miesiecznikpogardy
Riennahera

Riennahera

Miesięcznik Pogardy 9/12

Co to był za miesiąc. Nie wiem nawet co o nim myśleć.

Wydarzeniem miesiąca z pewnością była śmierć Królowej. Chociaż miała 96 lat, była jak Hiszpańska Inkwizycja. Nikt się jej nie spodziewał.

Dwa tygodnie września upłynęły na przeżywaniu dziejących się na naszych oczach historycznych zmian w kraju i obserwowaniu organizacji jej pogrzebu. Starałam się relacjonować jak najwięcej mogłam, pokazywałam jak wyglądała sytuacja pod Pałacem Buckingham, w kolejce do obejrzenia trumny i podczas samego pogrzebu. Pokazywałam jak reagowała prasa. Wypowiadałam się w newonce radio na temat hajpu na Rodzinę Królewską.

To był bardzo intensywny okres i starałam się być wszędzie. I kiedy się skończył…odetchnęłam z ulgą.

Zaczęliśmy również oglądać szkoły, do których będziemy aplikować za miesiąc lub dwa. Iona zaczyna naukę we wrześniu za rok. Kiedy to minęło – nie wiem. Przecież dopiero co się urodziła.

Kulturalnie

„The Tempest” w Globe Theatre: Chociaż mieszkam w Londynie już prawie dziesięć lat, wciąż są rzeczy, które chciałabym zrobić, a których jeszcze nie odhaczyłam z listy. Obejrzenie sztuki na deskach Globe było jedną z nich. Jest to doświadczenie inne niż w teatrze, hm…jaki znamy na co dzień. Teatr szekspirowski wydaje mi się bardziej interaktywny, bardziej na luzie, z większym elementem improwizacji. Oczywiście muszę zobaczyć inne produkcje, ale to było pierwsze wrażenie.

Sama sztuka…No, nie jest to moja ulubiona sztuka Szekspira. Nie jest to też wybitna inscenizacja. Ale jest wystarczająco zabawna i wystarczająco jakościowa, żeby było warto obejrzeć, jeśli ma się okazję.

Maria Bartuszova w Tate Modern: To malutka wystawa, ale bardzo przyjemna i relaksująca. Obłe kształty prac artystki dają ukojenie. Dla wielbicieli minimalizmu – koniecznie. Myślę, że nawet trochę dla wielbicieli brutalizmu, bo choć to nie brutalizm, to retro klimat jest podobny.
Przyznam jednak, że gdybym zapłaciła za wejście szesnaście funtów, zamiast wykorzystywać członkostwo Tatę, byłabym nieco rozczarowana ilością prac.

Wystawa Van Cleef and Arpels: Na tę darmową wystawę namówiła mnie Kasia Depa. Bardzo polecam, dla samej przyjemności obcowania z bardzo pięknymi, bardzo kunsztownymi i bardzo cennymi przedmiotami. Estetyczne doznania są niesamowite. Miałam jeszcze niezwykłą przyjemność wysłuchać komentarza Kasi, która jest ekspertką w dziedzinie biżuterii i ma coś do powiedzenia o prawie każdym eksponacie.
Mogłam podziwiać na żywo niezwykły kunszt jubilerski, znany mi dotąd jedynie z reklam marki w Vogue. Poza tym wystawa pokazuje trendy biżuteryjne z różnych dekad i jak klasyczna marka sobie z nimi radziła. Piękne to i ciekawe.
Dostępne w Design Museum do 20 października.

Autorką powyższych zdjęć jest Ewa Kara

Czy malowanie ceramicznego królika to wydarzenie kulturalne? Jest to jakieś artystyczne wyżycie się…A zatem, malowałam królika. W ramach spotkania londyńskiej części blogowej społeczności.
Przy okazji, jeśli masz ochotę poznać ludzi w Londynie, zapraszam na nasze comiesięczne spotkania. Informacje najłatwiej znaleźć w grupie Londyn Pogardy.

Książki

Dopiero wracam do siebie po wakacyjnym czasie braku siły na książki. I tak sobie rozważam to fetyszyzowanie czytania jako dobra nadrzędnego. Tak, uwielbiam czytać. Tak, uwielbiam pisać. Powinnam wielbić książki ponad wszystko. Ale po prostu są w życiu ograniczone zasoby i siły. I są okresy, kiedy robisz inne, równie wspaniałe co książki rzeczy i po prostu nie wciśniesz już więcej. Słuchanie muzyki, oglądanie wystaw czy teatr są równie rozwijające co czytanie. Są okresym kiedy kończę w miesiącu trzy książki i takie, że żadnej. I nie wstydzę się. Równie dobrze co “nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka” mogłabym powiedzieć “nie chodzisz do opery, nie chodzę z tobą do łóżka”.

Do końca „Factfullness” i „Grubej” dzieli mnie kilkadziesiąt stron, więc jak widać czytam, ale nie, nie skończyłam w tym miesiącu kilkunastu książek. Opiszę Wam wrażenia z lektury za miesiąc.

Poza tym zatwierdzałam ostateczną wersję mojej własnej książki i już wiem, że możemy się jej spodziewać w pierwszych miesiącach przyszłego roku…Ja tam się nie mogę doczekać. W końcu!

Monstress: Tak, umieściłam komiks w sekcji książek. O zgrozo! Natomiast “Monstressa” pasuje tylko tu. To opowieść monumentalna i doznanie tak graficzne jak i uczta dla wyobraźni. Mam kilka zarzutów co do tego tomu. W porównaniu z poprzednimi jest taki…lajtowy. Może motywacje jednej postaci stają się zrozumiałe, jednak nie ma tu „pierdolnięcia” poprzednich tomów. Ani seksu. No, trochę nuda 😉

Filmy i seriale

Goodbye Christopher Robin: Jest to film o powstaniu “Kubusia Puchatka” w świetle relacji A.A. Milne’a z synem, na którym oparł postać Krzysia. I o tym, jak sława dzieła negatywnie wpłynęła na życie chłopca.
Obejrzałam film bez specjalnego zainteresowania tematem, dla Domhnalla Gleesona, którego uwielbiam na ekranie. Nie kocham się w nim, ale jego widok sprawia mi przyjemność. Skończyłam jednak z jedną wielką refleksją odnośnie wykorzystywania dzieci we wszelakiej twórczości i publicznej działalności i jestem pełna mieszanych uczuć. Skłania do myślenia. W kontekście dzieci influencerów, na przykład…

Rings of Power oraz House of Dragon: Opisałam Wam wrażenia z tych seriali w tekście (link w sekcji poniżej). Muszę przyznać, że od 6 odcinka oba zaczynają się robić dużo lepsze. Z jednej strony – nie znoszę tego stwierdzenia, żeby dawać serialom czas się rozkręcić, bo mój czas jest cenny. Ale być może trud ich oglądania się jeszcze opłaci.

Making the Cut: Format niemalże identyczny jak Project Runway. Kocham ten format. Uwielbiam oglądać jak to samo zadanie realizowane jest przez różnych projektantów.
To moje guilty pleasure.

Euphoria: Jestem w pierwszym sezonie i wcale nie ciągnie mnie, żeby robić sobie binge watching. Rozumiem, że jest jakościowy. Rozumiem, że porusza ważne tematy. Rozumiem, że daje reprezentację. Ale jak to się ciężko ogląda…Tak, jest dobry. Ale jest mi bardzo, bardzo smutno.

Bling Ring: Grupa uprzywilejowanych acz problematycznych nastolatków z LA okrada domy hollywoodzkich gwiazd pod ich nieobecność. Oparte na faktach.
Po latach wciąż nie wiem co sądzić o filmach Sophii Coppoli. Są jednocześnie na swój sposób dobre i na swój sposób złe.
Na pewno mają wspólny styl, tematykę, poetykę, ale mają też wspólną…no, nie wiem jak to inaczej ująć. Nudę. Która czasem jest przyjemna, a czasem w ogóle. Jej “Maria Antonina” mnie zachwyca, ale Bling Ring to raczej niewypał. Nudzą dłużyzny, które mają być stylowe, ale nie wyszło. Ciężko o jakąkolwiek empatię z postaciami, są albo nieprzyjemne, albo nijakie.

Andor: Ten serial jest dla starwarsowego uniwersum tym, czym był dla niego “Łotr 1”. Wreszcie mamy coś świeżego. “Mandalorian” prawie dawał radę, aż skręcił na manowce. “Księga Boba Fetta” poległa. Serial o Kenobim…ech. Natomiast tutaj mamy na serio rozwinięcie świata, pokazanie czegoś nowego. Oficerów, którzy chcą dobrze, a wychodzi jak zwykle. Protagonistów, którzy robią niefajne rzeczy. Chcę więcej.

Filmy dla dzieci

Nowa rubryka! Staram się nieco odsunąć Ionkę od animowanych seriali (uwielbia Pidżamersów, którzy niezbyt mi się podobają) i skierować jej uwagę na filmy pełnometrażowe. Jest od dawna zakochana we Frozen (jak większość małych dziewczynek…), w Encanto, w Totoro i Ponyo, zobaczymy jak pójdzie dalej.

Raya i Ostatni Smok: Nie wiem na ile Iona zrozumiała cały koncept, ale podobał jej się smok i “bobas”. I zapamiętała jak nazywa się smok. I pytała “mamo gdzie jest Sisu”.

Toy Story: Kiedy film wszedł do kin, miałam 8 lat. Podobał mi się, ale bez przesady. Do dzisiaj nie rozumiem zachwytów nad serią, która jest miła i fajna, ale (mnie) nie zwala z nóg. Iony też nie. Może jest jeszcze za mała, ale tak jak smoki jej się podobały, tak Toy Story nie.

Kubuś Puchatek: Iona połknęła bakcyla i obejrzała już dwa razy film o szukaniu ogona Kłapouchego. Ja nie lubiłam Kubusia jako dziecko, ale zdecydowanie wolę Kubusia niż pięć minut Psiego Patrolu (który jest u nas zablokowany).

Blogowo

Opisałam wrażenia z wakacji w Norwegii. Nie zgadzałam się, że czasy, w których żyjemy, są wyjątkowe. Czytałam o zmęczeniu rzeczami. Porównywałam Ród Smoka i Pierścienie Władzy. Oburzałam się zbrodniami na modzie. Opisałam śmieszne rodzinne sytuacje z wakacji. Dzieliłam się doświadczeniem z mapą marzeń. Pachniałam koniem.

Podcast

Pojawił się nagrany wcześniej odcinek o tym czy Brytyjczycy są obłudni, o czym rozmawiałam z dr Joanną Kolak i moją przyjaciółką Asią Kaszubą.
Nagrałam również specjalnie odcinek o królowej, królu i monarchii. Potem zastanawiałam się czy warto mieszkać w Londynie w odniesieniu do starego tekstu z bloga.

Linki


Badania wskazują, że posiadanie dzieci sprawia, że ludzie robią się bardziej konserwatywni. Te badania mnie zastanawiają, bo mam wręcz odwrotnie Z biegiem lat i z rosnącą liczbą dzieci, robię się bardziej wyrozumiała i liberalna. Bo co, jeśli jakiś problem będzie dotyczył i MOICH dzieci? Chcę być wsparciem, nie przeszkodą.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

1 thought on “Miesięcznik Pogardy 9/12”

  1. Bardzo podoba mi sie twoj podcast, a szczegolnie odcinek Czy Brytyjczycy sa obludni. Mieszkam w UK od lat, mam brytyjskiego meza, co wiecej pracuje w collegu uczac doroslych imigrantow jezyka angielskiego i mam z nimi niekonczace sie dyskusje na powyzszy temat. Szczegolnie ci ze wschodniej Europy ale i z Hiszpanii np czesto mowia mi, ze odbieraja Brytyjczykow jako obludnych, nieszczerych, falszywych kiedy tlumacze im dlaczego vbycie uprzejmym i takie 'beating around the bush’ przy mowieniu czegokolwiek negatywnego to nieodlaczny element komunikacji w j angielskim a jie tylko jakies widzimisie.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry