OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Riennahera

Riennahera

Miesięcznik Pogardy 3/2020

Zabierając się za pisanie tego podsumowania, nie wiem czy śmiać się czy płakać. Najlepiej będzie zatem wzruszyć ramionami i robić swoje. 

Blogowo

Wyrobiłam się pierwszy raz w tym roku z planowymi ośmioma wpisami, a jednocześnie był to najsłabszy miesiąc w kwestii statystyk od reaktywacji bloga w styczniu. Klasyka mojego życia. 

Zastanawiam się czy to kwestia jakości moich tekstów czy po prostu mieliśmy inne rzeczy na głowie, a może obie kwestie naraz? 

W tym miesiącu pisałam o życiu z bobaskiem i matczynych rozmyślaniach na temat kapitalizmu. Miałam 33 myśli na urodziny i zastanawiałam się nad istotą pauzy w życiu. Raportowałam jak się ma koronawirus w Londynie i chociaż uważam, że przedstawiłam po prostu sytuację na dany moment, to tego typu teksty źle się starzeją i niekoniecznie do mnie pasują, więc unikam ich od tamtej pory na blogu i na fanpage’u. Zawsze jakaś lekcja. W ramach radzenia sobie z pandemią humorem, sugerowałam brytyjskie seriale komediowe i godne stylizacje do pracy z domu

Przyznam, że siedzenie w domu i zmiana rytmu dnia odbiera mi wenę i nie mam inspiracji. Chętnie przyjmę zamówienia na teksty. Na chwilę obecną mam pomysł na jeden wpis kwietniowy. Ech. 

Pozablogowo

Moje nazwisko znalazło się na okładce przewodnika o Londynie wydawnictwa Pascal. To fajne i miłe i kontynuuje rodzinną tradycję. Mój wujek wydawał przewodniki, a mama napisała kilka. 

Wyzwanie #52rysunki zaczęło sprawiać mi problem i nabrałam zaległości. Wychodzę na prostą, chcę jednak od nowa podejść do tematu miecz, bo bardzo mi się nie podobał w moim wykonaniu. 

Mam nowy, lekki, szybki i zwinny aparat, który ułatwiłby mi blogowanie, gdyby było gdzie jeździć i robić zdjęcia 😀

Próbuję się zmotywować i wrócić do pisania książki, ebooka o Londynie oraz do naszego małego projektu rekomendacji, nad którym pracujemy z mężem, ale nie umiem obecnie w systematyczność. Kilkaset słów tu, kilkaset tam, potem kilka dni przerwy, wszystko mi się rozjeżdża. Jeśli nie jesteście super produktywne i ogarnięte podczas siedzenia w domu, to piątka, bo ja też nie. 

Życiowo

Wszyscy jedziemy na tym samym wózku i wiem, że mam dobrze, nie musząc się martwić czy będziemy mieć za co spłacić ratę kredytu i kupić jedzenie. Niemniej, straciłam większość czasu dla siebie, z momentem zamknięcia żłobków (jednak płacić za nie wciąż trzeba…). Straciłam możliwość wymęczenia dziecka z momentem zamknięcia kawiarni i placów zabaw. Miałam najgorsze urodziny jakie pamiętam (spędzone w dużej części z chorym dzieckiem śpiącym na mnie) i niemal cały mój styl życia poszedł się kochać. Tak samo jak wakacje, na które mieliśmy jechać w tym tygodniu. I wszystkie inne mniej lub bardziej planowane wyjazdy, jak Serialcon czy Szkocja. Z pewnością będę żyć i to mnie nie zabije, właściwie cieszę się, że wszystko co się dzieje wywołuje u mnie wzruszenie ramion, bo widocznie tak być musi. Mogłoby mnie to załamywać, więc jest się czym cieszyć. 

I tylko taka refleksja. Prosecco i whisky to w takiej sytuacji jak obecna produkty pierwszej potrzeby. Niby żartuję, ale właściwie chyba nie. 

Są i dobre wieści. W ostatnie dwa dni marca moje dziecko zaczęło przesypiać noce we własnym łóżku. Czyli jest nadzieja, że co-sleeping i rezygnacja z jakichkolwiek metod trenowania snu nie skrzywdziły jej i nie będzie z nami spać do trzydziestki.

Kulturalnie 

Wydarzeniem miesiąca była chyba “Emma”. Dawno nie widziałam tak sprawnie zrobionego filmu. Nie jest idealny, nie jest najlepszą i jedyną “Emmą” świata, ale jest dobrym tekstem kultury. To wystarczy.

W końcu obejrzałam “Jonathan Strange i Mr Norrell”, świetny serial ze świetnym klimatem. Tak, wiem, że jest książka, ale mam ją od lat na czytniku, a nienawidzę czytników, więc…

Zabrałam się też za oglądanie “Hunters”, “Noughts and Crosses” i “Vita and Virginia” i wszystkie produkcje porzuciłam. “Hunters” było jednocześnie zbyt i za mało żenujące, żeby mi się spodobało, pilot “Noughts and Crosses” wynudził tak, że nie mogłam zmusić się do kontynuacji, a “Vita i Virginia” to evenement. Dwie aktorki, które bardzo lubię i wciąż nie da się tego oglądać z powodu sztuczności i maniery. 

Z przyzwoitych seriali: w końcu “Night Manager”, który ogląda się dobrze, choć fabuła grubymi nićmi szyta i “English Game” – nowa produkcja twórcy “Downton Abbey” i tak samo naiwna, ale hej, jest kostium, jest Edward Holcroft i chłopcy ze Szkocji więc oglądam. 

Książkowo od dawna nie jest u mnie dobrze, większość moich lektur to książki dla bardzo małych dzieci czytane po milion razy. Obecnie wróciłam do Sapkowskiego. Poza tym oczywiście lektura z wpisu. 

Napiszcie co u Was słychać. 

A ja życzę wszystkim, całemu światu, żeby kwiecień był dla nas o wiele lepszym miesiącem. 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

6 thoughts on “Miesięcznik Pogardy 3/2020”

  1. Często do Ciebie zaglądam i mam nadzieję, ze podbijam statystyki 😉 Chętnie przeczytałabym o… Londynie 🙂 Trzeba siedzieć w domu, a Londyn jest taki porywający! Byłam raz przez sześć dni i wspominam go cudownie. Głównie chodziliśmy po muzeach, bo wejścia do zabytkowych kościołów są płatne. Odwrotnie niż w Paryżu 😉
    Uściski 🙂

  2. gratulacje przewodnika!
    Niby powinnam się cieszyć, bo pracę mam (jeszcze), mogę siedzieć w domu i jestem zdrowa, moja rodzina tez, ale tato musi jeździć codziennie do pracy i każdego dnia może się zarazić, mama ją straciła, a patrząc na dynamikę zwolnień w mojej firmie, jeśli 30 kwietnia o 16:30 wciąż będę mieć pracę, kupię prawdziwego szampana. Widzę, jak interesy znajomych (np fantastyczna szkoła szermierki) upadają, dopiero co zaczęłam chodzić na ściankę, kupiłam buty do wspinania, i następne zajęcia już nie poszłam, bo wirus. Rozstałam się z myślą, że jednak zrobię ten doktorat.
    Strasznie depresyjny miesiąc. Ale przynajmniej nadrabiam opery, codziennie jest jakiś streaming z Wiednia albo innego Nowego Jorku.
    Planowałam pojechać do Rzymu na półtora-dwa tygodnie jesienią i zwiedzać, zwiedzać, no i jasne – pić wino. Nie sądzę, żeby z tych planów coś wyszło, ale może dzięki temu oszczędzę i pojadę w przyszłym roku na ten wymarzony trip po Jordanii. Będą mnie musieli wynieść z Petry (sama nie wyjdę), spędzę noc w Wadi Rum, koniecznie spróbuję usiedzieć z minutę na wielbłądzie, żeby móc zanucić piosenkę z Lawrence’a z Arabii, a potem z tego wielbłąda spaść.

  3. A ja chętnie poczytałabym o procesie pokonywania nieśmiałości (i /lub oswajania jej) w Twoim wydaniu – wspominasz czasem o tym, jakim wyzwaniem były dla Ciebie rozmowy telefoniczne w pracy, i że doszłaś w tym temacie do levelu master, jestem ciekawa, czy zastosowałaś jakieś triki żeby się ośmielić 🙂
    pozdrawiam Cię serdecznie z Gdańska

  4. Emilia Maciejewska

    Trzymam się na swojej diecie mimo utrudnień w zakupach, pracuję z domu i dostałam przedłużenie umowy o pracę mimo trudnej sytuacji. Moje urlopowe plany i styl życia też są w czarnych czterech literach a produktywność dla wewnętrznego krytyka ciągle za mała, ale się trzymam. Jakoś. Staram się cieszyć tym, że się budzę i powolutku układam siebie na nowo. Nie liczę na cud, ale też nie pozwolę sobie zrobić z tego czasu takiego zawieszenia w tęsknocie za tym, co było. Zwyczajnie nie warto. Alkoholu też pić nie warto – niby rozluźnia, ale gdy pojawia się za często może wprowadzić niemiłe stany, łącznie z pogardą dla siebie, więc ostrożnie 😉

  5. Ja czytam każdy Twój tekst, więc trudno mi powiedzieć, co z tymi statystykami. 😉 Matczyne rozmyślania na temat kapitalizmu – nazwałaś wszystko to, czego ja nie umiałam…

    Kiedy widzę młodą mamę czy młodego tatę to zawsze ciekawi mnie, co czuje w kontekście zmian klimatycznych i tego, co czeka dzieci. Bo sama czasem wariuję od myśli o tym. Może chciałabyś kiedyś napisać o swoich odczuciach? Choć wolałabym podrzucić jakiś bardziej optymistyczny temat…

    1. Hm, nie mam chyba odczuć. Mam wrażenie, że jestem bardzo nieczuła na wielkie lęki, może dlatego, że mózg historyka mówi mi, że ludzie przeżywali najgorsze rzeczy i trwali. Co nie znaczy, że nie uważam kwestii klimatu za jeden z największych problemów ludzkości. Po prostu nie mam odczuć.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry