Jak pisać

Nie uważam się za wielką specjalistkę od pisania. Mam raczej znamiona osoby walczącej z wieloletnim uzależnieniem od tej używki. Podejście do pisania i indywidualne sposoby są chyba jednak tematem, który całkiem sporo osób interesuje. Podczas Serialconu podeszła do mnie Czytelniczka, która sama chciałaby pisać, ale niekoniecznie wie gdzie zacząć. Miała pewne obawy związane z dzieleniem się tekstami i reakcjami innych. Zasugerowała, że tekst na ten temat byłby ciekawy i lubi czytać o zapleczu pisania i blogowania. Kolejna sugestia pojawiła się ze strony Kasi, która jest jedną z Patronów bloga. Chciała wiedzieć jak piszę posty i w ogóle jaki mam sposób na pisanie.
Skoro jest zapotrzebowanie, to jedziemy.

Są dziesiątki lepszych i skuteczniejszych blogerów z publiką większą niż moje 25 tysięcy unikalnych użytkowników. Są ludzie, którzy piszą na poważnie i się z tego utrzymują, wydają książki, uczą pisania innych za pieniądze i tak dalej. Jedyne co mogę przekazać, to moje własne doświadczenia osoby dotkniętej ciężką grafomanią, która chowa teksty do szuflady od jakichś siedemnastu lat albo pokazuje je na tym czy innym blogu od jakichś piętnastu lat. Jeśli interesuje Cię opinia takiej osoby, to może być tekst dla Ciebie.

Zacznijmy od tego czy pisanie jest dla każdego. I jest, i nie jest. Znakomita większość społeczeństwa jest w stanie sklecić krótki tekst mający ręce i nogi. Niektórym zajmie to pięć minut, innym cały dzień, nie jest to jednak do końca istotne. Myślę, że przede wszystkim ważne są uczucia towarzyszące Ci podczas tworzenia. Nie są to zawsze pozytywne uczucia, o nie. W moim przypadku wręcz przeciwnie. Zanim się zabiorę, najczęściej nie chce mi się pisać i szukam wszelkich sposobów na prokrastynację. Po napisaniu tekstu, od razu przestaje mi się podobać i czuję się jak największe beztalencie świata. Im dłużej na niego patrzę, tym jest gorzej. Nie lubię czytać moich starych tekstów, bo im coś jest starsze, tym gorszych nudności dostaję na widok tych wypocin.

Jednak podczas samego momentu pisania czuję ekscytujące mrowienie na plecach, a palce stukają w klawisze jak szalone. Ciśnienie się podnosi, czasem z ekscytacji nie mogę usiedzieć. A czasem rozkosznie i leniwie rozpływam się tworząc linijkę za linijką, jakby od niechcenia. Każdy ma pewnie własne odczucia i reakcje, ale jeśli pisanie nie sprawia Ci przyjemności, to nie ma sensu się zmuszać. Pisanie jest potrzebą. Jeśli masz pisać, ta potrzeba będzie to za Tobą chodzić i nie da o sobie zapomnieć.

jakpisać4

Wena nie istnieje

No dobrze, istnieje, ale jeździ na pstrym koniu. Nie ma co jej ufać, nie można na niej polegać. Miewam momenty, kiedy nagle jak grom z jasnego nieba trafia mnie pomysł. Chwytam laptopa albo przynajmniej zeszyt i gotowy tekst sam się wylewa spod klawiszy czy ołówka. Tak, te momenty się zdarzają. Może raz na miesiąc. Nie możesz pisać raz na miesiąc. Z wielu powodów.

Lepiej jest napisać cokolwiek niż nic

Jedno ze stwierdzeń, których absolutnie nie znoszę, jest to, że lepiej opublikować jeden bardzo dobrej jakości tekst w miesiącu, niż słabe wpisy co kilka dni. To absolutna i totalna bzdura.
Po pierwsze – jako twórca nie masz pojęcia, co odbiorca uzna za dobry i jakościowy wpis. Są teksty, nad którymi siedziałam przez kilka dni, a reakcja na nie była mało entuzjastyczna. Są inne, napisane w dwadzieścia minut, które zebrały dziesiątki komentarzy i dziesiątki tysięcy wyświetleń.
Po drugie – jeśli napiszesz dziesięć tekstów, prawdopodobnie jeden będzie świetny, kilka będzie znośnych, a reszta do niczego. Jeśli napiszesz dwadzieścia tekstów, dwa będą świetne, dziesięć znośnych i tak dalej i tak dalej. Jeśli będziesz tworzyć jeden genialny tekst przez rok, skończysz niczym Joseph Grand z “Dżumy” Camusa, który przepisywał latami jedno zdanie o amazonce przemierzającej Lasek Buloński na kasztance.

Im więcej piszesz, tym łatwiej Ci to przychodzi. Tym lepsze teksty tworzysz. Tym szybciej przychodzą do głowy nowe pomysły. Z pisaniem jest zupełnie jak z mięśniami. Trzeba je ćwiczyć często i regularnie. Oraz odpowiednio się odżywiać.

jakpisać2

Znajdź mistrzów

Wracając do odżywiania. Ciężko pisać lepiej, jeśli nie czyta się tekstów osób piszących od Ciebie lepiej. W moim przypadku jest to w sumie większość piszących, niemniej jednak są talenty, które onieśmielają w swojej doskonałości. Wiem, że nigdy im nie dorównam, są jednak pewne składniki stylu, których mogę próbować się od nich uczyć i które popychają mnie do dalszego pisania.

Opublikowałam kiedyś wpis o trupach nad biurkiem. Lista mniej więcej wciąż się zgadza, choć jest teraz dłuższa.
Do moich największych pisarskich mistrzów zaliczam obecnie mężny kwartet: Vonneguta, Balzaka, Tołstoja i Lema. Jest to mniej więcej styl, do którego aspiruję i który staram się przemycać w tekstach. Bynajmniej nie twierdzę, że piszę jak Tołstoj. Na Boga, NIKT nie pisze jak Tołstoj. Tworzy on jednak zdania i konstrukcje, które chcę pochłaniać. Opisuje grymasy twarzy w sposób, który wyciska mi łzy z oczu albo sprawia, że śmieję się na głos. Nie ma sensu ich kopiować, ale obserwacje, na co reaguję i co mi się podoba, są bardzo przydatne.

Nie porównuj się do innych

Spędziłam długie i bolesne chwile na cierpieniu, że nigdy nie będę pisać jak wspomniani panowe. Co więcej, nie będę nawet pisać jak Zwierz Popkulturalny, bo to jest totalnie walnięta kobieta, która sypia mało, ma niespożyte pokłady energii i niemal codziennie tworzy wielostronicowe teksty.
Inspiracje są niezwykle ważne, ale nie ma sensu próbować być jak kto inny. Masz swój głos, którym musisz wyrazić to, co jest dla Ciebie ważne. Często zdarza się, że wchodzę na bloga i po kilku tekstach czuję, że autor próbuje być kimś innym niż jest. Stara się stworzyć tekst w stylu, który należy do kogoś innego. Próbuje wyjść na fajniejszego, mądrzejszego lub…głupszego niż jest w rzeczywistości. Przy czym naprawdę wolę, jak ktoś próbuje napisać coś mądrego, ale idzie mu średnio, bo przynajmniej się stara. Mądre osoby piszące niemądre teksty łamią mi serce.

jakpisać5

Znajdź odpowiednie środowisko

Wielokrotnie toczyłam z mężem spory o włączanie muzyki w domu. On lubi słuchać czegoś cały czas, ja mam momenty, kiedy nie umiem obejść się bez podkładu dźwiękowego (np. na ulicy, w drodze do pracy), ale podczas pisania muszę mieć ciszę i spokój. Totalną ciszę. Przeszkadza mi nawet pralka czy rozmowa telefoniczna. Zaszywam się na kanapie, fotelu czy w łóżku (nigdy przy biurku!) i nie odzywam się, dopóki nie skończę. Czasami jestem w stanie bardzo efektywnie pracować w pociągu lub w kawiarni. Szum rozmów traktuję jako white noise, nie przeszkadza mi. Odcinam się też od bodźców w postaci social mediów i skupiam na zadaniu.

Nie umiem pisać bez kompletnego odcięcia się od świata.

Najlepszy czas na pisanie

Dla mnie to około dziesiątej rano i późno w nocy. Niekoniecznie dobrze się to synchronizuje z pracą na etacie i życiem rodzinnym, ale, jak by to powiedzieć…pisanie ogólnie niekoniecznie synchronizuje się z czymkolwiek. Tworząc cokolwiek często trzeba być dość niemiłą osobą z nieprzyjemnymi priorytetami. O ile staram się nie robić tego w pracy (bo to jednak trochę kradzież, nawet jeśli chodzi o czas, nie o prawdziwy pieniądz) i ograniczać się do notatek podczas picia herbaty, tak bliscy niejednokrotnie słyszeli, że TERAZ PISZĘ ZOSTAWCIE MNIE TERAZ WAS NIE KOCHAM.

Czas na pisanie trzeba sobie wyznaczać i się go trzymać, a jeśli oprócz niego nadejdzie moment geniuszu, warto go wykorzystać jak najbardziej się da. Tym bardziej, że mimo wyznaczania czasu są takie chwile, kiedy nie da się napisać absolutnie niczego.

jakpisać6

Najlepszy sposób na pisanie

Moja metoda jest niezwykle nieefektywna i irytująca. Zwykle spisuję fragmenty tekstu, które najbardziej mnie interesuja. Zawsze tak było. Niezależnie czy chodziło o pracę magisterską, olimpiadę języka polskiego, tekst na bloga czy powieść. Jest jakaś idea, która bardzo mnie kręci, więc siadam i piszę o niej, choćby brakowało mi wstępu, zakończenia i piętnastu akapitów przed i po tej konkretnej myśli. Moje prace na studiach składały się z niezliczonej ilości czerwonych zdań w stylu “TU DODAĆ JAKĄŚ BZDURĘ O TYM I O TYM”. W przypadku długiej formy piszę sobie sceny, które mi się najbardziej podobają (głównie jak się całuję i zabijają…), a cała reszta JAKOŚ SIĘ UŁOŻY.

Jest to, owszem, bardzo irytujące, ale muszę tak robić. Wiem, że są osoby pieczołowicie planujące każdy napisany fragment, rozpisujące sobie myśli, wnioski, punkty, dialogi. Są osoby, które od razy tworzą wszystko chronologicznie, wracając najwyżej do wcześniejszego fragmentu tekstu dla wprowadzenia poprawek. To niestety nie ja.

Do czego zmierzam? Mój sposób jest niewydajny, ale jest mój. Kiedy próbuję go zmienić, tracę chęci, wenę, siły do pisania. Zamiast ułatwiać tworzenie, utrudniam je sobie. Bez sensu.

Mam też nie do końca dobry nawyk, że lubię pisać na ostatnią chwilę. Nie jestem z gatunku osób, które regularnie naszykują sobie tekstów na zapas. Pisanie na chwilę przed publikacją motywuje mnie i wzmaga moją kreatywność. Być może właśnie z powodu braku deadline’ów bardzo ciężko jest mi pisać powieść.

Notuj pomysły i pojedyncze myśli

Są dni, kiedy wpadam na pomysł za pomysłem. Jestem jednak w pracy, w drodze na zakupy, na wycieczce i nie mogę siąść do pisania. Są też dni, gdy zaświta mi jakaś myśl, ale nie mam na nią do końca pomysłu. Zapisuję ją wtedy w notatniku, żeby powrócić do niej w odpowiedniej chwili. Ta chwila może nadejść za kilka dni albo za sześć miesięcy. Z dziesięciu pojedynczych myśli jesteś w stanie stworzyć całkiem zgrabny tekst. Przetykany czerwonymi uwagami “TU DODAĆ JAKĄŚ BZDURĘ O TYM I O TYM”.

Przerwy są bardzo ważne

Miewam dni, gdy nie mogę pisać. Nie układają mi się żadne zdania, nic nie ma sensu. Każde słowo jest wysiłkiem, nic mi się nie podoba. Czasem warto się zmusić i wychodzi coś przyzwoitego. Czasem nie warto. Lepiej iść na spacer, obejrzeć film, zjeść coś, pójść na piwo, iść spać. Niejednokrotnie rozmowa z koleżanką czy porządny sen sprawił, że tego samego dnia nagle nachodziła mnie inspiracja.

jakpisać3

Reakcje Czytelników

Czasami uważam, że jakiś tekst jest głupi i na pewno wszyscy przestaną mnie lubić po publikacji. Oprócz jednego jedynego tekstu, po którym wylało się na mnie (zupełnie niespodziewanie!) wiadro pomyj, takie sytuacje jednak się nie zdarzają. Przynajmniej mnie. W znakomitej ilości przypadków dostaję od Czytelnika słowa otuchy albo wsparcia, podziękowania, miłe komentarze. Czasem nie dostaję prawie niczego, a tekst przechodzi bez echa.

Nie wszystkim musisz się podobać. Nie wszyscy muszą się z Tobą zgadzać. Martwiłabym się, gdyby wszyscy się ze mną zgadzali. Przyzwyczaj się, że jedno zdanie krytyki będzie Cię kuło i uwierało, choćby dziesięć czy sto innych osób mówiło Ci, że jesteś super. I tak im nie uwierzysz.

Mam nadzieję, że znaleźliście w powyższym tekście coś dla siebie. Jeśli masz jakiekolwiek pytania odnośnie powyższych punktów, daj znać. Podziel się też swoimi metodami i preferencjami.

 

 

Ten wpis powstał z sugestii Patronów. Serdecznie zapraszam Cię do dołączenia do tego grona, jeśli tylko masz ochotę.

black

  • http://dziswprogramie.blogspot.com/ escapologist

    myślałam, że jestem świrem, a ludzie, którzy są w stanie wypluć z siebie dłuższy sensowny tekst, to jednak piszą go od początku do końca, a nie moją ulubioną metodą: w stylu CHAOSU. rozwinięcie i wnioski na raz, a wstęp na koniec i w wielkich bólach. co za miła niespodzianka!
    lubię pisać, ale wstydzę się pisać. jak żyć?

    • http://slowonalawe.pl/ Joanna Biadalska

      Jeśli się nie mylę, to ten sposób polecała chyba ostatnio Janina podczas live’a u Jasona Hunta, więc może w tym szaleństwie jest metoda? :)

      Co do wstydu – może pisz do tzw. szuflady, a potem podziel się najpierw z kimś bliskim i może to Cię ośmieli? Ja tak zrobiłam, a byłam tak zawstydzona, że mój pierwszy coming out skończył się tak, że popłakałam się ze wstydu, także… 😉

      Powodzenia!

      • http://riennahera.com/ Riennahera

        Dalej mogę się prawie popłakać ze wstydu jak komuś pokazuję kawałki mojej fabuły. To nie mija.

        • http://slowonalawe.pl/ Joanna Biadalska

          Jak twierdził Hłasko: „Książki warto pisać tylko wtedy, jeśli przekroczy się ostatnią granicę wstydu; pisanie jest rzeczą bardziej intymną od łóżka; przynajmniej dla mnie”. Coś w tym chyba jest.

  • http://slowonalawe.pl/ Joanna Biadalska

    Bardzo długo myślałam, że pisanie ma być wtedy, kiedy jest właśnie to mrowienie, a w żyłach wartko płynie krew. I prawdę mówiąc, dopiero po poradzie od Ciebie (dzięki!) spróbowałam zmienić podejście i wyznaczyć sobie zasadę dwóch tekstów na tydzień jako minimum. I byłam w szoku, jak wiele mogę napisać, kiedy wydaje mi się, że nie mogę pisać :)

    A w jeszcze większym szoku byłam, jak pozytywny odbiór mogą mieć teksty publikowane z rumieńcem zażenowania na policzkach, teksty, który sama uznawałam za słabe.

    Mogę też podrzucić swój sposób na totalną blokadę. Właśnie ostatnio dopadły mnie dni (a nawet tygodnie), kiedy nie byłam w stanie napisać NIC nawet po godzinach przed pulsującym kursorem. Przerwy nie pomagały, pomogło dopiero przerwanie mojej codziennej rutyny, zrobienie czegoś innego niż zwykle. Warto spróbować, może komuś też pomoże. :)

  • http://tumnieboli.com basia | tumnieboli

    Ale super! Napisałabym cos więcej, ale brak mi słów. Dzięki! Szczególnie za to, ze czasem pisanie za kimś chodzi… Dokladnie to mam. Piękne i inspirujace!!

  • http://mykotka.blogspot.de/ mykotka

    „pisanie ogólnie niekoniecznie synchronizuje się z czymkolwiek” AMEN.
    Początkującym od siebie polecam forum fantastyka.pl, chyba najbardziej rzeczowe komentarze tam można dostać.
    A 25 tys. UU to o jakieś 25 tys. więcej niż większość z nas posiada. Mi się ten tekst podobał, choćby by porównać metody innych piszących :)
    A który twój tekst wywołał tak negatywny odbiór? Czytam cię od paru lat, ale nie przypominam sobie żadnej gównoburzy.

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      O Romanie Polańskim. Nie przypominam go, bo nie mam ochoty czytać, że jestem Hitlerem.

  • anpie

    Tekst trafił w punkt! 😉 Może w ramach wakacji w końcu zmotywuję się i postawię na jakąś konkretną godzinę, w której tylko piszę.. Little steps they said 😛

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Nie musisz od razu stawiać, spróbuj co Ci pasuje naturalnie.

  • http://u-literatki.pl/ Literatka

    Bardzo wartościowe jest to wszystko, co napisałaś i bardzo prawdziwe. Jeśli chodzi o zmuszanie się do pisania, stosuję zasadę „pisz, jeśli po 10 minutach nadal nie będziesz wiedziała o czym, nie pisz” i sprawdza się to doskonale – dużo częściej piszę niż nie piszę, a regularne pisanie wchodzi w nawyk i staje się pewnego rodzaju medytacją. Tak powstają moje wpisy na bloga. Jeśli natomiast piszę długie formy jak powieść, zawsze muszę mieć zarys całej akcji po to, by móc chaotycznie i wybiórczo pisać akurat to, na co mam ochotę i nastrój. Ale w pisaniu najważniejsze jest właśnie pisanie i niezajmowanie się takimi rzeczami jak redakcja. Przynajmniej nie w tym samym czasie. No i z kolei nie jestem w stanie puścić tekstu przynajmniej raz nieprzeredagowanego, co bywa przekleństwem ;).

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Nie znoszę redagować tekstów. A potem mam na przykład niewklejony link, jak tutaj 😉

      • http://u-literatki.pl/ Literatka

        A ja muszę powiedzieć, że – jak długo nie robię tego równocześnie z pisaniem – jest to dla mnie świetna okazja do zabawy słowem i próbowania rzeczy, które w świeżym twórczym porywie nie przychodzą mi do głowy :).

  • http://czepiamsieksiazek.pl/ Karolina Nos-Cybelius

    Świetny (nie)poradnik. Nie cierpię poradników 😉 Cenne spostrzeżenia i rady. Zgadzam się i mam podobnie :) Czasem napada mnie wena przy obieraniu marchewki, czasem męczę się nad jednym akapitem pół dnia.

    I te dreszcze podczas pisania, o których wspominasz, coś w tym jest… Ekscytacja, nawet jeśli później miałyby przyjść krytyczne spojrzenie i lekkie rozczarowanie, że jednak nie jest tak idealnie, jakby się chciało. Pisanie jest fajne. Rozwija i uskrzydla. Bez pisania – i zmagania się z pisaniem – umarłabym z nudów. Dzięki za super tekst. Pozdrawiam :)

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Idealny jest tylko Tołstoj 😉

  • http://aleksandrakaliszan.com/pl/ Ola | Chasing Colors

    Też uwielbiam ciszę, gdy jestem w twórczym transie i separuję się od wszystkich i wszystkiego, by uniknąć rozpraszaczy. Prace dyplomowe pisałam w podobny sposób tworząc „dziury” 😀 Często rozpoczynałam i kończyłam cytatem lub jego parafrazą. Marzy mi się, że kiedyś gdzieś pojadę, np w Bieszczady albo na jakąś rajską wyspę, gdzie będę siedzieć przed harmonijnym widokiem i pisać. Ach.

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      To moje plany na najbliższe…nie wiem. Miesiące :)

  • Mess

    Doprawdy, mam z Panią zdecydowanie zbyt wiele wspólnego…
    ps. zdecydowałam się po raz pierwszy napisać komentarz
    z wyrazami sympatii!

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Dziękuję i całuję!

  • Nina Wum

    Czuję się ostatnio jak coś rozjechanego; Twój tekst uświadomił mi, że nawet w takim stanie warto pisać. Dzięki za to.

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Mnie w takim stanie pisze się najłatwiej.

  • http://www.balagankontrolowany.pl/ Agata

    Ja jestem z tych, co muszą pisać wszystko po kolei i totalnie nie umiem zacząć od środka 😉 Może dlatego, że w mojej głowie pomysły na teksty wyświetlają się właśnie od pierwszych zdań, które mogą przecież być początkiem czegoś wspaniałego :) Pisząc recenzje mam problemy z puentą. Jeżeli jest to cokolwiek innego, puenta przychodzi jakoś sama, naturalnie, ale nigdy nie jest zaplanowana.
    W przeciwieństwie do opowiadań, które zawsze układają mi się na zasadzie „od tego zaczniemy i na tym skończymy”. I tak od lat mam pomysł na dłuższą formę, wiem jaka scena ją rozpocznie, jaka zakończy, ale nie wiem, co wsadzić w środek :)
    Za to nie umiem się totalnie zabrać do pisania, z reguły robię masę rzeczy by nie zacząć. Bardzo łatwo mnie też rozproszyć i oderwać, zdarza się więc, że dwie strony pisze pół dnia, albo i kilka dni, bo piszę tylko po kilka zdań. A najbardziej raduje mnie i bawi postawienie ostatniej kropki. Jeszcze zanim przeczytam i odkryję, jak wiele w tym tekście jest do zmiany – uczucie, że skończyłam, stworzyłam coś od zera, nie pozwala mi zapomnieć o pisaniu.

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Też mam pierwszą scenę i mam mniej więcej zakończenie 😉 Ba, mam pierwszą scenę drugiego tomu 😉

  • http://wyscigszczurow.pl/ Rafal Santoro

    Czytając Twój tekst co kilka minut myślałem sobie „ja tak mam, dokładnie tak!” :)

    Mój proces pisania wygląda tak:
    1. Luźne myśli zapisuję w jednym miejscu (simplenote – dostęp ze smartfona i komputera a któreś zawsze mam pod ręką)
    2. Złota myśl staje się tytułem posta. Do tego zapisuję wszystko co mi się z nią kojarzy, zazwyczaj 10-15 zdań.
    3. Po rozwinięciu 10-15 zdań w akapity wszystko czytam trzy razy i skracam o 30% procent. Tekst jest wtedy czytelniejszy.
    4. To wszystko zajmuje mi 10 godzin i choćby nie wiem co, nie potrafię szybciej.

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Czasem to dla mnie 30 minut, czasem dwa dni :(

  • http://oh-goddammit.blogspot.com/ Goddammit

    Nie chcę się podlizywać, ale dla mnie jesteś najlepszym co spotkało blogosferę. Nigdy niczym mnie nie zirytowałaś (w sensie to uczucie rozdzierajacego żalu, kiedy ulubiony bloger przedstawia jakiś poglad, który z miejsca sprawia, że uznaję go za idiotę i już nigdy do niego nie wracam). Powiem więcej, nawet jak temat Twojej notki mnie nie interesuje, to i tak czytam, bo wiem, że na 99,9% ujęłaś go w taki sposób, że będzie to dla mnie interesujace. Dziękuję że piszesz. <3

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Bardzo mi miło!
      Jak każdy mam mniej wygodne poglądy, po prostu wolę je zachować dla siebie 😉

  • http://www.theowner.co Kasia Pszonicka

    Bardzo dziękuję za ten post! Totalnie wart jest bycia Patronką :) Ja mam taki problem, że uwielbiam pisać, ale mam też przy tym dużo negatywnych odczuć (o wielu z nich piszesz) i myślałam, że coś ze mną jest nie tak. Dobrze wiedzieć, że nie jestem sama :)

  • http://www.runwithmum.pl Natalia | runwithmum

    „Tworząc cokolwiek często trzeba być dość niemiłą osobą z nieprzyjemnymi priorytetami” – kobieto, dzięki Ci za to zdanie! Dosłownie story of my life; z jednej stronypaląca potrzeba tworzenia/pisania, z 2giej – cały bastion niezadowolonych osób(bo tak ciężko się ze mną umówić) i dużo jawnych lub ukrytych pretensji. Eh, te przyjemne-nieprzyjemne priorytety :)

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Pisanie to jak najbardziej praca, nie hobby. Nawet jeśli nie jest profesjonalną pracą, to nie jest tak, że siadasz sobie, pykasz i samo się robi. Jak ktoś nie pisze to nie rozumie 😉

  • http://www.scandivandy.pl ScandiVandy.pl

    Ja uwielbiam pisać, ale mam problemu z „płodnością”, że się tak wyrażę. Piszę na okrągło, ale moje posty są krótkie, zwięzłe i na temat. Chciałabym nawet pisać dłuższe, ale totalnie nie potrafię zbyt długo rozwodzić się nad jednym tematem 😀

    A jeżeli mam problemy z weną (idea mocno przereklamowana), to stosuję zasadę Hemingwaya – pisz po kielichu, edytuj na trzeźwo ;D

  • http://ronja.pl/ Renia Hannolainen | Ronja.pl

    „Niekoniecznie dobrze się to synchronizuje z pracą na etacie i życiem rodzinnym, ale, jak by to powiedzieć…pisanie ogólnie niekoniecznie synchronizuje się z czymkolwiek.” Uff, to zdanie uświadomiło mi, że jednak jestem normalna. Dziękuję Ci! :) Często wokół mnie pali się i wali, a ja siedzę murem i piszę. Zazwyczaj około 3-4 w nocy, tak jak teraz :)
    Do samej czynności pisania mam dość ambiwalentny stosunek. Uważam się za umysł ścisły i z pewnością z humanistycznego punktu widzenia moje teksty niewiele sobą reprezentują, są co najwyżej poprawne. Z drugiej strony, pisanie przychodzi mi bez trudu, nie potrzebuję weny, po prostu siadam i piszę. Jednak zdradliwe muzy też mnie czasem odwiedzają, ale zwykle nie mam wtedy pod ręką ani notatnika, ani telefonu i potem żal mi wszystkich tych błyskotliwych, lekkich zdań, które ulotniły się bezpowrotnie i już nigdy nikogo nie zachwycą 😉