mnie pewnego skupienia. Ale włączałam książkę podczas prac domowych czy karmienia i w końcu się udało.
I zabrałam się prędko za kolejną.

Co do samej Odysei, to jest mniej więcej wiernym zapisem tego, co widać w filmie, chociaż pewne fragmenty są o wiele lepiej wyjaśnione opisem niż obrazem.

Blogowo

Zrobiłam sobie totalny urlop. Po miesiącach męczenia się ze statystykami i tym co i jak się klikało, uznałam, że czas na przerwę. Bo moja radość z pisania czegokolwiek zaczęła zdychać. Wszystko co pisałam wydawało mi się bez sensu. No i świat się nie zawalił i niemal się założę, że pewnie nie zauważyłaś przerwy.

Niemniej, i tak wpadło na blog kilka fajnych rzeczy.
O najważniejszych rzeczach, których nikt nas nie uczy.
O obsesji piękna.
I wyzwanie pisania 400 słów dziennie (nie bierzesz udziału to weź!).
Oraz o idealnym związku i tym, czego nauczył mnie Londyn.
Tekstów mało, ale za to fajne.
There, I said it.

A tymczasem leci już sierpień…kolejne wydanie Miesięcznika wkrótce.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry