• w kultura
  • w dniu

Nie-recenzja czyli „Hamilton” w Londynie i ja na „Hamiltonie”

Są teksty kultury, które stają się dla człowieka czymś więcej niż świetnym filmem czy książką. Dzieła, które wrastają w człowieka, stają się jego nieodzowną częścią. Takim tekstem jest dla mnie „Hamilton”.

Głęboko wierzę, że wszyscy wiedzą o czym piszę, bo to jest chyba jedna z najgłośniejszych produkcji ostatnich lat. Do wielbicieli musicalu zalicza się Barack Obama, a aktorzy występujący w produkcji w Nowym Yorku wywołali również niemały skandal manifestując poglądy wobec obecnej administracji, gdy podczas spektaklu na sali znajdował się vice prezydent elekt Mike Pence. Jeśli ktoś o „Hamiltonie” nie słyszał, to marsz do słuchania piosenek. To rapowany musical o powstaniu Stanów Zjednoczonych i rewolucji, skupiający się na jednym z Ojców Założycieli, Alexandrze Hamiltonie. Więc tak, aktorzy o najróżniejszym pochodzeniu etnicznym (niespecjalnie biali) rapują w kostiumach z przełomu XVIII i XIX wieku. Nie powinno działać? Działa wyśmienicie.

To znakomity dowód, że właściwie nie ma znaczenia o czym się opowiada, tylko jak się opowiada. Założenie Stanów Zjednoczonych obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg, ale w tej opowieści (jak w Biblii) jest wszystko. Wojna, polityka, różnego rodzaju miłość, różnego rodzaju zdrada, śmierć, nadzieja, mundury, oficerki i piosenki. I tony wspaniałego patosu.

 

 

Nie nazwałabym się wielką fanką, bo bycie fanem rozumiem jako pewną obsesję, która nakazuje wiedzieć o czymś wszystko i wciąż tę wiedzę zgłębiać. Nie wiem prawie nic o Lin-Manuelu Mirandzie i nie umarłabym z wrażenia, gdyby siadł obok mnie w metrze. „Hamilton” jest dla mnie po prostu bardzo ważny, kiedy akurat go słucham. Sam tekst, sama muzyka. Trafiłam na niego w momencie w życiu, kiedy przemawia do mnie bardziej niż większość innych tekstów i bardzo się z nim identyfikuję. Gdybym miała teraz kilkanaście lat, raczej nie czułabym tego samego. Być może zostałabym Prawdziwą Fanką. A tak mam go tylko przyszytego do serca.

Poszczególne piosenki są chwilami jak uczucia wyjęte z mojej głowy. „Non Stop” jest utworem, który wyraża moje własne ambicje, frustracje i aspiracje. “Satisfied” odpowiada na mój wieczny brak zadowolenia z własnych osiągnięć i pozycji w świecie. Kiedy słucham “It’s Quiet Uptown”, jest mi trochę lżej z problemami, które spędzają mi obecnie sen z powiek.

Wyrwane z kontekstu musicalu zdania inspirują moją własną opowieść. Poszczególne linijki otwierają nowe światy. Słysząc „we negotiate the terms of surrender” (utwór „Yorktown”) wymyśliłam w swym świecie postaci, które po bitwie negocjują warunki pokoju. „I know my sister like I know my own mind you will never find anyone as trusting or as kind” w przewrotny sposób włożyłam w usta innej postaci (która z siostrą w ogóle się nie dogaduje). Weselny toast „to the revolution” oddaje nastrój wesela, które sama opisuję. Słuchanie tych utworów jest jak rozmowa z osobą, która rozumie każdą myśl w mojej głowie. Która sama ma takie same myśli jak te, które siedzą we mnie od lat. To w ogóle niesamowite jak bardzo może na człowieka oddziaływać muzyka. Zdarzyło się nie raz i nie dwa, że wymyśliłam nowe sceny i wątki dzięki fragmentom utworów Taylor Swift….

 

 

„Hamilton” popchnął mnie do jakiejkolwiek aktywności w kwestiach politycznych. Bo owszem, mam swoje poglądy, ale jestem wygodna i wolę je wygłaszać nad whisky albo z kanapy. Nie poszłabym na protesty na Krakowskim Przedmieściu czy pod Senatem, gdyby nie wbite w głowę fragmenty utworów.
(For once in your life take a stand with pride,
I don’t understand how you stand to the side)
(The history has its eyes on you)

W tym kontekście nie ma znaczenia czy londyński „Hamilton” jest dobry. Chociaż jest. Mimo wad. Nie jestem pewna, czy to dobrze że Burr i Washington seplenią. Nie jestem pewna czy odtwórca roli Hamiltona ma tyle charyzmy, na ile bym liczyła. Jednak nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek podczas spektaklu leciały mi łzy z oczu, a tym razem ryczałam i wycierałam ręką łzy z policzków. Owszem, podczas “It’s Quiet Uptown” (utworu o przeżywaniu żałoby), ale po raz pierwszy poleciały na “Schuyler Sisters”, który jest przecież utworem radosnym. Odbieranie “swojego” tekstu w tłumie innych osób to świetne doświadczenie, kiedy wszyscy zaczynają nagle klaskać w momencie, który uwielbiasz. Na przykład podczas oczywistego fragmentu:

“We hold these truths to be self-evident
That all men are created equal”
And when I meet Thomas Jefferson
I’m ‘a compel him to include women in the sequel!

(cała sala krzyczy i klaszcze)

Albo jeszcze bardziej oczywistego „Immigrants – we get the job done” (cała sala szaleje).

 

 

Te momenty wspólnego odbioru niczego nie zmieniają, ale dodają skrzydeł. Jest mnóstwo spektakli, które sobie odpuszczam i jakoś nigdy później się nad tym się nie rozwodzę. W tym przypadku bilety na koniec roku kupiliśmy już w styczniu. Zanim je kupiliśmy, na samą myśl, że możemy ich nie dostać, przechodziły mi po plecach ciarki.

Wybacz, jeśli nie znasz Hamiltona i ten tekst jest hermetyczny. Wybacz, jeśli to nie jest recenzja, na którą czekasz, ale na pewno są osoby, które lepiej opiszą stronę formalną spektaklu. Bo ona nie do końca mnie zaskoczyła i nie do końca nawet interesowała. Wierzę jednak, że ktoś kto to przeczyta czuje podobny związek z jakimś tekstem. Może tym, może innym. Albo osoby, które doskonale rozumieją jak głęboki związek można mieć ze wspomnianymi utworami.

A „Hamilton” w Londynie jest wszystkim, czego od Hamiltona oczekiwałam.

 

| Zdjęcia pochodzą z oficjalnego fanpage’a londyńskiej produkcji |

  • Kate Cloud

    Ja Hamiltona poznałam dzięki Studio Accantus, którzy zrobili polską wersję kilku piosenek z musicalu i wyszło im naprawdę super 🙂 oryginalne piosenki bardzo uwielbiam i muszę przyznać, że jest to jeden z niewielu musicali który chciałabym obejrzeć na żywo, kto wie, może kiedyś mi sie da 🙂

  • Kate Cloud

    Ja Hamiltona poznałam dzięki Studio Accantus, którzy zrobili polską wersję kilku piosenek z musicalu i wyszło im naprawdę super 🙂 oryginalne piosenki bardzo uwielbiam i muszę przyznać, że jest to jeden z niewielu musicali który chciałabym obejrzeć na żywo, kto wie, może kiedyś mi sie da 🙂

  • Natalia C.

    Ojeny ale się ucieszyłam, gdy zobaczyłam, że byłaś na Hamiltonie 😀 moim małym marzeniem jest kiedyś go zobaczyć… jestem akurat w fazie fascynacji historią i muzyką tego moim skromnym zdaniem dzieła. Jeśli chodzi o piosenki, w moim przypadku akurat „My shot” jest swego rodzaju motywacją do działania i pracy. Jakoś gdy rano w trakcie jazdy na uczelnię sobie tego posłucham to dostaję małego kopa do działania. Podobnie z resztą jak „Non stop”. Nie mam pojęcia, czy Alexander Hamilton jakiego wykreował Lin Manuel Miranda jest taki jak jego pierwowzór, jednak jego postać mi imponuje i liczę, że uda mi się coś osiągnąć ciężką pracą, tak samo jak jemu.
    Piękna historia i piosenki. Fakt, że nie mogłam się oderwać od słuchania i czytania tekstu na youtube, by poznać fabułę chyba czemuś dowodzi. Polecam z całego serca ‚Hamiltona’ każdemu, kto lubi śpiewane historie.

  • Natalia C.

    Ojeny ale się ucieszyłam, gdy zobaczyłam, że byłaś na Hamiltonie 😀 moim małym marzeniem jest kiedyś go zobaczyć… jestem akurat w fazie fascynacji historią i muzyką tego moim skromnym zdaniem dzieła. Jeśli chodzi o piosenki, w moim przypadku akurat „My shot” jest swego rodzaju motywacją do działania i pracy. Jakoś gdy rano w trakcie jazdy na uczelnię sobie tego posłucham to dostaję małego kopa do działania. Podobnie z resztą jak „Non stop”. Nie mam pojęcia, czy Alexander Hamilton jakiego wykreował Lin Manuel Miranda jest taki jak jego pierwowzór, jednak jego postać mi imponuje i liczę, że uda mi się coś osiągnąć ciężką pracą, tak samo jak jemu.
    Piękna historia i piosenki. Fakt, że nie mogłam się oderwać od słuchania i czytania tekstu na youtube, by poznać fabułę chyba czemuś dowodzi. Polecam z całego serca ‚Hamiltona’ każdemu, kto lubi śpiewane historie.

  • Kate Cloud

    Ja Hamiltona poznałam dzięki Studio Accantus, którzy zrobili polską wersję kilku piosenek z musicalu i wyszło im naprawdę super 🙂 oryginalne piosenki bardzo uwielbiam i muszę przyznać, że jest to jeden z niewielu musicali który chciałabym obejrzeć na żywo, kto wie, może kiedyś mi sie da 🙂

    • Słuchałam Studio Accantus i po jednym utworze wyłączyłam, bardzo mi się nie podobało 😉

      • Werka Karska

        Ja w sumie po przeczytaniu tego tekstu poleciałam przesłuchać wszystkiego i nadrobić niewiedzę. Ostatecznie po odsłuchaniu różnych wersji zostałam przy acantusie (może przez to że wolę sobie śpiewać po polsku niż angielsku ;)). Teraz piosenkę Alexander Hamilton i Przyjdzie czas znam już na pamięć. Natomiast każdy kto ma ze mną ostatnio większy kontakt chodzi i co chwilę podśpiewuje sobie pod nosem „Alexander Hamilton po prostu Alexander Hamilton”.
        No i kombinuje jak zrobić żeby zobaczyć na żywo ;—;

  • tina13

    O matko, aż się zalogowałam, żeby Ci powiedzieć, jak bardzo bardzo bardzobardzobardzo Ci zazdroszczę. 😉 Dla mnie to musical ostatniego roku, jest genialny, a poszczególne piosenki nadają się zarówno do wycia w samochodzie, jak i na soundtrack do pisania i ogólny motywator do działania. Absolutnie rozumiem, o czym piszesz. Ogromnie żałuję, że poznałam Hamiltona dopiero na wiosnę, więc ominęła mnie początkowa sprzedaż biletów, a teraz jedyne, jakie można znaleźć, to te za 200 funtów. Tym bardziej, że teraz mieszkam rzut beretem od Londynu, a w marcu wracam do Polski. ;(( No cóż, następnym razem. Bo na samą myśl, że tego NIE zobaczę, też przechodzą mi po plecach ciarki 😉
    Pozdrawiam!

    • Nie wiem jak szukasz, ale po przesunięciu naszych oryginalnych biletów na styczeń, grudniowe kupiliśmy w listopadzie za 60 funtów. Więc są niedrogie bilety.

      • tina13

        Ja szukałam przez oficjalną stronę, ticketmaster, i udało mi się znaleźć tylko bilety za 200. Nie mówię już o tym, że ta strona jest wybitnie idiotyczna i nieprzyjazna. 🙁 Jest jakiś inny sposób?

  • aHa

    Ależ zazdroszczę! Właśnie przeszukuję strony z biletami 🙂

  • Jak kiedyś byłam fanką musicali tak od dłuższego czasu żadnych nie słuchałam, ale kiedy pokazano mi Hamiltona, to przepadłam. Dla mnie to zdecydowanie jest musical ostatnich dwóch lat, bilety kupione w przedsprzedaży dwa lata temu na spektakl w Londynie w kwietniu przyszłego roku. I nie mogę się doczekać żeby tak jak Ty doświadczyć tych fragmentów które za każdym razem niezmiennie powodują u mnie ciarki i dreszcze, ale doświadczyć ich z ludźmi na scenie i ludźmi dookoła. Pomijając kwestie wykonania, ta muzyka i ten tekst po prostu są ze mną w ważnych momentach życia i po tylu przesłuchaniach nadal są aktualne i inspirujące. Chyba szczególnie dla mnie „Alexander Hamilton” i „My shot”.
    No i przy okazji ten spektakl to będzie moja pierwsza w życiu wizyta w Londynie. Nie mogę się doczekać!

  • Ekwipartycja

    Gdyby LMM usiadł koło mnie w metrze, to nie byłoby czego zbierać… Jestem taką fanką-niefanką. Tekstów na pamięć znam mniej więcej połowę, aktorów z OBC też mniej więcej połowę rozpoznaję, z innych obsad nie znam nikogo, biografii nie znam ani jednej, ale nic nie poprawia mi humoru tak skutecznie, jak wielogodzinne oglądanie wywiadów i zdjęć z Jego Królewską Mością Linem ❤ Uważam gościa za absolutnego geniusza pod względem konstrukcji tekstu (te rymy na końcach, w środku, ten rytm, ta wielość znaczeń!), nieprawdopodobnego pasjonata (bo ile trzeba mieć zapału, żeby dokończyć dzieła, kiedy pierwsza z napisanych piosenek była w sumie trochę wyśmiana w Białym Domu?), a sprawia przy tym wrażenie tak prostego, skromnego i szczerego, że szalenie chciałabym go poznać 😊
    A na wyrażenie „niespecjalnie biali” parsknęłam mocno 😂😍

Loading..