10 myśli na Walentynki

Walentynki i po Walentynkach. Po zjedzeniu pizzy i wypiciu herbaty przychodzę do Was, dzielić się natchnioną mądrością, zanim nie wrócę pod koc grać z mężem w grę. Oto mądrości:

 

Przyznam, że nie lubię Walentynek. Nielubiącym ich wytyka się, że nie mają ich z kim spędzić, nie mają dystansu, nie lubią się bawić i pewnie jeszcze inne rzeczy. Od szesnastu lat nie miałam kłopotu z brakiem towarzystwa, w małżeństwie jestem szczęśliwa, bardzo lubię niemądre okazje jak imprezy przebierańców czy Dzień Świątecznego Swetra i dalej nie przepadam za Walentynkami. Wydają mi się kiczowate, nie tylko przez mało gustowne badziewia, które pojawiają w sklepach, ale sam pomysł DZISIAJ POKAŻCIE MIŁOŚĆ jest dla mnie odpychający. Miłość to nie jest tresowana pchła cyrkowa. 

 

 

Kiedy byłam dużo, dużo młodsza, czułam jakąś wewnętrzną presję, żeby obchodzić ten dzień, bo co koleżanki pomyślą, jak nie dostanę róży. Jedną z cech udanego związku jest to, że totalnie zwisa Ci co ktoś inny sobie o nim pomyśli, jeśli Tobie jest naprawdę dobrze. 

 

 

To napisawszy, różę dzisiaj dostałam, nawet całkiem sporo róż. Przyniesione przez kuriera do pracy.  Tym samym mąż spełnił moje oddawne pragnienie. Walentynki są totalnie meh, ale otrzymanie takich kwiatów to coś naprawdę kochanego.  A jeszcze bardziej wysłanie komuś kwiatów. Bardzo polecam każdemu, druga połówka jest totalnie zbędna w tym procesie. Wysłałam kiedyś bukiet do biura obchodzącej urodziny koleżance, wysłałam też mamie. Naprawdę uważam to za przesłodki prezent, a radość i zaskoczenie obdarowanej są bezcenne.

(NIE, NIE MIAŁAM JESZCZE W TYM ROKU URODZIN…)

(He He)

(He)

 

 

Kwiaty są piękne, ale lepszym prezentem z miłości jest uspokajanie mnie w nocy kiedy płaczę, kolejny raz z rzędu albo opieka kiedy jestem chora. Rozstać się z pieniędzmi na badyle jest łatwiej niż znosić czyjeś słabości.

 

 

Od pewnego wieku najlepsze prezenty od drugiej połówki to prezenty, o których nie wypada mówić w towarzystwie.

 

 

Niektóre do tego kosztują nic.

 

 

Staram się nie oceniać związków, które nie są moją sprawą. Więc w sumie niemal żadnych. Niektóre jednak mówią o sobie tyle i naprzykrzają się, że nie da się ich nie ocenić. Mimowolnie.  Jeśli zdrada powszednia powtarza się regularnie co tydzień, to nie ważne jak drogi prezent kupujesz ukochanemu na Walentynki. Wciąż jesteś paskudą.

 

 

Zupełnie rozumiem, że miłość może się skończyć. Emocje zblednąć, uczucie wygasnąć. To jest smutne, na pewno też nieprzyjemne, ale jest w porządku. Nie w porządku jest natomiast oszukiwanie, zdradzanie i złe traktowanie osoby, z którą spędziło się intymny czas w związku. Niezależnie od tego kto i jak bardzo zawinił, szacunek i unikanie (zwłaszcza publicznego) poniżania, jest pewnym świadectwem klasy osoby.  Wolałabym spędzać Walentynki sama niż z kimś, kto poniża byłych. 

 

 

Na Walentynki i dwa kolejne dni zamykają mi siłownię. Właśnie zdrowieję, poszłabym sobie powyciskać w dobrym towarzystwie, a tutaj nic. Wiatr w twarz. Krew w piach. 

 

 

Byłam w różnych miastach, które kojarzą się z romantyzmem i miłością. Ten miejski romantyzm zawsze mnie krępował i wydawał się wymuszony. Paryż jest piękny, Wenecja zapiera dech w piersiach, ale najwięcej emocji wywołują we mnie, gdy jestem w nich sama. To emocje zadumy, chwilami nawet mroczne. Miejscem na emocjonalne uniesienia z radości z bycia we dwójkę są góry, łąki, lasy. Dla mnie. Tak czuję.

 

 

 

Życzę Ci dużo miłości, jakiegokolwiek rodzaju. I żeby wszyscy zawsze Cię szanowali. Cmok.

  • skrzacik

    Tegoroczne Walentynki, za którymi osobiście też nie przepadam od dawna, spędziłam leżąc z mężem na kanapie, jedząc czekoladę i śpiewając (zdania na ten temat są podzielone) największe miłosne ballady, które puszczali w TV, m.in. Bon Joviego, Guns’n’Roses, ale też Whitney, itp. Kwiaty/czekoladki są mi niepotrzebne, jeśli wiem, że mogę leżeć w dresie i fałszować u boku osoby, której to nie przeszkadza i dalej chce ze mną być. O ile „śpiew” nie trwa dłużej, niż 2 piosenki.

    Cmok dla Ciebie i dla wszystkich pozostałych czytających – wszyscy jesteście godni miłości, niezależnie od jej formy.

  • Ja się nie wypowiadam, to nie jest moje święto, przez całe życie dostawałam na nie tylko czekoladowe serduszko od mamy (trochę siara, ale jestem wdzięczna). Miło się patrzyło na chodzące po mieście kobiety z kwiatami, akurat byłam w podróży, więc sporo takich ładnych, dystyngowanych babek z bukietami spotkałam. Aczkolwiek ja nieszczególnie jestem dystyngowaną babką, której daje się cokolwiek. Obchodziłam się antywalentynki grając z przyjaciółmi w Space Station 13, czyli głównie bijąc ludzi i będąc bitym nie ma to jak zdrowa przemoc w to pełne miłości święto 😛 Cudownie to określiłaś, że miłość to nie pchła cyrkowa, chyba zacznie to być moja nowa metafora. Po prostu nie jara mnie, że nagle wszyscy robią coś „z miłości” akurat tego dnia, jakby im ktoś kazał i jakby nie mogli wyjść na romantyczną kolację kiedy mają na nią faktycznie ochotę. Jestem świątecznym anarchistą i koniec 😛

  • Też dostałam bukiet róż od męża i też pomyślałam sobie wczoraj, że najlepsze prezenty, to te, o których nikomu opowiadać nie będę.

    Samo święto jest mi niby obojętne, ale jednak z przewagą sympatii. Każdy może mieć swoje święto, więc zakochani jak najbardziej. Zupełnie nie przeszkadza mi to epatowanie „teraz pokażcie miłość” ani kiczowata oprawa 😉 Ale totalnie genialnie byłoby, gdyby -tak jak np. w Finlandii – Walentynki były świętem przyjaźni. Bardzo chciałabym dostać walentynkowe kartki od osób, które uważam za przyjaciół lub dobrych znajomych jako takie zapewnienie o przyjaźni 😀

  • Monika

    Bardzo mi się podoba ten wpis

Loading..