Instagram kłamie. I co z tego?

Being natural is simply a pose and the most irritating pose I know. 

Oscar Wilde

 

Social media od tego są, żeby generować i kapitalizować emocje. 

Można często określić wiek człowieka na podstawie stosunku do nich, wielcy krytycy i szydercy mają racej tendencję do bycia starszymi niż młodszymi. Na tym zwykle kończą się ich zasługi, bo to żadna wielka cnota, kiedy ktoś nie jest specjalnie zaangażowany w jakieś działania, bo wymyślono je dla innego pokolenia. Osoby, które urodziły się już po tym jak stworzono facebooka żyją w innej rzeczywistości i nie ma ich za co ganić. Kiedyś ludzie żyli bez telefonów, radia czy telewizorów i mieli inne doświadczenia niż pokolenia, które z nimi dorastały. Niemniej jednak sensacyjne artykuły, że influencerzy używają filtrów czy upiększających aplikacji i TAK NIE WYGLĄDA PRAWDZIWE ŻYCIE wciąż zbierają lajki. 

Jasne, prawdziwe życie nie wygląda jak Instagram. Na tej samej zasadzie, prawdziwe życie nie wygląda jak film, program telewizyjny, a nawet serwis informacyjny. Nie wygląda jak serial ani jak galeria sztuki ani jak muzeum historii naturalnej. Treść przekazu jest wynikiem decyzji twórców. Każde ujęcie i każdy podkład dźwiękowy to ingerencja przynajmniej tak poważna jak filtr czy kadr na instagramie. Analizowanie przekazów medialnych powinno być obowiązkowym przedmiotem w szkole.

Jasne, że nie pokazuję na zdjęciach swojego prania. Jasne, że nie mam idealnego porządku (poza tym jednym dniem, kiedy przychodzi pani sprzątaczka), a na najpiękniejszej nawet uliczce stanie czasem śmieciarka. Założę się, że Mona Liza też miała pod ubraniem głupie majtki. Albo może wcale nie miała majtek i nie goliła nóg. Kiedy chcę oglądać prawdziwe życie, wychodzę na ulicę. Kiedy chcę oglądać ładne obrazki i ciekawe rzeczy, przeglądam instagram. 

 

Instagram nie jest do końca instant. Pamiętam zszokowaną twarz koleżanki, kiedy po zrobieniu zdjęcia ulicy, zadowolona z siebie powiedziałam “ha, to mam już fotę na jutro”. Było to coś pomiędzy popchniętym szczeniaczkem i oszukanym kotkiem. Jej głos brzmiał bardzo niepewnie, kiedy pytała, czy tak można i czy wszyscy tak robią. Nie wiem czy wszyscy. Wiem na pewno, że czasem siedziałam nad kontraktem dla klienta, ale na instagramie byłam w hipsterskiej kawiarni. Teraz pytanie – czy to jest uczciwe? Czy to oszustwo?Zależy czego oczekujesz. Znów, jeśli chcesz brutalnej wizji rzeczywistości, to nie jest to medium. Tak, niektórzy spędzą godzinę nad makijażem, zanim zrobią sobie zdjęcie. Inni będą godzinę ustawiać idealny flatlay albo wybierać miejsce na fotkę z wakacji. Tym bardziej, jeśli na instagramie zarabiają. Praca jak każda inna. Nie, nie jest wcale gorsza niż ukochane przez komentatorów “prawdziwe prace”. 

Oficjalnie nikt nie lubi selfie. W ogólnym dyskursie jest ono metaforą próżności, błahości i w ogóle żenady. To oznaka pustogłowia unikających pracy blogerek modowych albo Kim Kardashian i jej sióstr. Ogólnie to zło, degrengolada i szatańskie nasienie. Oficjalnie nikt porządny ich nie robi. Nikt porządny ich nie lubi. Tyle tylko, że Kardashianki zarabiają miliony i są jednymi z najbardziej znanych osób na tej planecie. Ale generalnie wszyscy się śmieją. I patrzą. Ale śmieją, nie? Ale patrzą. Z własnego doświadczenia wiem, że selfie generują najwięcej lajków. Wydaj dziewięć funtów. Stań w długiej kolejce. Daj sobie skontrolować torbę. Wjedź windą na szczyt nadmorskiej wieży. Zrób zdjęcie promów przybijających do nabrzeża. Bum. 400 lajków. Stań w pracy pod ścianą. Spójrz spode łba i wydmij usteczka niczym Derek Zoolander. Bum. 1000 lajków. A więc z kogo się śmiejemy? Z siebie samych się śmiejemy. 

 

 

Jak już wspomniałam, edukacja medialna powinna być przedmiotem obowiązkowym od podstawówki. Może kiedyś…Kultura, jak i moda, mają to do siebie, że teoretycznie wszyscy mają do nich dostęp, więc wszyscy uważają, że się na nich znają. Studia filmowe potrzebowały wielu dekad, żeby stać się w miarę szanowaną dziedziną akademicką (chociaż na facebooku to wiadomo, wszyscy znają się na filmie 😉 ). Kiedy sama zaczynałam studia w 2006 roku, telewizja wciąż jeszcze nie była traktowana specjalnie poważnie. Prasa jest z nami od wieków, a wciąż widzę artykuły sprzedające głodne bajki typu “Vogue docenił markę Reserved i zrobił z nią sesję!”, kiedy mam ten Vogue przed sobą na stole i widzę, że to była płatna reklama. To dość niewinny przykład manipulacji, ale mnie osobiście irytuje bardziej niż retusz zdjęcia dziewczyny na instagramie.

Social media kłamią. Wszyscy w nich kłamiemy, reżyserujemy i kreujemy rzeczywistość. Ani bardziej ani mniej niż w jakichkolwiek innych mediach. Nakładając na twarz filtr czy używając aplikacji nie kłamiesz bardziej niż jakiekolwiek czasopismo w sklepie ani jakikolwiek reportaż. Nie ma możliwości stworzenia przekazu oddającego prawdę absolutną, wizja i osoba twórcy zawsze odciśnie jakiś ślad. I to jest w porządku, jak długo zdajesz sobie z tego sprawę jako odbiorca. 

 

 | zdjęcie w nagłówku: Dirion Atelier Photography |

| reszta zdjęć: mój instagram |

  • Wera

    Świetny cytat na początku. Aż sobie zapiszę 😉

  • Kasia Dzi

    Bardzo dobry tekst, powinien być na teście na koniec podstawówki

  • Kasia Dzi

    I to nie byla szydera!!

  • Zazwyczaj czytuje po cichu twoje wpisy, nie zostawiając komentarza, ale za tego Wilde’a na początku muszę przesłać duże serduszko ♥

    PS. Za Wilde’a zawsze należą się serduszka. Duże. Miękkie. Najlepiej posypane brokatem.

  • A ja myślę o 2 biegunach instagrama: zdjęciach i stories.

    Zdecydowana większość ludzi na IG promuje swojego bloga lub markę. Dlatego starają się o jak najładniejsze zdjęcia, profesjonalne sesje i przykuwające oko flatlaje. „Tablica” na instagramie to już w zasadzie sam marketing.

    Natomiast na stories ludzie częściej opowiadają „na żywo” co im się przytrafiło, robią transmisję z robienia owsianki czy wyprawy do marketu z 4 dzieci. I dla mnie to jest współczesne reality show. To się też dobrze „sprzedaje”, bo ja się nie zgadzam z tezą, że życie innych ludzi jest nudne. Uważam, że magią stories jest to, że możemy w nich zobaczyć ludzi takich jak my. Pod takimi szczerymi relacjami częściej mamy ochotę poradzić się, pożalić, pochwalić kogoś, pocieszyć. No i zdarzało mi się odlajkować czyjś profil, bo miał beznadziejne stories (czytaj: strasznie dużo nawijał o swoim życiu, które było tak kompletnie inne od mojego, że dla mnie mega nudne).

    PS: Fajnie o tym napisałaś!

  • Tak samo jak nie ma jednej prawdy. Ile osób, tyle prawd i punktów widzenia. Klasyczna definicja prawdy głosi, że to zgodność myśli z rzeczywistością, tylko czym tak naprawdę jest ta rzeczywistość? Przefiltrowaną przez naszą wizję siebie i świata subiektywną konfabulacją, naszym wycinkiem rzeczywistości. Nie mam nic przeciwko takiemu życiowemu performensowi prezentowanemu na instagramie. To raczej źródło estetycznej inspiracji, niż zapis codziennego znoju. I mi to pasuje.

  • Sanchez

    Swietny tekst. Podoba mi sie koncepcja edukacji medialnej jako przedmiotu szkolnego !!! Brawo.

  • Narzekałam sobie ostatnio lekko na instagramy i ktoś uświadomił mi, że tego wpisu jeszcze u Ciebie nie czytałam. I kurczę, masz rację. Jedyny problem jaki mam to czucie się czasem odpowiedzialną za odbiorców – bo co, jeśli oni nie są świadomi, kreują sobie mylne, szkodliwe wyobrażenie? Czyja to wtedy „wina”? Hm.

Loading..